Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Placek z masą

To ulubione ciasto mojego męża. Prosty ciemny spód, a na nim budyniowy krem migdałowy posypany startą gorzką czekoladą.
Prosto, bardzo prosto. I pysznie :)

Składniki na ciasto:
1 szklanka cukru
1 szklanka mleka
80 g masła
1 jajko
3 łyżki kakao
2 szklanki mąki minus 2 łyżki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody

Składniki na krem:
2 szklanki mleka
1 szklanka cukru
2 łyżki (z lekką górką) mąki ziemniaczanej
2 łyżki (z lekką górką) mąki pszennej
200 g miękkiego masła
2-3 łyżki soku z cytryny
kilka kropel olejku migdałowego

dodatkowo: starta gorzka czekolada do posypania

Mąkę wymieszać z kakao, proszkiem i sodą, przesiać. Miękkie masło utrzeć z  cukrem na puch, dodać jajko nadal ucierając, dodawać naprzemiennie mleko i przesianą mąkę.
Ciasto wyłożyć do blachy (20x25 cm - można do większej, wtedy ciasto będzie niższe) Można też upiec w tortownicy - średnica 26 cm) nasmarowanej masłem, lub wyłożonej papierem do pieczenia.
Włożyć do  nagrzanego piekarnika (175 C), piec ok 30 minut - do tzw. suchego patyczka.
Po upieczeniu - ciasto lekko wystudzić,wyjąć z blachy i zostawić do całkowitego wystygnięcia.
Zagotować szklankę mleka z cukrem. W drugiej rozmieszać obydwie mąki. Wlać do gorącego mleka, zamieszać i gotować (cały czas mieszając) na małym ogniu, aż budyń lekko zgęstnieje. Wystudzić. Miękkie masło utrzeć na puch. Pomału, łyżka po łyżce dodawać zimny budyń, za każdym razem mieszając do połączenia składników. Na koniec dodać sok z cytryny i kilka kropel olejku migdałowego.
Gotowy krem wyłożyć na wystudzony spód, posypać startą czekoladą. Schłodzić w lodówce.
Smacznego!


sobota, 15 marca 2014

Lubieżny tort cappuccino z wiśniami i kilka słów o lukrze plastycznym

Pamiętam kiedy miałam 20 lat z podziwem patrzyłam na sernik z rosą i myślałam Ja? no gdzie tam. Ja nie mam cierpliwości do pieczenia...
Okazało się że mam :) I nie tylko do pieczenia.
Człowiek poznaje się przez całe życie...
Teraz każde urodziny to okazja do wypróbowania nowego przepisu na tort i świetna zabawa przy dekorowaniu.
Najbardziej lubię pracować z lukrem plastycznym bo jest on stosunkowo niedrogi, łatwy do wykonania i świetnie się sprawdza w dekoracjach.
Tytułowy lubieżny tort zrobiłam dla kuzyna z okazji jego 18 urodzin. Tydzień później zrobiłam poprawkę na drugą imprezę :)
 Tort nie jest bardzo słodki (pomijając obecność super słodkiej dekoracji) , wiśnie dodają mu charakteru a posiekana czekolada jest ciekawym zaskoczeniem podczas jedzenia.



Składniki na krem:
600 ml śmietany kremówki 30%
1/2 szklanki wody
3 łyżeczki żelatyny
duże opakowanie kawy cappuccino o ulubionym smaku 
2-3 łyżki cukru pudru.

Składniki na biszkopt:
6 jajek, 
2/3 szklanki cukru
3/4 szklanki + 2 płaskie łyżki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej + 1 łyżeczka

Składniki krem maślany (pod lukier)
kostka masła
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki kakao
2 łyżki mleka

dodatkowo:
mały słoiczek wiśni w syropie
tabliczka gorzkiej czekolady
2-3 łyżki wódki

*aby uzyskać piersi na trocie - upiekłam w dwóch małych miseczkach dodatkowe biszkopty (2 jajka + 2 łyżki cukru + 2 łyżki mąki pszennej + 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej)

Biszkopt:
Najlepiej upiec dzień wcześniej. Łatwiej go wtedy przekroić.
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec dodawać po łyżce cukru. Cały czas mieszając (na najwyższych obrotach miksera), dodawać po jednym żółtku. Mąki wymieszać i przesiać. Dodać do ubitej piany i delikatnie połączyć (szpatułką albo na bardzo wolnych obrotach miksera)
Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem (tylko dno, boków nie wykładamy i niczym nie smarujemy)
Przelać biszkopt do formy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 165C. Piec ok 40-50 minut to tzw. suchego patyczka.
Upieczony, gorący biszkopt wyjąc z piekarnia, upuścić (w formie) na podłogę w wysokości ok 60 cm. (upuszczam na dywan w przedpokoju :) ) .Dzięki temu biszkopt nie opada. Pozostawić uchylonym piekarniku do wystygnięcia. (przepis i patent z upuszczaniem pochodzą z blogu mojewypieki.com)
Całkowicie zimny oddzielić nożykiem od formy i przekroić na 3 blaty.

Krem cappuccino:
W gorącej wodzie rozpuścić żelatynę. Dodać opakowanie kawy - wymieszać do całkowitego rozpuszczenia i odstawić do wystygnięcia. Kiedy mieszanka zacznie lekko tężeć - zmiksować blenderem aby pozbyć się grudek (często w czasie stygnięcia mieszanka osiada na bokach naczynia)
Schłodzoną śmietaną (koniecznie -  w temperaturze pokojowej raczej się nie ubije)  ubić mikserem, miksując najpierw na wolnych obrotach a później na najszybszych. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce cukru (nie sypiemy od razu całego, żeby nie "przebić" piany) Do ubitej masy wlewać małym strumieniem kawę z żelatyną, miksując cały czas na wysokich obrotach.
Kiedy składniki się połączą krem jest gotowy.

