Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Sok wiśniowy i wiśnie deserowe (najlepsze do ciasta)

Jak ja kocham lato...
Gorące, długie dni... Obfitość warzyw i owoców na pobliskim ryneczku. Świadomość, że prawie każdą owocową zachciankę mogę spełnić, bez grzebania w zamrażalniku :)
Zjadam więc czarną porzeczkę prosto z krzaka na działce. Poziomki z piaskiem....
Nie myję malin :)
Dryluję kolejną ubijankę WIŚNI...
Upycham nimi zamrażalnik, który już pęka w szwach, a przecież tyle jeszcze pasuje zamrozić...
Upycham nimi słoiki...

Przepis na TE wiśnie dostałam do koleżanek z  pracy  (w tym miejscu pozdrawiam Martę i Agatę :P )
Bardzo lubię przepisy gdzie nic się nie marnuje.
Mam i sok ( całkiem go sporo) i wiśnie, które dodane do lodów lub ciasta są po prostu rewelacyjne. A przy tym pracy jest naprawdę niewiele... No dobra.... może nie tak nie wiele, ale mniej niż zazwyczaj przy soku z sokownika.


PoLeCaM  :)

Składniki:
3 kg wiśni
4 szklanki cukru (cukier można dodać w dowolnej ilości, w zależności do preferenncji smakowych)

Wiśnie umyć i wydrylować. Wymieszać z 2 sklankami cukru i odstawić przykryte na kilka godzin, aż puszczą skok.
Przełożyć do garnka owoce razem ze sokiem i powoli  gotować ok. 20 minut (czas od zagotowania).
Następnie odcedzić wiśnie, pozostawiając je na sicie aby dobrze odciekły. 
Do zlanego soku dodać szklankę cukru i podgrzewać aż cukier się rozpuści. Gorący sok wlewać do wyparzonych słoików i mocno zakręcić. Odstawić do góry dnem do wystudzenia.
Odcedzone wiśnie przełożyć z powrotem do garnka i dosypać szklankę (lub do smaku) cukru. Smażyć chwilę aż będą gorące (wiśnie puszczą jeszcze sok). Układać ciasno w wyparzonych słoikach. Na wierzch można dolać trochę pozostałego soku. Zakręcić i odstawić do góry do wystudzenia.

* Jeśli przetwory mają przetrwać zimę - lepiej je zapasteryzować.





piątek, 18 października 2013

Domowe aromaty w trzech odsłonach

Post miał się ukazać rok temu...
Ale szykowałam się na wielki koniec świata i nie publikowałam go, bo komu potrzebne aromaty na Święta których ma nie być... ;P
A tak poważnie...
Zawsze brakuje mi czasu na nowe wpisy.
Może to wina, że gotuję więcej niż powinnam, testując ,eksperymentując i wymyślając nowe potrawy.
Nie mam czasu fotografować tego co zrobię, bo nie zadawalają mnie zdjęcia kliknięte w biegu. Wszystko musi być idealne albo przynajmniej przyzwoite. Moje dążenie do ideału jest zgubne, bo chcąc być taka, poświęcam rzeczą błahym więcej uwagi niż na to zasługują...
Potem nie mam czasu na rzeczy inne.

Zawsze gdzieś biegnę, coś gubię, albo czegoś szukam :)

Tak jak zdjęć to tego postu. Gdyby nie to, że gdzieś je zapodziałam na dysku, dawno bym Wam już napisała o tych aromatach....

Aromat waniliowy:
Laska wanilii
150 ml wódki
50 ml wody

Laskę wanilii rozkrajamy wzdłuż, nie przecinając jej jednak na 2 części. Chodzi o to, żeby nasionka zostały w środku i nie pływały nam w aromacie.
Wkładamy do słoiczka/małej karafki czy innego szczelnie zamykanego pojemnika (lepiej nie do plastikowego - alkohol może wejść w reakcję )
Zalewamy 150 ml wódki - odstawiamy na 2 tygodnie wstrząsając co jakiś czas.
Po tym czasie dodajemy do ekstraktu wodę i mieszamy. Odstawiamy na kolejne 2 tygodnie. Aromat jest gotowy do używania. Wanilię możemy zostawić w środku.

Aromat cytrynowy i pomarańczowy
1 cytryna/pomarańcza  (w właściwie skórka)
120 ml wódki
120 ml wody

Cytrynę/ pomarańcze szorujemy, sparzamy wrzątkiem i obieramy skórkę bardzo cieniutko ( używam do tego celu obieraczki do ziemniaków). Usuwamy białą błonę, jeśli została na skórkach i kroimy je w cieniutkie paseczki.
Zalewamy wódką i odstawiamy na 2 tygodnie, wstrząsając od czasu do czasu.
Po tym czasie dodajemy wody i odstawiamy na kolejne 2 tygodnie. Później aromat jest gotowy do użycia. Można przecedzić, żeby pozbyć się skórek.
SMACZNEGO :)


