Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Metoda Montignac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Metoda Montignac. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2012

Pikantny placek z ciecierzycy

Na fali odchudzania z Montignaca kupiłam mąkę z ciecierzycy. Ci co znają dietę wiedzą, że jako jedna z niewielu z powodu niskiego IG nadaje się do posiłków tłuszczowych. Miały być z niej naleśniki do mięsnego nadzienia, ale pierwsza próba skutecznie zniechęciła mnie na długi czas. Naleśniki wyszły kiepskie, smakowały surową ciecierzycą i nawet dodatek super farszu nie zrobił z nich dania, do którego chciałoby się wracać.
Mąkę odłożyłam na półkę, że może kiedyś....
To "kiedy" nastało bardzo szybko - w książce "Pizza, chleb i inne pyszności" znalazłam przepis na rzeczony w tytule pikantny placek z ciecierzycy.
Upiekłam.
I znowu smak mnie mnie powalił. Nie był ani pikantny, ani w ogóle smaczny
I wtedy mnie olśniło...
Przy kolejnej próbie dodałam do masy przyprawy do gyrosa, i kilka suszonych papryczek chili. Placek wyszedł rewelacja. I w takiej właśnie formie prezentuję go Wam dziś. I bardzo namawiam do upieczenia. Świetnie nadaje się zamiast chleba do wszelkiego rodzaju sałatek. U mnie serwowany był z sałatką z łososiem.

Składniki
100g mąki z ciecierzycy
1 spora łyżeczka przyprawy "do gyrosa" (daję z Kamisu bo nie ma glutaminianu sodu)
1-2 suszone malutkie papryczki chili (mogą być też płatki chili)
200ml wody (w oryginale jest 250ml  - ale wtedy ciasto było baaaardzooo rzadkie i nie chciało się upiec)
3 łyżki oliwek z oliwy
szczypta soli

Mąkę mieszamy z wodą, przyprawami, papryczkami i oliwą. Najlepiej połączyć składniki trzepaczką albo widelcem (ciasto wychodzi bardzo rzadkie). Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia o śr. 24cm wlewamy masę i skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Pieczemy około 20 minut w tem.180C. Wierzch musi się zrobić chrupiący.
SMACZNEGO!

sobota, 3 marca 2012

Razowe? Pełnoziarniste? muffiny cytrynowo-czekoladowe

Nie jestem pewna czy mąka razowa i pełnozianista to to ten sam produkt. Niby używam tych nazw zamiennie, ale jak się tak bliżej zastanowić to nie wiem. Mam nawet książkę  o pieczeniu chleba, gdzie jest wyraźny podział ma "pełnoziarnistą" i "razową" mąkę. Książka niestety nie wyjaśnia na czym różnica polega.
Postanowiłam na własną rękę zgłębić temat, ale okrazało się to wcale nie proste.
Szukałam w Googlach i Wikipedi, na różnych forach. I raz wynika, że to te same mąki
 a innym razem, że nie. Ile miejsc, ile pytań - tyle różnych odpowiedzi. Niedowiedziawszy się więc nic konkretnego, pytam WAS. Czy razowa i pełnoziarnista to ta sama mąka?
Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach.
Z góry bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i zapraszam na muffiny.
Razowe?
Pełnoziarniste?
Na pewno cytrynowo-czekoladowe
dietetyczne i pyszne

Składniki:
1 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (daję drobną typ 1850)
1 szklanka mąki orkiszowej pełonizarnistej (drobnej)
2 białka
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
1/4 szklanki mleka
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
3 łyżki fruktozy (można dać więcej bo wychodzą mało słodkie)
płaska łyżeczka sody
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 płaskie łyżki kakao odtłuszczonego

Suche składniki mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszamy mokre składniki. Łączymy jedne z drugimi, mieszając krótko (mogą być grudki). Foremki na muffiny wypełniamy w 3/4 masą i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 20 minut w temp. 180C

poniedziałek, 6 lutego 2012

Domowe mleko sojowe i batoniki z resztek (z okary i otrębów)

No dobra, gdzie tu logika?
Za rogiem mam sklep, gdzie mleko sojowe kosztuje 4,30 za karton.
Tymczasem ja mielę, mieszam gotuję. Odcedzam. I pęcznieję z dumy patrząc na swoje pierwsze w życie mleko sojowe.
Gdzie tu logika?
Otóż...należę do osób które lubią wiedzieć. Lubią umieć. Wszystko w życiu się przydaje - prędzej czy później. A jak wróci komuna i nie będzie mleka sojowego w sklepie?
To ja zrobię sobie w domu...
No dobra - soi też pewnie nie będzie w sklepie, ale co tam... Umiem robić mleko sojowe i niezmiernie się z tego cieszę :)
I jeszcze te batoniki z okary pozostałej po mleku. Dodałam do nich otręby. Wyszły super, choć jak dla mnie mało słodkie i "nie bogate". Następnym razem dodam jakiś aromat i więcej bakalii.