Wiśnie odcedzić z syropu. Syrop połączyć w wódką i ew. dopełnić wodą lub herbatą aby uzyskać szklankę płynu.
Pierwszą część biszkoptu ułożyć na paterze,  napączować, rozsmarować 1/3 kremu śmietanowego,   poukładać wiśnie, posypać posiekaną czekoladą. Przykryć kolejnym blatem, wyłożyć połowę pozostałego kremu i wiśnie, posypać czekoladą. Przykryć ostatnim nasączonym blatem. Resztę kremu zużyć na wysmarowanie góry i boków (jeśli tort jest obkładany lukrem plastycznym, kremem przełożyć tylko blaty - a górę i boki ciasta wysmarować kremem maślanym)
Włożyć do lodówki  na kilka godzin aby masa stężała.

Krem maślany pod lukier
Miękkie  masło ucierać w mikserze aż stanie się białe i puszyste, dodać mleko, partiami cukier puder i kakao.
Gotową masą wysmarować dokładnie cały tort. Odstawić do schłodzenia.



Lukier plastyczny:
800 g cukru pudru (+/-)
50 g glukozy
3 łyżeczki żelatyny
60-70 ml wrzącej wody

Cukier puder wymieszać z glukozą i przesiać (jeśli otwieram nowe opakowanie i cukier jest sypki, pomijam ten etap)
Na blat kuchenny (matę silikonową) wysypać ok. 500 g mieszanki. Zrobić dołek.
Żelatynę rozpuścić we wrzącej wodzie i powoli wlewać do dołka zagniatając jak ciasto na pierogi. Podsypując  pozostałym cukrem, wyrabiać aż uzyskania plastycznej masy przypominającej modelinę/plastelinę.
Jest to przepis na podstawową, białą wersję lukru. Uzyskaną masę można w zależności od przeznaczenia podzielić na części i barwić barwnikami spożywczymi.

kilka uwag odnośnie lukru...

  1.  Początkowo podczas zagniatania lukier bardzo się lepi i trudno go wyrabiać. Od jakiegoś czasu zamiast na stolnicy wyrabiam go mikserem w misce, końcówkami do ciasta drożdżowego. Jest zdecydowanie szybciej. I można zagniatać mniejsze ilości lukru barwiąc go od razu przy mieszaniu. 
  2.  Glukoza jest konieczna do wyrobienia lukru, bez jej dodatku kruszy się i nie jest plastyczny.
  3. Lukier szybko wysycha, dlatego nieużywaną część najlepiej zapakować w woreczek foliowy i wypchać z niego całe powietrze. Można go wtedy przechowywać nawet kilka tygodni. Ale musi być naprawdę BARDZO SZCZELNIE zapakowany BEZ DOSTĘPU POWIETRZA.
  4. Jeśli lukier nam przyschnie, wystarczy ponownie wyrobić go lekko zwilżonymi dłońmi. 
  5. Większe partie lukru - np. do obłożenia tortu najlepiej wyrobić na świeżo, "odgrzewany" kilkudniowy lukier nie jest już aż tak plastyczny i często rwie się podczas wałkowania (bynajmniej u mnie)
  6.  Przechowywany, twardy lukier można reaktywować podgrzewając go kilka sekund w mikrofali.
  7. Lukier najlepiej wałkować na blacie (macie silikonowej) posmarowanej olejem lub podsypanym cukrem pudrem.
  8. Aby dekoracja ładnie przylegała do ciasta, tort musi być posmarowany kremem. Najlepiej nadaje się do tego krem maślany. Kremy na bazie śmietany czy budyniowe rozpuszczają lukier.
  9. Fantastyczną pomocą przy dekorowaniu są plastikowe wykrawacze. Dzięki nim można uzyskać super efekty bez specjalnego męczenia się. (Zwłaszcza jeśli ktoś tak jak ja nie ma zdolności plastycznych)

...i kilka uwag odnoście barwienia lukru...

  1.  Najlepiej używać barwników w proszku. Są bardzo wydajne i nie rozrzedzają lukru. Próbowałam kilkakrotnie barwinków w żelu, ale ciężko było uzyskać intensywny kolor a lukier robił się rzadszy i musiałam dosypywać cukru.
  2. Jeśli potrzebujemy większą ilość jakiegoś koloru np.( do obłożenia całego tortu)  to barwnik najlepiej dodać przed wyrabianiem masy wsypując go bezpośrednio do cukru pudru albo rozpuszczając w wodzie z żelatyną. Uzyskamy wtedy jednolity, wyrazisty kolor.
  3. Małe ilości jakiegoś koloru można uzyskać dodając odrobinę suchego barwnika do gotowego podstawowego lukru i wyrabiając tak długo aż uzyska się pożądany kolor. Jest to trudniejsze ponieważ barwnik nie chce się rozpuszczać i przy wałkowaniu widać czasem ciemniejsze drobinki. Ciężko też uzyskać jednolity kolor kiedy dodajemy więcej niż jeden barwnik (np robiąc zielony)








poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Otrębowe racuchy z jabłkami - idealne

Przepis idealny.
Najlepsze racuchy jakie zrobiłam. Pulchne, chrupiące z wierzchu i mięciutkie w środku. Otręby nie są wyczuwalne, ale sama świadomość ich obecności uspokaja sumienie i sprawia że można się skusić na jeden więcej :)




Składniki:
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki otrąb pszennych
10g drożdży + 1 łyżeczka cukru + 1-2 łyżki mleka
1 szklanka mleka
2 jajka
3 jabłka
łyżeczka ekstraktu waniliowego (można zastąpić cukrem waniliowym)

Drożdże mieszamy z cukrem i mlekiem, odstawiamy do rozpuszczenia. Do miski wsypujemy mąkę i otręby, dodajemy jajka, ekstrakt waniliowy i ciepłe mleko. Wlewamy rozczyn z drożdży i zagniatamy ciasto. Ciasto wychodzi bardzo gęste, prawie chlebowe. Można je wyrobić ręcznie mieszając łyżką, albo mikserem  - końcówką z hakiem (hakami). Pod koniec wyrabiania dodajemy obrane jabłka starte na grubych oczkach i odstawiamy na 15-20 minut aby ciasto trochę podrosło.
Na patelni rozgrzewamy małą ilość oliwy (oleju) i nakładamy łyżką ciasto. Lekko rozpłaszczamy - jest to nieco trudne bo ciasto klei się do łyżki. Smażymy z obydwu stron na złoty kolor. Odsączamy na papierowym ręczniku. Podajemy posypane cukrem pudrem albo polane miodem.
SMACZNEGO!



wtorek, 16 października 2012

Pełnoziarniste Misie Lubisie

Moje dzieci uwielbiają Misie Lubisie. Zwłaszcza młodsza latorośl. Otwiera rano oczy i pędzi do szafki gdzie trzymamy słodycze. "EEEuuu" "Dadada" "mamada". Wydaje z siebie dzikie dźwięki.
Czasem ulegam i daję na przed-śniadanie.
Częściej jednak nie ulegam :)
Ostatnio znalazłam alternatywę dla sklepowych misiów, których skład nie do końca mi pasuje. Nabyłam (zupełnie przypadkiem) metalową formę do misiów muffinów, a na blogu Dorotus znalazłam przepis. Jeszcze tylko podmieniłam połowę mąki białej na pełnoziarnistą i gotowe.
Dzieciaki zachwycone.
Ja też.
Misie mają jednak jedną zasadniczą wadę. Mianowicie nie mają kolorowych, błyszczących opakowań, których otwieranie podejrzewam za co najmniej połowę przyjemności spożywania rano misia.
Muszę więc koniecznie obczaić jakieś ozdobne papierki :)



P.S.
Nadwyżkę misiów zamroziłam.

Składniki na 6 misiów:
3/4 szklanki mąki pszennej (pół na pół białej i pełnoziarnistej)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
130g miękkiego masła
pół szklanki cukru
łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 jajka
2-3 łyżki mleka
odrobina kakao

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i przesiać.

Utrzeć mikserem masło na puszystą masę i dodawać partiami cukier, cały czas mieszając. Wbijać kolejno jajka. Dodać ekstrakt waniliowy i mleko, nie przerywając miksowania. Kidy składniki się połączą, do masy dodać mąkę z proszkiem i wymieszać szpatułką.
Odłożyć 2 łyżki i połączyć ją z kakao - to będą łapki, noski i uszka misiów.

Formę na misie wysmarować masłem i wysypać mąką. Ponieważ źle smaruje się te wszystkie foremkowe zawijasy, podgrzałam odrobinę masła, aż zrobiło się baaardzo miękkie i smarowałam formę pędzelkiem, posypując od razu mąką. A potem odwróciłam blachę i strzepałam jej nadmiar.

Masę kakaową nakładać końcówką łyżeczki na łapki, noski i uszka. Białą masę najlepiej przełożyć do dekoratora (szprycy, rękawa cukierniczego) i za jego pomocą napełniać foremki do połowy ich wysokości. Próbowałam nakładać łyżeczką, ale ciasto jest lepkie i kiepsko to wychodziło.

Piec w temp. 190 C około 15 minut - misie muszą być złote i suche.
Podczas pieczenia moim misiom rosły garby, przeraziłam się, że takie zostaną i trzeba będzie wyrównywać nożem. Ale po wystudzeniu wszystkie nierówności opadły.

Wystudzone misie nadziewamy z tyłu nutellą, dżemem truskawkowym, budyniem.
Albo tym czym nasze dzieci lubią najbardziej.

Smacznego!





















poniedziałek, 17 września 2012

Czekoladowe razowe ciasto z gruszkami i budyniem

Nie powiem, że mi się udało...
Chociaż nie...bardzo się udało!!!
Mimo, że budyń "uciekł" z blachy i została tylko cienka warstwa. To najlepsze ciasto z mąki pełnoziarnistej jakie upiekłam.
Mięciutkie, puszyste, w smaku wcale nie razowe.
Gruszki nadają mu  wilgotności i świeżości, budyń elegancji.
Serwowałam gościom polane gorącą czekoladą i ozdobione listkami mięty.

Wszystkim smakowało.

inspiracją był ten przepis

Składniki:

na ciasto:
150 ml kefiru
150 ml jogurtu naturalnego
1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
300g mąki pszennej pełnoziarnistej
3 łyżki kakao
150g cukru (dałam 100g muscavado)
45g miękkiego masła
2 jajka (małe)
3 łyżeczki proszku do pieczenia

na budyń:
3 szklanki mleka
4 łyżki cukru
3 łyżki mąki pszennej
3 łyżki mąki ziemniaczanej

dodatkowo:
1 kg twardych gruszek
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka cynamonu

Jogurt mieszamy z kefirem i sodą oczyszczoną. Odstawiamy na 5 minut (uwaga zapieni się i urośnie). Po tym czasie dodajemy jajka, masło, cukier i dokładnie miksujemy. Mąkę przesiewamy i mieszamy z proszkiem do pieczenia i kakao. Dodajemy partiami mąkę. Wylewamy ciasto do formy (u mnie wymiary 20x25 cm). Jeśli nie mamy silikonowej to należy wyłożyć formę papierem do pieczenia.
Na wierzchu układamy pokrojone w ćwiartki gruszki (bez gniazd nasiennych, ale ze skórką). Posypujemy kardamonem i cynamonem.
Pieczemy przez 15 minut w temp. 180C.
Z mleka, cukru i mąk gotujemy budyń. Wyciągamy ciasto z piekarnika i wylewamy na wierzch gorący budyń. Pieczemy kolejne 20-30 minut.
Kroimy całkiem zimne (można włożyć do lodówki) inaczej budyń się rozjedzie.