Składniki na mleko:
3/4 szklanki soi
4 i 1/2 szklanek wody
łyżka cukru (fruktozy)

Soję namoczyć na kilka godzin w wodzie. Następnie wodę odlać, wymieszać soję, że świeżą wodą (1 i 1/2 szklanki wody) i zmiksować.
2 szklanki wody zagotować, wlać papkę sojową i gotować 5 minut (od zawrzenia). Podczas gotowania płyn bardzo się pieni, więc polewałam pianę cienkim strumyczkiem wody. Zużyłam na to ostatnią szklankę wody.
Płyn przecedzić przez drobne sitko, ew. przez gazę, pieluchę. Doprawić szczyptą soli, łyżką cukru, można dodać wanilii, albo aromatu jak ktoś chce mieć waniliowe mleko.

To co pozostało po odcedzeniu mleka to właśnie okara. Można ją wykorzystać i zrobić z niej kotleciki sojowe, można pasztet, albo.... moje ciasteczka

Składniki na batoniki:
350g wilgotnej ugotowanej okary
100g otrębów (dałam 60g pszennych i 40g owsianych)
30g płatków migdałowych
łyżka słonecznika
łyżka dyni
2 łyżki oliwy (lepszy były olej ale nie miałam)
2 jajka
łyżka syropu z agawy (może być miód)
3-4 łyżki fruktozy (dałam 2 i były mało słodkie)

Mieszamy suche składniki. Dodajemy do okary, wbijamy jajko i dodajemy syrop z agawy i oliwę. Wszystko mieszamy, papka wychodzi gęsta. Przekładamy na blachę do pieczenia (jeśli zwykłą to wyłożyć papierem, jeśli silikonową to nie trzeba). Pieczemy 20 minut w temp 170 C. (ja piekłam najpierw 10 minut bez termoobiegu, a potem 10 minut z )
Jeszcze ciepłe kroimy na prostokąty.

wtorek, 24 stycznia 2012

Orientalna pomidorowa z woka

Od jakiegoś czasu uwielbiam ciecierzycę. Pierwszy jej smak kojarzę z szybką sałatką jaką robiła moja przyjaciółka. Sałatka imprezowa, o ile dobrze pamiętam, składała się z 3 rodzajów fasoli (białej, czerwonej i cieciorki właśnie) dużej ilości czosnku, majonezu i keczupu. Prosto, szybko i pysznie.
Potem zaczęłam sama serwować ciecierzycę bo wiem, że zawiera dużo białka i zastępowałam nią czasem mięso.
Potem był humus - ukochana pasta kanapkowa, na którą może w końcu kiedyś podam przepis...
A potem znalazłam tą zupę...
Od tamtej chwili kocham ciecierzycę miłością bez granic...

Składniki:
ok. 150 g ciecierzycy (suchych ziaren)
1 spora cebula
3-4 ząbki czosnku (spore)
1 puszka pomidorów bez skóry
szklanka  wody (w oryginalnym przepisie jest 2/3 litra bulionu, ale ja wolę jak zupa jest gęsta)
sól, pieprz, chili w proszku
łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego)
łyżeczka pasty z kolendry (albo jeszcze lepiej świeżej kolendry)
¼ łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka cukru
oliwa

Ciecierzyce namaczam na noc w dużej ilości wody i następnego dnia gotuję do miękkości. Można tez użyć ciecierzycy z puszki, wtedy odsączamy ją tylko na sicie przed wrzuceniem do zupy.
Cebulę drobno siekam, czosnek przeciskam przez praskę. W woku rozgrzewam oliwę (2-3 łyżki) i wrzucam cebulę. Smażę chwilę, dodaję czosnek i przyprawy (kumin, kolendrę, cynamon, pieprz i chili). Smażę jeszcze chwilę, dorzucam pomidory i wlewam wodę. Gotuję na wolnym ogniu 20 minut, wrzucam ugotowaną ciecierzycę i doprawiam cukrem i solą.
Smacznego!

sobota, 21 stycznia 2012

Domowe batoniki musli z otrębami

Zegarek znowu zadzwonił za wcześnie. Schowałam głowę w poduszkę.... Jeszcze 5 minut.
Minęło. Głos męża "nie wstajesz?". Rzut oka na zegarek. 7.30. Cholera spóźnię się...
W takie dni, nie mam czasu szykować śniadania. A moja żelazna zasada brzmi :nie wychodź z domu bez śniadania.
Zbiegając więc z córką po schodach porwałam 2 batoniki. Dobrze, że je wczoraj upiekłam...

Składniki:
150g otrębów (daję pół na pół owsiane i pszenne)
70g masła
4-5 łyżek syropu z agawy / miodu / syropu klonowego
3/4 szklanki miękkich bakalii (suszonych śliwek, rodzynek, suszonych moreli)
1/2 szklanki twardych bakalii (orzechy włoskie, płatki migdałowe, orzech laskowe)
3 łyżki wiórków kokosowych
2 jajka

Masło roztapiamy z syropem (miodem) i mieszamy. W misce łączymy otręby i wiórki kokosowe, Dodajemy rodzynki i pokrojone w kostkę śliwki i morele. Orzechy siekamy drobno a płatki łamiemy. Wszystko razem mieszamy, dodajemy masło i jajka. ponownie mieszamy i wykładamy cienką warstwą na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (ew. na silikonową). Pieczemy 20-25 min w temp. 170C
Jeszcze ciepłe kroimy na kawałki i zostawiamy na kratce od ostygnięcia.
SMACZNEGO!

Przepis znaleziony tu

piątek, 18 listopada 2011

Jabłka pieczone z bakaliami

Pieczone jabłka powinny kojarzyć się z jesienią. Jeszcze słonecznymi dniami, zapachem liści palonych na działce. Nic jednak nie poradzę na to, że mi kojarzą się z Bożym Narodzeniem. A wszystko dlatego, że w okolicach tego święta pierwszy raz je jadłam. Pierwszy... i ostatni w Gospodzie Kolibeckiej w Tarnowie. Zaglądałam tam potem często, właśnie z myślą o tych jabłkach, ale zawsze słyszałam "że dziś niedostępne". Pewnie dlatego Gospoda Kolibecka już nie istnieje. Ale te jabłka dręczyły mnie strasznie i postanowiłam w końcu zrobić je w domu.
Wyszły pycha, co prawda w wersji minimalistycznej, bo tam podawali je z bitą śmietana i biszkoptem, ale może kiedyś jak skończę dietę.... Ehhh, rozmarzyłam się :)

Składniki:
2-3 jabłka (obojętnie jakie - ja miałam Championy i Lobo)
2 łyżki orzechów włoskich
2 łyżki słonecznika
1 łyżka pestek dyni
1 łyżka sezamu
1 łyżka orzechów laskowych
4-5 śliwek
łyżeczka siemienia lnianego
łyżka masła
2-3 łyżki syropu z Agawy (może być miód)
sok z cytryny

Bakalie mieszamy ze sobą w miseczce, śliwki kroimy w kostkę, dorzucamy do bakalii. Jabłka wydrążamy w środku (najlepiej jest troszkę wydrążyć nożem, a potem łyżeczką), skrapiamy sokiem z cytryny. Na patelni roztapiamy łyżkę masła, wrzucamy bakalie i chwilę rumienimy. Dolewany syrop z agawy (miód) i mieszamy - syrop zacznie gęstnieć i wszystko nam ładnie polepi. Nakładamy farsz ciasno do środka jabłek i owijamy je folią aluminiową. Zapiekamy z piekarniku około 15-20 minut w temperaturze 170C

piątek, 11 listopada 2011

Książka, a z niej: chleb pszenny na maślance

Kupiłam sobie książkę o chlebie. Pierwszą w życiu... pierwszą o chlebie rzecz jasna, bo innych w mojej bibliotece sporo. W sumie nie wiem po co mi ona, bo uczyłam się piec z blogów. I przepisy co ciekawsze też na blogach wyszukuje, w szczególności u Liski która jak już kiedy pisałam jest dla mnie niedoścignionym ideałem.
Książka nosi tytuł " Pieczenie chleba w domu" i niestety jest autorstwa zagranicznych ludziów :). Przetłumaczona na język polski trochę nieudolnie - widać, że ktoś kto ją przekładał raczej o pieczeniu chleba pojęcia nie ma. A może chodziło o to żeby zachować oryginalność przepisów? Nie wiem , w każdym razie nie mogę się zdecydować czy to zakup udany czy nie. Miałam szczery zamiar próbować wszystkie przepisy po kolei, ale mąki żytniej typ 997 i 1370 w Polsce pewnie nie dostanę. A i śruty typ 1850.  W przepisach za dużo drożdży, może taka moda jest Niemczech :)
Wyszperałam więc przepis który dało się zrobić na polskich składnikach, zmniejszyłam ilość drożdży o 1/3 i  upiekłam. Efekt całkiem niezły. Wilgotny, miękki chleb, świeży nawet po 3 dniach.





Składniki
30g świeżych drożdży (dałam 20g)
350ml maślanki
trochę cukru (dałam fruktozę)
500g mąki pełnoziarnistej (dałam pszenną typ 1850)
1 1/2 łyżeczki soli
ziarna wedle upodobania (dałam siemię lniane)

1. Pokruszone drożdże wsypać do dużej miski i wymieszać z maślanką i cukrem. Dodać mąkę i sól. Wyrobić gładkie ciasto, przykryć i odstawić na 60 minut do wyrośnięcia.
2. Nagrzać piekarnik do temperatury 220C, na dnie piekarnika postawić żaroodporne naczynie z wodą (zapewni to równomierny wzrost ciasta podczas pieczenia).
3. Ciasto raz jeszcze zagnieść uformować z niego bochenek (piekłam w keksówce) i położyć na posypanej mąką blasze.
4. Przykryć ciasto i odczekać 10 minut (czekałam ok. pół godziny), żeby jeszcze urosło. Posmarować letnią wodą i posypać nasionami i  ziarnami (dałam ziarna do ciasta). Piec 50-60 minut na środkowym poziomie piekarnika.