środa, 15 sierpnia 2012

Najprosztszy...najlepszy! Placek z owocami i galaretką.

Sezonowy.
W maju z truskawkami, w lipcu z czarną porzeczką. W grudniu z mandarynkami lub brzoskwiniami z puszki. W sierpniu... Z malinami.
Zawsze tak samo prosty do zrobienia, pyszny.
Taki klasyk. Biszkopt, krem budyniowy, owoce i galaretka.
Moje dzieci za nim przepadają.




Składniki na biszkopt:
3 jajka
pół szklanki mąki pszennej, minus 1 i 1/2 łyżki
1 i 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
pół szklanki cukru

Składniki na krem
3 szklanki mleka
3 łyżki ( z lekką górką) mąki pszennej
3 łyżki mąki ziemniaczanej (z lekką górką) (nie miałam, dałam skrobię kukurydzaną)
2 żółtka (niekoniecznie)
1/2 szklanki cukru
kostka masła

pół kilograma malin
2 galaretki malinowe + 3 szklanki wody

Galaretkę rozpuszczamy w gorącej wodzie. Robię to zawsze jako pierwszą czynność, bo galaretka dłuuugo tężeje i bywa tak, że wszystko jest już gotowe, a galaretka nadal płynna.

Biszkopt:
Oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając partiami cukier. Dodajemy żółtka po jednym, nadal ubijając. Mąki mieszamy i przesiewamy. Delikatnie dodajemy do ubitych jajek. Ja robię to sypiąc po łyżce, mieszając na najniższych obrotach mikserem.
Tortownicę o średnicy 28 cm wykładamy papierem do pieczenia (tylko spód, boków niczym nie smarujemy), wykładamy ciasto, wyrównujemy. Pieczemy w temp. 165 C około 30-40 minut (sprawdzamy patyczkiem). Ciasto wyjmujemy z piekarnika i jeszcze gorące w tortownicy upuszczamy z wysokości około 60 cm na podłogę (tak, tak, śmiejecie się. odkąt odkryłam patent Dorotus z Moje Wypieki- biszkopt mi nie opada, a nie dodaję proszku do pieczenia)
Odstawiamy do ostygnięcia. Oddzielamy nożykiem od formy kiedy jest już zimny.

Krem:
2 szklanki mleka gotujemy z cukrem.
W pozostałej jednej szklance mieszamy obydwie mąki i żółtka, wlewamy do gorącego mleka, energicznie mieszając. Gotujemy, aż budyń zgęstnieje.
Studzimy. Musi być zimny.
Miękkie masło ucieramy mikserem, dodajemy partiami budyń. Miksujemy do połączenia się składników.

Biszkopt wyciągamy z tortownicy i odklejamy od spodu papier do pieczenia. Wkładamy ciasto z porwotem do środka. Wykładamy krem, wyrównujemy. Układamy umyte i osuszone maliny, wciskając je lekko do kremu.
Odstawiamy do lodówki, żeby krem stężał (co najmniej na godzinę). Ostrożnie wylewamy na krem tężejącą galaretkę (ja daję taką, która jest już bardzo gęsta i wykładam łyżką).
Odstawiamy do lodówki do całkowitego stężenia.







Przepis dodaję do Akcji " W malinowym raju"










niedziela, 12 sierpnia 2012

Mufiny "trzy otręby"

Dowiedziałam się, że mam "czytacza" za granicą. :) Może to nie jedyny poza krajem, ale jedyny o którym wiem i którego znam osobiście. I to mężczyzna w dodatku :).
I przystojny, z tego co pamiętam :)
...
Zawsze jest mi niezmiernie miło, kiedy ktoś mi mówi, że czyta mojego bloga, że zagląda tu regularnie.
I czuję się trochę winna, że nie piszę tu tak często jak powinnam. Chciałabym, ale nie mam czasu.
Pozdrawiam zatem serdecznie T, i zapraszam na muffiny otrębowe.
Aktualnie obżeramy się nimi z Twoją żoną :)

Składniki: 
szklanka otrąb pszennych
szklanka otrąb orkiszowych
pół szklanki otrąb owsianych (proporcje można zmieniać dowolnie - ważne aby w sumie było 2,5 szklanki otrąb)
kefir 400 ml - płynny
2 jajka
2-3 łyżki oliwy z oliwek/oleju
2 łyżki syropu z agawy (miodu, melasy)
2 łyżki cukru trzcinowego (daję muscavado)
50g gorzkiej czekolady
2 łyżki pestek słonecznika
2 łyżki pestek dyni
1 łyżka sezamu
1 łyżka siemienia lnianego
2 łyżki rodzynek
2 łyżeczki sody oczyszczonej
garść posiekanych listków mięty lub melisy

Pestki, siemię i sezam prażymy na patelni. Przekładamy do miski i mieszamy z otrębami, cukrem, posiekaną drobno czekoladą i sodą.
Kefir mieszamy z oliwą, syropem z agawy i jajkami. Dodajemy do suchych składników. Mieszamy tylko do połączenia składników. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany.
Przekładamy do foremek na mufinki (tak do 3/4 wysokości, mufinki rosną tylko trochę)
 Ja piekę w formach silikonowych wykładanych papilotkami - ciasto przywiera i cięż,ko jest potem domyć foremki.
Pieczemy w temp. 170 C przez około pół godziny.
Mufiny są puszyste i lekkie.

Smacznego!




piątek, 9 marca 2012

Muffiny baaardzooo otrębowe

Wreszcie odkryłam sekret "mufinowatości" muffinów. I pewnie nowości Wam nie powiem, że chodzi o tłuszcz.
Do tej pory unikałam  dodawania go w moich wypiekach, wszak chodziło o dietetyczność, a tłuszcz jak to tłuszcz w biodra lubi iść.
Ale kiedy kilka dni temu koleżanka z pracy najpierw poczęstowała mnie muffinem, a potem podała przepis, musiałam też takie upiec. W życiu nie jadłam tak pysznych otrębowych wypieków. Mooocnooo otrębowych.
Przepis trochę modyfikowany - nie to, żeby oryginalny nie był dobry, ale Monia - ja jak to ja składniki zapisałam i kartkę gdzieś posiałam. Więc co spamiętałam to dodałam, a dalej improwizowałam.
Człowiek nawet nie wyczuje jak mu się fajnie zrymuje :)

Składniki na 6 sztuk:
suche:
szklanka otrębów (u mnie po 1/4 owsianych, gryczanych, orkiszowych i pszennych)
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (dałam orkiszową)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
kilka kostek czekolady deserowej

mokre:
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki jogurtu naturalnego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki syropu z agawy /miodu
1 jajko

Czekoladę łamiemy na drobne kawałeczki. Suche składniki mieszamy ze sobą i dodajemy połamaną czekoladę. Mokre składanki mieszamy razem (najlepiej zrobić to trzepaczką, albo widelcem, bo ciężko połączyć olej z resztą) a potem dodajemy do nich suche składniki. Mieszamy szybko i masę  przekładamy do form na muffinki, najlepiej wyłożonych papilotkami. Pieczemy w temp. 180C przez około 25 minut.
SmacznegO!





sobota, 3 marca 2012

Razowe? Pełnoziarniste? muffiny cytrynowo-czekoladowe

Nie jestem pewna czy mąka razowa i pełnozianista to to ten sam produkt. Niby używam tych nazw zamiennie, ale jak się tak bliżej zastanowić to nie wiem. Mam nawet książkę  o pieczeniu chleba, gdzie jest wyraźny podział ma "pełnoziarnistą" i "razową" mąkę. Książka niestety nie wyjaśnia na czym różnica polega.
Postanowiłam na własną rękę zgłębić temat, ale okrazało się to wcale nie proste.
Szukałam w Googlach i Wikipedi, na różnych forach. I raz wynika, że to te same mąki
 a innym razem, że nie. Ile miejsc, ile pytań - tyle różnych odpowiedzi. Niedowiedziawszy się więc nic konkretnego, pytam WAS. Czy razowa i pełnoziarnista to ta sama mąka?
Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach.
Z góry bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i zapraszam na muffiny.
Razowe?
Pełnoziarniste?
Na pewno cytrynowo-czekoladowe
dietetyczne i pyszne

Składniki:
1 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (daję drobną typ 1850)
1 szklanka mąki orkiszowej pełonizarnistej (drobnej)
2 białka
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
1/4 szklanki mleka
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
3 łyżki fruktozy (można dać więcej bo wychodzą mało słodkie)
płaska łyżeczka sody
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 płaskie łyżki kakao odtłuszczonego

Suche składniki mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszamy mokre składniki. Łączymy jedne z drugimi, mieszając krótko (mogą być grudki). Foremki na muffiny wypełniamy w 3/4 masą i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 20 minut w temp. 180C

wtorek, 14 lutego 2012

WyQintny placek bez pieczenia :)

Moje życie nabrało rozpędu. A raczej pędzi jak szalone. Odkąd pracuje, brakuje mi czasu na wszystko. Na sen, na spotkania ze znajomymi, na gotowanie. Nie to żebym nigdy wcześniej nie pracowała, ale nie miałam wtedy dwójki dzieci, w tym marudnego ząbkującego synusia, który teraz robi z czwórkę, albo nawet piątkę pociech. Efekt tego jest taki, że ostatnio było mi wstyd, bo miałam gości, a nie było sałatki. Nawet najprostszej nie udało mi się zrobić. No trudno. Nadrobiłam ciastem. Pysznym, bardzo wykwintnym i niezwykle łatwym do wykonania.
Nie trzeba nic piec.
W oryginale jest galaretka brzoskwiniowa i brzoskwinie w puszce wyłożone na ostatnią masę, ale ja zamiast tego dałam dżem z czarnej porzeczki i galaretkę z owoców leśnych, żeby trochę przełamać smaki. Oryginalne ciasto jest bardzo słodkie.
No i te krakersy. Można zastąpić je herbatnikami, ale słony smak nadaje ciastu charakteru.



Składniki:
2 paczki prostokątnych krakersów
mała puszka masy krówkowej
kilka łyżek płatków migdałowych
słoik dżemu z czarnej porzeczki

I masa:
2 szklanki mleka
opakowanie kokosu (100g)
pół kostki masła
2/3szklanki cukru
1/2 szklanki mąki (2 łyżki ziemniaczanej i reszta pszennej)
Gotujemy szklankę mleka z cukrem i kokosem. Drugą szklankę mieszamy z mąkami, wlewamy do gorącego mleka. Gotujemy budyń.
Kiedy masa ostygnie, miksujemy z miękkim masłem

II masa
500ml śmietany kremówki 30%
galaretka z owoców leśnych
1/2szklanki wody
Galaretką rozpuszczamy w gorącej wodzie. Śmietanę ubijamy na sztywno, na koniec delikatnie wlewamy ostudzoną galaretką (dalej miksując)

Prostokątną blachę wykładamy papierem do pieczenia. Układamy warstwę krakersów i wykładamy masę kokosową. Na to druga warstwa krakersów, a na nią masa krówkowa. Wykładamy kolejną warstwę krakersów, a na nią dżem porzeczkowy, a następnie masę śmietanową. Posypujemy uprażonymi na patelni płatkami migdałowymi (uwaga trzeba uważać bo płatki szybko się przypalają podczas prażenia)
Proste, prawda?

sobota, 21 stycznia 2012

Domowe batoniki musli z otrębami

Zegarek znowu zadzwonił za wcześnie. Schowałam głowę w poduszkę.... Jeszcze 5 minut.
Minęło. Głos męża "nie wstajesz?". Rzut oka na zegarek. 7.30. Cholera spóźnię się...
W takie dni, nie mam czasu szykować śniadania. A moja żelazna zasada brzmi :nie wychodź z domu bez śniadania.
Zbiegając więc z córką po schodach porwałam 2 batoniki. Dobrze, że je wczoraj upiekłam...