Chrupiący kurczak z woka

Zepsuła mi się waga. Dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat po wizycie babci. Mąż pytał czy babcia - pokaźnych rozmiarów kobieta - aby nie próbowała się zważyć...
Nie, kochanie, nie próbowała. Ale to trochę przez babcię jednak, bo bojąc się, żeby się na niej nie przewróciła idąc w nocy do łazienki, chciałam wagę schować. I mi spadła... (Dobrze, że mąż nie czyta mojego bloga :). Niestety brak wagi = brak kontroli. I po dwóch tygodniach, kiedy w końcu wynudziłam nową (mam teraz taką wypaśną, co mierzy wodę i mięśnie i tłuszcz w organizmie) okazało się że jestem do przodu o kilogram. Dlatego ostro zabrałam się do odrabiania zaległości. Na pierwszy ogień poszły chudy kurczak i mnóstwo warzyw.
Przepis podglądnięty na TVN Style w programie Rewolucja na talerzu.

Składniki:
podwójna pierś z kurczaka
pół papryki
pół kalarepy
pół pora
3-4 pieczarki
mała marchew
2-3 gałęzie selera naciowego
pół świeżego ogórka
łyżka sezamu - uprażonego na suchej patelni
2 łyżki oliwy
sól, pieprz, garam masala

marynata do kurczaka:
1-2 łyżki sosu sojowego
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru wielkości ząbka czosnku
Imbir i czosnek przeciskamy przez praskę i mieszamy z sosem sojowym. Pokrojonego w paseczki kurczaka mieszamy z marynatą i odstawiamy do lodówki na conajmniej 1h.

Obrane marchew i kalarepę kroimy w słupki, paprykę w paski, selera w kawałeczki. Pora i pieczarki w plasterki. Łyżkę oliwy rozgrzewamy w woku, wrzucamy pora, po minucie pozostałe warzywa. Smażymy na dużym ogniu 2-3 minuty. Ściągamy z patelni. Rozgrzewamy drugą łyżkę oliwy, wrzucamy zamarynowanego kurczaka i smażymy kilka minut, aż bedzie miękki. Dodajemy podsmażone wcześniej warzywa i ogórka pokrojonego w słupki. Smażymy 1-2 minuty, doprawiamy solą pieprzem i przyprawą garam masala (może być inna ulubiona). Posypujemy sezamem i zajadamy.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Grzybowe risotto z pęczakiem

Dlaczego wcześniej nie odkryłam pęczaku? Nie wiem. Ale wiem, że teraz kiedy go odkryłam będę go jeść i jeść i jeść... W różnych zestawieniach i wariacjach. A na początek, to od czego wszystko się zaczęło czyli grzybowe risotto z pęczakiem.

150g kaszy pęczak
300g grzybów (użyłam mrożonych podgrzybków pokrojonych w kostkę, myślę że tu sprawdzą się też pieczarki po warunkiem, że pokroicie je w kostkę, a nie na plasterki)
łyżka oliwy/oleju/masła (u mnie oliwa a jakże)
1 szklanka wody
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
1/2 papryczki chili
sól i pieprz do smaku

Cebulę kroimy na półplasterki, czosnek i papryczkę w drobną kostkę. Podsmażamy na oliwie przez chwilę i dodajemy grzyby. Dusimy jeszcze chwilę, dodajemy pęczak i wlewamy 1/2 szklanki wody. Przykrywamy pokrywką i dusimy do miękkości, podlewając co jakiś czas wodą. Risotto jest gotowe kiedy kasza jest "ale dente" i wchłonęła cały płyn (trzeba podlewać po trochu wodą, żeby risotto nie było zbyt wodniste). Doprawiamy solą i pieprzem.

poniedziałek, 17 października 2011

Warjacje na temat otrębowego placka

Pierwszy raz jadłam go "na Dukanie". Przez kilka miesięcy byłam na tej popularnej diecie i wtedy regularnie jadałam to "dziwactwo" jak mawia mój mąż. Od tego wydarzenia sporo czasu minęło, kilogramy wróciły, na pocieszenie przynosząc mi nową dzidzię. Do diety Dukana niestety narazie nie wrócę - nie nadaje się dla matki karmiącej. Ale placka jadam dość często, jako, że bardzo mi posmakował. Co najważniejsze - sam placek jest bardzo uniwersalny. Nadaje się zarówno jako posiłek tłuszczowy (zrobiony z całych jajek) jak i węglowodanowy (same białka). Ci na diecie Montignaca wiedzą o czym mowa... :)
Dla mnie najważniejsze, że istnieje coś co w smaku przypomina chleb (i syci) i można to zjeść z szynką i serem.
Serdecznie polecam, bo jest pyszny i zdrowy - idealny zamiast chlebka na śniadanie.