Składniki:
150g otrębów (daję pół na pół owsiane i pszenne)
70g masła
4-5 łyżek syropu z agawy / miodu / syropu klonowego
3/4 szklanki miękkich bakalii (suszonych śliwek, rodzynek, suszonych moreli)
1/2 szklanki twardych bakalii (orzechy włoskie, płatki migdałowe, orzech laskowe)
3 łyżki wiórków kokosowych
2 jajka

Masło roztapiamy z syropem (miodem) i mieszamy. W misce łączymy otręby i wiórki kokosowe, Dodajemy rodzynki i pokrojone w kostkę śliwki i morele. Orzechy siekamy drobno a płatki łamiemy. Wszystko razem mieszamy, dodajemy masło i jajka. ponownie mieszamy i wykładamy cienką warstwą na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (ew. na silikonową). Pieczemy 20-25 min w temp. 170C
Jeszcze ciepłe kroimy na kawałki i zostawiamy na kratce od ostygnięcia.
SMACZNEGO!

Przepis znaleziony tu

wtorek, 20 grudnia 2011

Eklery

Nie przesadzę, jeśli napiszę że zabieram się za prezentowanie tego przepisu jak pies za jeża. Od miesiąca co zamierzam go wrzucić na bloga, to coś mi wypadnie, ktoś przerwie, albo po prostu nie wiem co napisać tytułem wstępu. I tak, przez ten czas zdjęcie zdążyło się już zakurzyć w komputerowym archiwum - stąd też na czarnym tle widać malutkie białe paprochy.  Nie żeby to była koszulka męża, obrana trochę po praniu, użyta jako obrus na potrzeby fotografii. O nie... :)

Składniki na ciasto (wychodzi około 25 eklerów)
szklanka wody
szklanka mąki pszennej
1/2 kostki margaryny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4-5 jajek

Krem (do tego przepisu wystarczy zrobić z 2/3 składników)
4 szklanki mleka
cukier waniliowy, albo aromat
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki mąki pszennej
1 i 1/2 szklanki cukru
250g  masła

Wodę i margarynę gotujemy. Kiedy margaryna się rozpuści, wsypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Chwilę mieszamy na ogniu i studzimy.
Chłodne ciasto ucieramy mikserem dodając po jednym jajku. Ciasto jest lekko lepkie. Nakładamy do szprycy i wyciskamy (na blachę wyłożoną papierem do pieczenia) kształty jakie chcemy żeby miała nasze eklery. Jeśli nie mamy szprycy to możemy po prostu nakładać porcje łyżką - wyjdą nam wtedy ptysie.
Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temp 250C, około 10 minut (do zarumienienia)
2 szklanki mleka gotujemy z cukrem. W pozostałych dwóch rozpuszczamy wymieszane mąki i wlewamy do wrzącego mleka. Gotujemy aż masa zgęstnieje (jak budyń). Studzimy.
Masło ucieramy w mikserze na puch i dodajemy po łyżce budyniu. Miksujemy aż masło i budyń dobrze się połączą. Przekładamy wystudzone eklery masą, sklejając po dwa. Jeśli piekliśmy ptysie to przekrawamy je na pół i przekładamy masą. Chłodzimy w lodówce.
SMACZNEGO!

niedziela, 18 grudnia 2011

Pychotka

Zachciało mi się ciasta. Wykwintnego...
Padło na Pychotkę , z blogu Moje Wypieki.

Pycha...

Składniki:
500 g mąki pszennej (3 szklanki minus 1 łyżka)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
pół szklanki cukru pudru
200 g masła lub margaryny
6 żółtek
100g orzechów włoskich (w oryginale są migdały, ale ja wolę orzechy)

Na pianę:
6 białek
1,5 szklanki drobnego cukru lub cukru pudru
1 łyżka mąki ziemniaczanej


Składniki na ciasto zagnieść, uformować kulę podzielić ją na pół. Dwie blachy o wymiarach 25x33 cm wyłożyć papierem do pieczenia, a potem wykleić ciastem. Ciasto posmarować dżemem porzeczkowym, (można też powidłem).
Białka ubić na najwyższych obrotach miksera na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodawać partiami cukier. Wymieszać delikatnie z mąką (ja to robię z najniższych obrotach miksera). Wyłożyć na dżem, posypać posiekanymi orzechami.
Piec w temperaturze 170 C około 40 minut.
Ja zrobiłam z 2/3 ilości składników i piekłam na płaskiej blasze z piekarnika. A po upieczeniu przekroiłam ciasto na pół. Natomiast krem zrobiłam z całej podanej ilości, nie zmarnował się :)

Składniki na krem:
2 szklanki mleka (500 ml)
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 żółtka
3 łyżki cukru
200 g masła

Szklankę mleka zagotować z cukrem. W drugiej szklance rozmieszać mąkę i żółtka, wlać do gotującego się mleka, energicznie mieszać, aż się zetnie.
Budyń wystudzić.
Miękkie masło zmiksować na puch, dodawać partiami budyń.

Ciasto przełożyć masą, układając obydwa kawałki orzechami do góry. Schłodzić w lodówce, najlepiej przez noc.
Smacznego!




piątek, 18 listopada 2011

Jabłka pieczone z bakaliami

Pieczone jabłka powinny kojarzyć się z jesienią. Jeszcze słonecznymi dniami, zapachem liści palonych na działce. Nic jednak nie poradzę na to, że mi kojarzą się z Bożym Narodzeniem. A wszystko dlatego, że w okolicach tego święta pierwszy raz je jadłam. Pierwszy... i ostatni w Gospodzie Kolibeckiej w Tarnowie. Zaglądałam tam potem często, właśnie z myślą o tych jabłkach, ale zawsze słyszałam "że dziś niedostępne". Pewnie dlatego Gospoda Kolibecka już nie istnieje. Ale te jabłka dręczyły mnie strasznie i postanowiłam w końcu zrobić je w domu.
Wyszły pycha, co prawda w wersji minimalistycznej, bo tam podawali je z bitą śmietana i biszkoptem, ale może kiedyś jak skończę dietę.... Ehhh, rozmarzyłam się :)

Składniki:
2-3 jabłka (obojętnie jakie - ja miałam Championy i Lobo)
2 łyżki orzechów włoskich
2 łyżki słonecznika
1 łyżka pestek dyni
1 łyżka sezamu
1 łyżka orzechów laskowych
4-5 śliwek
łyżeczka siemienia lnianego
łyżka masła
2-3 łyżki syropu z Agawy (może być miód)
sok z cytryny

Bakalie mieszamy ze sobą w miseczce, śliwki kroimy w kostkę, dorzucamy do bakalii. Jabłka wydrążamy w środku (najlepiej jest troszkę wydrążyć nożem, a potem łyżeczką), skrapiamy sokiem z cytryny. Na patelni roztapiamy łyżkę masła, wrzucamy bakalie i chwilę rumienimy. Dolewany syrop z agawy (miód) i mieszamy - syrop zacznie gęstnieć i wszystko nam ładnie polepi. Nakładamy farsz ciasno do środka jabłek i owijamy je folią aluminiową. Zapiekamy z piekarniku około 15-20 minut w temperaturze 170C

sobota, 12 listopada 2011

Obłędne ciasteczka owisane

Uwielbiam takie wieczory jak dziś. Cały dom śpi. Oprócz chomika, któy kręci w kółku kolejny kilometr. Krzątam się po kuchni w z słuchawkami na uszach i słucham Krajewskiego. Czekam aż upiecze się blat na tort, wkładam chleb. Zamiatam, ścieram, pakuję zmywarkę. Mam wrażenie, że 2/3 życia spędzam sprzątając kuchnię. Czy Wy też tak macie?
Nie przeszkadza mi to jednak czuć się prawie absolutnie szczęśliwą. Lepiej mogłoby być jeszcze, gdyby była jakaś cola z %. Ale ponieważ od jakiegoś czasu żyję w symbiozie z pewnym młodym osobnikiem, mogę na razie zapomnieć o drinku. Trudno... I tak jest super.

A wracając to chomika... Nasz chomik uwielbia płatki owsiane. Reszta rodziny różnie. Mąż akceptuje je jedynie w zupie mlecznej, a córka nie tknie niczego co z płatkami „bo twarde”. Postanowiłam to zmienić. Piekę pierwsze w życiu ciasteczka z płatkami owsianymi. Jeszcze gorące podżeram z piekarnika, są mięciutkie. Zastanawiam się czy takie być powinny. Kiedy stygną na kuchennej kratce, biorę następne – jest super kruche, maślane. Pyszneee. Biorę kolejne, kolejne i jeszcze jedno. Co by na to powiedział Pan Montignac? Złamałam wszystkie zakazy diety – płatki owsiane po termicznej obróbce mają kosmiczne IG, a do tego jeszcze cukier, biała mąka. I połączenie węglowodanów i tłuszczów. I to na kolację... A co tam... to nie był na pewno ostatni raz...:)




Wybaczcie zdjęcie, ale w warunkach oświetlenia kuchennego z aparatu nic więcej nie wyduszę... :)

Składniki:
100g miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru
łyżeczka ekstraktu waniliowego (można zastąpić aromatem)
1/2 szklanki białej mąki
1 i 1/4 szklanki płatków owsianych
1 jajko
pół łyżeczki proszku do pieczenia
30g posiekanej gorzkiej czekolady

Masło utrzeć z cukrem na puch, dodać ekstrakt i jajko, dalej ucierać. Suche skłaniki wymieszać i dodać do utartego masła, wymieszać. Formować kulki wielkości orzechów włoskich i układać na blasze wyłożonej papierem w dużych odstępach. Spłaszczyć widelcem. UWAGA odstępy muszą być naprawdę spore, bo ciastka dość dużo rosną w piekarniku i u mnie się trochę posklejały.
Piec 15 minut z temperaturze 170 C z termoobiegiem.
Można udekorować polewą czekoladową albo czym lubicie.
SMACZNEGO!

Przepis znalazłam na blogu u Chochelek :), a orygniał pochodzi od Dorotus

wtorek, 1 listopada 2011

Pełnoziarnista szarlotka tatrzańska

Ciężko mi znaleźć ciasto, które zaspokajałoby potrzeby kulinarne całej rodziny. Mój mąż preferuje wypieki z białej mąki, z cukrem, masłem, kremami i czym się jeszcze da. A starsza latorośl idzie w jego ślady - córeczka tatusia. Ja z kolei lubię wszystko co pełnoziarniste i ze zdrowymi dodatkami. Dlatego piekłam tą szarlotkę na pełnoziarnistym spodzie, trochę z obawą czy ktokolwiek oprócz mnie będzie ją jadł. Jak przedstawia zdjęcie poniżej - znalazła amatora... A mąż nawet nie zauważył, że jest razowa, co uznaję za niebywały sukces, bo jego kubki smakowe potrafią znaleść każdą nawet śladową ilość mąki razowej w potrawie..
Przepis znaleziony na tym blogu. Tylko u mnie ciasto było z mąki orkiszowej z pełnego przemiału. I niższa warstwa jabłek, bo zabrakło w zieleniaku :)




Ciasto:
500g mąki orkiszowej z pełnego przemiału (używam drobnomielonej firmy Heliant)
250g zimnej margaryny
2 zimne żółtka
2 łyżki gęstej śmietany
3-4 łyżek zimnego mleka (zależy od suchości mąki)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 kopiaste łyżki fruktozy (może być cukier)
Piekłam w tortownicy 28cm i zużyłam połowę tego ciasta, drugą połowę zamroziłam.