Składniki na placek:
2 jajka (dałam 3)
3-4 łyżki otrębów (dałam 5 jako, że jajek było więcej)
1 łyżka śmietany (jeśli to posiłek tłuszczowy, jeśli węglowodanowy to łyżka jogurtu albo mleka)
sól i pieprz
zioła prowansalskie
Dodatkowo:
wkroiłam do środka 3 plasterki szynki
trochę sera żółtego (u mnie żółty i pleśniak)
pomidor i szczypiorek

Jajka rozbić trzepaczką, dodać śmietanę i otręby. Wymieszać i doprawić jak kto lubi. Ciasto ma konsystencję gęstej śmietany. Patelnię rozgrzać, posmarować delikatnie oliwą (teflonową nie trzeba - ważne żeby była bardzo gorąca), zamieszać ciasto jeszcze raz (chodzi o to, żeby otręby nie opadły na dno) i wlać na patelnię. Przykryć pokrywką i na malutkim ogniu smażyć, aż zobaczymy, że ciasto się ścięło - wtedy przewrócić na drugą stronę i smażyć jeszcze chwilkę.
Ja wtedy dodałam ser na wierzch. Po ściągnięciu z patelni pokroiłam pomidora i szczypiorek i ułożyłam na wierzch.



wtorek, 4 października 2011

Pizza otrębowa

Od trzech miesięcy mam w domu nieustanny bałagan. Wszelkie próby okiełznięcia go kończą się fiaskiem. Od trzech miesięcy moje gotowanie składa się z urywków chwil, które zdołam ukraść między jednym a drugim karmieniem, zamianą pieluchy, lulaniem. Młody człowiek, który do nas zawitał jest słodki i kochany, ale niezwykle aprobujący. Kładę go na macie edukacyjnej – mam max 15 minut. Idę zrobić ciasto na pizzę.
Dziś będzie otrębowa...




Składniki na ciasto:
1 jajko
100 ml wody
łyżeczka świeżych drożdży
szczypta fruktozy/cukru
4 łyżki otrąb ( u mnie owsiane)
4 łyżki zarodków pszennych
trochę suszonych ziół prowansalskich
sól

Na górę – najlepiej co kto lubi, a u mnie:
kilka plasterków szynki
10 dag sera żółtego
mała czerwona cebula
kilka oliwek
pół papryki
zioła do posypania


Drożdże mieszamy z fruktozą i zostawiamy na chwilę. Otręby mieszamy w misce z ziołami i solą. Kiedy drożdże zaczną się rozpuszczać, dodajemy letnią wodę, jajko i wlewamy do otrębów. . Mieszamy łyżką – ciasto wychodzi takie papkowate. Przykrywamy i odstawiamy na pół godziny do lodówki.

Po tym czasie, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia rozsmarowujemy cienko ciasto, dodajemy swoje ulubione dodatki, posypujemy serem i wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 220C. Pieczemy około 15-17 minut.



środa, 28 września 2011

Kolorowy makaron z zieloną soczewicą

Ostatnio martwię się nieustannie jak będzie wyglądało moje życie od stycznia. Gwoli wyjaśnienia – 2 stycznia wracam do pracy, po urlopie macierzyńskim i wykorzystaniu wszystkich innych możliwych urlopów. I cały czas zastanawiam się jak dam radę. Dwoje dzieci, praca i... gotowanie.
Dlatego ostatnio szukam prostych i szybkich przepisów. Czegoś co da się ugotować w 15 min, by szybko zaspokoić głód kiedy wrócę po całym dniu do domu. Czegoś co można ugotować rano przed pracą i zabrać ze sobą na drugie śniadanie. I żeby to było SSZ czyli smaczne, szybkie i zdrowe...
To danie takie właśnie jest...pod warunkiem, że wcześniej ugotujecie soczewicę ;)

Składniki:
200g kolorowego makaronu pene albo innego
150g (masa sucha) soczewicy zielonej – najlepiej ugotować wcześniej
1-2 papryki
3 pomidory, albo poza sezonem może być przecier pomidorowy z kartonika
2 małe pory, albo spora cebula
odrobina oliwy do smażenia
pół papryczki chili
2 ząbki czosnku
sól i pieprz

Makaron ugotować al dente. Na patelni (najlepiej woku) na odrobinie oliwy podsmażyć pora i drobno pokrojoną papryczkę chili. Dorzucić pokrojoną w paski paprykę, i dolać odrobinę wody. Dusić aż papryka będzie miękka. Dodać zmiksowane pomidory (albo przecier) i soczewicę poddusić jeszcze chwilę. Doprawić solą, pieprzem i czosnkiem.