Nadzienie:
2kg jabłek szara reneta
3 łyżki fruktozy
2 łyżeczki cynamonu.


Składniki ciasta zagniatamy (ja to zrobiłam mikserem z hakiem), 1/3 ciasta wkładamy do zamrażalnika, 2/3 wylepiamy formę do pieczenia (piekłam w silikonowej więc niczym jej smarowałam). Formę wkładamy do lodówki na conajmniej godzinę - czym dłużej tym lepiej. Jabłka obieramy i kroimy w cieniutkie plasterki. Ja swoje jabłka pokroiłam w robocie kuchennym - dlatego trochę się połamały - lepiej zrobić to ręcznie, niestety jest to pracochłonne.
Pokrojone jabłka mieszamy delikatnie z fruktozą i cynamonem
Ciasto podpiekamy w piekarniku około 15min, temp.170C, wykładamy na podpieczone ciasto jabłka, układając plasterki poziomo jedne na drugich Dociskamy mocno i na to ścieramy zamrożone ciasto. Pieczemy około 60 min temp 170C

SMACZNEGO!

piątek, 14 października 2011

Prawie różowe rogaliki z marmoladą

Miały być różowe... Zależało mi żeby były różowe, bo piekłyśmy je razem z córką do przedszkola na festyn. Niestety sok z buraków nie sprawdził się za bardzo w tej roli i o ile surowe ciasto miało różowy odcień o tyle po włożeniu do piekarnika cały kolor  "się upiekł" jak to stwierdziła Milenka. Następnym razem dodam po prostu barwinka spożywczego (nie jestem zwolenniczką chemii w kuchni, ale czasem, na wyjątkowe okazje można się pokusić). Suma sumarów rogaliki wyszły "nie różowe", ale pyszne jak zawsze. Przepis od Martusi, która jest mistrzynią tych rogalików...




Składniki na około 30 szt rogalików:
50g drożdży
450g mąki pszennej
150g mąki pszennej pełnoziarnistej
kostka margaryny
3 jajka (2 żółtka + jedno całe)
1/2 szklanki mleka
3 łyżki soku z buraków dla różowego koloru
cukier do obtaczania rogalików


Nadzienie:
Marmolada twarda. W żadnym wypadku dżem, ani powidło. Może być masa makowa, masa kakaowa. Masa serowa. Piekłam je kiedyś z dżemem wiśniowym - niestety podczas pieczenia dżem się wylał. Tak samo było z powidłem śliwkowym.
Te rogaliki możemy też zrobić w wersji wytrawnej np. z kapustą i grzybami do barszczu, z pieczarkami. Wtedy maczamy je w białku i obsypujemy np. kminkiem czy makiem.

Mąki mieszamy, drożdże  rozpuszczamy w letnim mleku. Do mąki wbijamy 1 całe jajko i 2 same żółtka. Dodajemy posiekaną margarynę i wlewamy mleko z drożdżami. Zagniatamy ciasto.
Ja to robię hakiem w mikserze. Dobrze jest zacząć zagniatanie np. w misce. Nie wiem jak Wam, ale mnie zawsze przy zagniataniu na stolnicy "zwiewa" mleko.
Odrywamy kawałek ciasta i wałkujemy z niego koło na stolnicy ( u mnie zawsze pseudokoło :) ). Kroimy możem na 8 części


Na każdy trójkąt nakładamy marmoladę i zawijamy z rogalik



Rogaliki obtaczamy w dwóch pozostałych białkach (lekko ubitych) i obsypujemy cukrem (ja obtaczam w cukrze). Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.


Pieczemy w tem. 180C do zarumienienia (około 25-30 minut)



poniedziałek, 26 września 2011

Biszkopt otrębowy z owocami

Jestem uzależniona od kawy. I mino iż na diecie Montignaca to produkt zakazany, nie potrafię z niej zrezygnować (i pewnie dlatego tak wolno chudnę). Wypijam jedną po śniadaniu, potem jeszcze jedną. I jeszcze po południu. Czasem nawet wieczorem jeszcze kolejną. Najbardziej lubię tą w porze obiadowej, kiedy jest do niej coś słodkiego. Z uwagi na dietę, z reguły odmawiam sobie tej przyjemności. Ale nie tym razem... Tym razem jest ciasto absolutnie zdrowe i dietetyczne. Otręby...zarodki pszenne i jajka... I odrobina mąki... owsianej. Przepis podpatrzony na blogu Dorotus, tylko u mnie bardziej otrębowy ze względu na MM.

Składniki:
1/2 szklanki zarodków pszennych
1/2 szklanki otrębów pszennych
1/2 szklanki otrębów owsianych
2 łyżki mąki owsianej (można innej)
4-5 łyżek fruktozy (ja dałam 3 łyżki i ciasto było mało słodkie)
4 jajka
1 kopiata łyżeczka proszku do pieczenia
 owoce jakie lubicie ( u mnie śliwki, jabłko i suszone śliwki)



Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce fruktozę (cukier). Dodawać po jednym żółtku dalej ubijając. Do ubitej piany wmieszać otręby, mąkę z proszkiem do pieczenia (ja to robię na najniższych obrotach miksera). Przełożyć masę na wyłożoną papierem tortownicę (piekę w silikonowej), ułożyć na wierzchu owoce. Piec do suchego patyczka, 35-40 minut w piekarniku 170 C.
Studzić w uchylonym piekarniku.