poniedziałek, 26 września 2011

Biszkopt otrębowy z owocami

Jestem uzależniona od kawy. I mino iż na diecie Montignaca to produkt zakazany, nie potrafię z niej zrezygnować (i pewnie dlatego tak wolno chudnę). Wypijam jedną po śniadaniu, potem jeszcze jedną. I jeszcze po południu. Czasem nawet wieczorem jeszcze kolejną. Najbardziej lubię tą w porze obiadowej, kiedy jest do niej coś słodkiego. Z uwagi na dietę, z reguły odmawiam sobie tej przyjemności. Ale nie tym razem... Tym razem jest ciasto absolutnie zdrowe i dietetyczne. Otręby...zarodki pszenne i jajka... I odrobina mąki... owsianej. Przepis podpatrzony na blogu Dorotus, tylko u mnie bardziej otrębowy ze względu na MM.

Składniki:
1/2 szklanki zarodków pszennych
1/2 szklanki otrębów pszennych
1/2 szklanki otrębów owsianych
2 łyżki mąki owsianej (można innej)
4-5 łyżek fruktozy (ja dałam 3 łyżki i ciasto było mało słodkie)
4 jajka
1 kopiata łyżeczka proszku do pieczenia
 owoce jakie lubicie ( u mnie śliwki, jabłko i suszone śliwki)



Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce fruktozę (cukier). Dodawać po jednym żółtku dalej ubijając. Do ubitej piany wmieszać otręby, mąkę z proszkiem do pieczenia (ja to robię na najniższych obrotach miksera). Przełożyć masę na wyłożoną papierem tortownicę (piekę w silikonowej), ułożyć na wierzchu owoce. Piec do suchego patyczka, 35-40 minut w piekarniku 170 C.
Studzić w uchylonym piekarniku.



 

piątek, 23 września 2011

Blachowe warzywa czyli jesienna zapiekanka

Liście w parku żółkną. Chodzę między drzewami z córką i zbieramy kasztany. Nadziwić się nie mogę, że to już jesień...
W warzywniaku kupuję kończące się już cukinie. I papryki. I pomidory. Znowu myślę jak będę tęsknić za latem, za tym kolorowym warzywnym szałem... Jestem stanowczo uzależniona od warzyw ...i od czosnku :)
Ta zapiekanka jest pysznym spełnieniem moich uzależnień. Kolorowe warzywa i czosnek zapiekany w łupinach, który po wyciągnięciu z piekarnika, smaruje się jak masło...





Składniki:
kilka papryk
2 cukinie
2 cebule czerwone
1 cebula biała
kilka pomidorów, najlepiej Lim
oliwa
zioła jakie lubicie (u mnie tymianek i pieprz ziołowy)
czosnek - kilka ząbków
ser żółty - ile lubicie


Warzywa myjemy, papryki i pomidory kroimy w ćwiartki, cukinię ze skórką w grubsze plasterki. Cebulę obieramy i kroimy w półkrążki. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia układamy cukinię i paprykę, posypujemy solą, pieprzem i ulubionymi przyprawami. Na to kładziemy cebulę. Spryskujemy wszystko oliwą. Czosnek kładziemy w łupinach gdzieś z boku - po upieczeniu jest miękki i można nim smarować warzywa. Wkładamy blachę do rozgrzanego piekarnika (200C) i zapiekamy około 40 min. Po tym czasie posypujemy warzywa startym żółtym serem i zapiekamy jeszcze chwilę ( 10 min)













czwartek, 22 września 2011

Bułeczki z ciecierzycą i ziarnami

Niestety nie jest to przepis autorski. No może nie do końca, bo pomysł bułeczek, jest już mój, ale inspiracja przyszła jak prawie zawsze w kwesti pieczywa od mojego chlebowego guru, czyli Liski z Pracowni Wypieków.
Miał być co prawda chleb z ciecierzycą, ale kiedy odlałam zalewę, okazało się że mam jej tylko 200g . A do chleba potrzeba było prawie drugie tyle. Postanowiłam więc zrobić z połowy porcji bułeczki. Jak zwykle musiałam trochę namieszać w kwesti mąk, ale efekt wyszedł super.
To chyba najlepsze bułeczki jakie do tej pory upiekłam.


Składniki:
200g ciecierzycy (może być ugotowana, może być z puszki - u mnie z puszki)
60g mąki pszennej razowej (grubej)
120g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (takiej drobno mielonej, może być też mąka inna. np zwykła pszenna)
120ml wody
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżeczka oliwy
5g drożdży świeżych
ziarna słonecznika i dyni do obtoczenia bułeczek

Ciecierzycę zmiksować na pure. Ja rozgniotłam widelcem na talerzu - niezbyt dokładnie. Wszystkie składniki połączyć razem, zagnieść ciasto - będzie dość gęste i lepkie, ale nie ciągliwe. Odstawić do wyrastania na 1,5h. Po tym czasie z ciasta uformować bułeczki, obtoczyć w ziarnach słonecznika i dyni (na MM można np. w płatkach) i odstawić do wyrastania na około 1h. Może się zdarzyć, że bułeczki będą rosły dłużej. Moje rosły przez całą noc w lodówce bo nie miałam czasu upiec ich na wieczór. Podrośnięte bułeczki wstawić do zimnego piekarnika na nastawić na 220 C. Piec około 20 minut, od momentu jak piekarnik się nagrzeje.

sobota, 17 września 2011

Sałatka z łososiem i różowym dressingiem

Różowy sos pasuje do różowego łososia. I kolorem i smakiem.
Długo szukałam pomysłu do czego dodać mój niedawny wyrób - ocet malinowy. I w końcu wpadła mi do głowy ta sałatka. Nie jest to nowatorski pomysł, ale za to bardzo smaczne połączenie, które idealnie pasuje na lekką kolację.
Jeśli nie macie octu malinowego, to może być balsamiczny, albo nawet zwykły winny. Też będzie pysznie...

Składniki:
kilka liści sałaty lodowej
2 pomidory
1 ogórek
pół dużej papryki
2 jaka na twardo
100g łososia wędzonego


na dressing:
4 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki octu malinowego
pół łyżeczki fruktory (jeśli nie jesteśnie na MM to cukier)
ząbek czosnku
kilka gałązek świeżej mięty (niekoniecznie)
sól i pieprz ziołowy do smaku

Na talerzu układamy poszarpaną sałatę, pokrojonego w cienkie plasterki ogórka (ze skórką), pomidora pokrojonego na ósemki i paprykę pokrojoną w paski. Kładziemy jajka pokrojone w ćwiartki i kawałeczki łososia (u mnie sałatkowy). Wszystkie składniki dressingu wkładamy do małego słoiczka, zakręcamy i energicznie potrząsamy przez chwilę. Polewamy sałatkę i zajadamy. SMACZNEGO!


środa, 14 września 2011

Pikantna zupa-krem z cukini

"Znowu kupiłaś cukinię?" zapytał mąż. Tak znowu. Bo uwielbiam cukinię. I będe ją jeść aż mi obrzydnie. Albo się skończy...
Mój konserwatywny mąż cukini oczywiście nie tknie. Ale dla niego zrobię coś innego. A dla mnie będzie zupa. Pyszna, pikantna zupa- krem z cukini, z mięsnymi kuleczkami i papryką...

Składniki:
1 duża cukinia ( u mnie taka okoł 1kg)
2 spore cebule
2 szklanki wody
1 papryczka chili (jeśli nie mamy to można na końcu doprawić zupę chili w proszku)
2 łyżki oliwy
sól i pieprz (używam ziołowego)
1 papryka

Cukinię obrać i pokroić w grubą kostkę, cebulę pokroić (obojetnie jak) i podsmażyć na oliwie. Chili pokroić w drobną kosteczkę, dorzucić do cebuli, chwilę podsmażać. Dodać cukinię i chwilę dusić. Wszystko przełożyć do garnka, zalać 2 szklankami wody i gotować aż cukinia zacznie się rozpadać. Zmiskować wszystko blenderem, ponownie podgrzać i doprawić.
Paprykę pokroić w paski, nałożyć na talerz razem z kuleczkami mięsnymi i zalać zupą.

Na mięsne kuleczki
600g mięsa mielonego (u mnie łopatka)
2 spore ząbki czosnku
4 łyżki otrębów owsianych albo innych (można przy MM, bo mają niski indeks glikemiczny)
1 jajko
pół cebuli
sól i pieprz

Mięso mieszamy z jajkiem i czosnkiem, cebulę scieramy na drobnej tarce, dodajemy otręby (czasem trzeba więcej, a czasem mniej, wszystko zależy jak "mokre" jest mięso), doprawiamy. Formujemy malutkie kuleczki i smażymy na rozgrzanym oleju (oliwie).

Resztę mięsa obtoczyłam w bułce tartej i usmażyłam sznycle dla mojego konserwatywnego męża :P




wtorek, 13 września 2011

Orkiszowe bułeczki w płatkach

Proporcje od Liski,  a składniki trochę zmienione na potrzeby mojej diety. Nie jestem pewna, czy tak w 100% jest zgodny z Montignaciem, bo w składzie jest oliwa, ale strasznie zachciało mi się bułeczek na śniadanie. Zresztą, podobno w niewielkich ilościach można łączyć węglowodany i oliwę z oliwek.
Zatem zapraszam  na bułeczki w płatkach żytnich.

Składniki:
1 szklanka mąki orkiszowej z pełnego przemiału (kupuję Heliant, jest drobno mielona, jak grahamka)
1/2 szklanki mąki z amarantusa
1/2 szklanki mąki żytniej z pełnego przemiału (drobnomielonej)
3/4 szklanki wody
1/2 szklanki płatków żytnich (mogą być inne)
płaska łyżeczka soli
łyżeczka drożdży suszonych
łyżka oliwy z oliwek
łyżka aktywnego zakwasu
łyżeczka fruktozy do drożdży

Drożdże rozpuścić w wodzie z fruktozą i łyżką mąki, odczekać 15 minut i wlać zaczyn do wymieszanych mąk, dadać sól, zakwas i oliwę. Zagnieść ciasto - można ręcznie, można mikserem. Ciasto jest dość lepkie, ale nie ciągliwe. Zostawić do wyrośnięcia około 2h. Z ciasta uformować małe bułeczki, obtoczyć je w płatkach i zostawić do wyrośnięcia około godzinę. (Moje bułeczki nie bardzo chciały rosnąć więc włożyłam je dodatkowo do piekarnika nastawionego na 50C, na 15 minut.) Bułki włożyć do zimnego piekarnika i nastawić na 230C. Piec 12-15 minut od momentu gdy piekarnik osiągnie temperaturę.



poniedziałek, 12 września 2011

Leczo

Idzie jesień i niedługo kończyć się będzie papryka i cukinia. Wiem, że można je kupić cały rok w marketach, ale cena i smak nie zachęcają do robienia z nich potraw. Dlatego póki jeszcze są, chcę najeść się na zapas, tak żeby mi się znudziło. Choć wiem, że i tak będę w zimie za nimi tęsknić...

Składniki:
5 papryki róznokolorowe
2 cebule
4 pomidory
1 duża cukinia
2 papryczki peperoni
150g kostki sojowej
sól i pieprz do smaku
odrobina oliwy (używam takiej w spryskiwaczu)
2 ząbki czosnku

natka pietruszki do posypania

Na rozgrzanej oliwie szklimy cebulę pokrojoną z półplasterki i peperoni pokrojoną w drobną kostkę. Chwilę smażymy, dodajemy paprykę pokrojoną w paski i dusimy około 10 minut, dodajemy cukinię i pomidory pokrojone w kostkę.
Kostkę sojową zalewamy gorącą wodą i trzymamy pod przykryciem około 3 minuty. Dodajemy do lecza i chwilę dusimy. Dodajemy roztarty czosnek i doprawiamy do smaku.


Smacznego!

piątek, 9 września 2011

Zapiekanka z kapusty włoskiej z amarantusem

Zawsze, ale to zawsze, jak idę  latem do zieleniaka, kupuję za dużo warzyw. W sezonie wszystko kusi taką różnorodnością i niskimi cenami, że nie mogę się oprzeć i pakuję do koszyka co mi tylko w ręce wpadnie. Kilka dni temu przytargałam do domu kapustę włoską i paprykę pomidorową i tak sobie leżały bo nie wiedziałąm co z nimi zrobić. Dziś postanowiłam je w końcu jakoś spożytkować. Było jeszcze ziarno amarantusa, które kupiłam podczas ostatniej wizyty w zdrowej żywności (miała być mąka, ale nie było)
I tak powstała ta MM zapiekanka. W smaku przypomnina  hmmm... sama niewiem...dobrą warzywną zapiekankę :), ale ziarno dodaje jej fajnej chrupkości, bo wsypałam surowe i mimo godziny w piekarniku nie zrobiło się specjalnie miękkie.

Składniki:
pół szklanki ziarna amarantusa
2 średnie cebule
3 papryki pomidorowe (albo po porstu małe papryki, mogą być kolorowe)
jedna średnia cukinia
pół kapusty włoskiej
mały brokuł
ser pleśniowy (dałam brie)
około 20 dag sera żółtego
3 łyżki śmietany 18% wymieszane z 1/2 szklanką wody
5 ząbków czosnku
só i pieprz do smaku
gałaka muszkatałowa

Brokuła goutjemy ok 5 minut w wodzie, odcedzamy. Kapustę szatkujemy, cebulę kroimy w półplasterki papryki w grubą kostkę, a cukinię na plasterki. W dużej misce mieszamy wszystkie te składniki solimy i pieprzymy do smaku, doprawiamy gałką.  W naczyniu żaroodpornym układamy 1/3 mieszanki dajemy czosnek 2 ząbki przeciśnięte przez prasę i wsypujemy suche ziarno amarantusa. Na to znowu 1/3 mieszanki i pokrojony w kostkę ser pleśniowy i ząbek czosnku. Wlewamy śmietanę rozmąconą z wodą. Układamy pozostałą część warzyw, resztę czosnku, na to brokuła i posypujemy grubo startym żółtym serem. Zapiekamy w piekarniku około godziny.



Zapiekanka wychodzi trochę "wodnista", ale sosik jest tak pyszny, że szkoda go odlewać.