niedziela, 6 października 2013

Przecier pomidorowy na zimę

Przetworzyłam w tym roku chyba z tonę warzyw i owoców. Próbując kolejne przepisy, zrobiłam sosy, dżemy i powidła, ogórki, cukinię. Piwnica pęka w szwach i mąż musiał dorabiać półki bo nic się już nie mieściło. I choć wiem, że już więcej nie powinnam.....że nie mam już nawet słoików, po prostu nie potrafię przejść obojętnie obok śliwek czy pomidorów w dobrej cenie :) Wracam więc z kolejną reklamówką wypełnioną darami natury a potem ślęczę w kuchni do północy wekując to co kupiłam. I przeklinam sama siebie, że znowu uległam pokusie. Chyba powinnam iść na jakiś odwyk :)
Kupiłam wczoraj pomidory. Bardzo tanio. Śliczne to one nie były jakoś specjalnie, bardzo dojrzałe, a nawet jeszcze bardziej. Idealne na przecier.

Składniki:
3-4 kg bardzo dojrzałych pomidorów (gatunek obojętny ale najlepsze Limy)
około 1/4 szklanki wody

Pomidory porządnie myję, odkrawam szypułki (i ewentualnie uszkodzone części) i kroję wraz ze skórką na kawałki. Wrzucam do garnka z grubym dnem i wlewam wodę (zanim pomidory puszczą sok woda chroni je przed przypaleniem). Garnek przykrywam i stawiam na największym palniku na minimalnym ogniu. Gotuję około 1,5 h aż pomidory rozpadną się, co jakiś czas mieszając. Odstawiam, aż lekko przestygną i miksuję blenderem. Uzyskaną pulpę przecieram przez gęste sito (na tym etapie pozbywamy się skórek i pestek). Przelewam z powrotem do garnka i gotuję aż sok zredukuje objętość o 1/3 i stanie się gęstszy (ok 1-2 h). Wrzący przelewam do wyparzonych słoików, najlepiej jeszcze gorących (wyparzam w piekarniku). Zakręcam i odstawiam do góry dnem do ostygnięcia.
WAŻNE! Przecier można pasteryzować, ale ja tego nie robię. Czasem zepsuje  mi się jakiś słoik ale to bardzo wyjątkowo (1-2 na 30)







czwartek, 3 października 2013

Suszone pomidory w oliwie i ziołach

Ah, gdyby tak dało się w naszym klimacie ususzyć pomidory na słońcu... Były by słodziutkie,
pachnące latem...
Przesadzam, wiem.
Tym suszonym w piekarniku niczego nie brakuje. Ale mam podły nastrój, czuję się wystawiona do wiatru przez pogodę i narzekam na wszystko. Jeszcze dobrze nie nacieszyłam się ciepłem i słońcem, a tu już trzeba zakładać rajstopy pod spodnie i ciepłe buty. Ranna ubieranie pociech doprowadza mnie do szaleństwa, bo czapka, bo kurtka i szalik...
Wracając jednak do suszonych na słońcu pomidorów... Włoskich...suszonych... ZE SKLEPU :P Próbowaliście ich kiedyś? Ja przyznam że zawsze robiłam pomidorki w domu i nie miałam porównania. Ale ostatniej zimy zapasy skończyły się szybko i kupiłam kilka słoików. Powiedzieć, że wypadają słabo w konfrontacji z tymi domowymi to delikatne słowo. Różnica jest kolosalna. Mniej więcej taka jak porównywanie świeżej letniej polskiej Malinówki do włoskiego pomidora z marketu w środku zimy.
Wobec tego w tym roku zakasałam rękawy i przeszłam sama siebie w ilości zrobionych słoików.





Składniki:
5 kg dojrzałych (ale nie miękkich) pomidorów - najlepsze są tu limy. Mają dużo miąższu i mało pestek
olej i oliwa
ocet winny albo inny dowolny - ok. 1 łyżki na taką ilość pomidorów
czosnek
dowolne zioła i sól


Pomidory przekrawam wzdłuż i łyżką wydrążam środek odcinając jednocześnie końcówkę szypułki. Układam pomidory skórką do dołu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia albo w suszarce do warzyw.
Jeśli suszę pomidory w suszarce - to co jakiś czas przekładam "pietra" suszarki. Pomidory na najniższym poziomie suszą się najszybciej. Cały proces trwa tak długo aż pomidory będę suche, ale nie wyschnięte na wiór. Zwykle potrzeba na to 2-3 dni. Szuszę po 3-4 h potem wyłączam suszarkę i ściągam górę żeby pomidory wystygły i odparowały. Tak naprawdę dopiero wtedy widać na jakim etapie suszenia jesteśmy.
Niestety w tym roku moja suszarka wyzionęła ducha i ostatnią partię pomidorów suszyłam w piekarniku. Poukładane na blasze pomidory wstawiłam do nagrzanego na 70 C piekarnika i lekko uchyliłam drzwiczki.
Suszyłam podobnie jak w suszarce z przerwami na ostygnięcie i odparowanie.

Ususzone pomidory wsypuję do miski i mieszam z solą i ziołami (bazylia, rozmaryn, oregano). Spryskuję octem i wkładam do wyparzonych małych słoików, nie bardzo ciasno bo pomidory po zalaniu oliwą "rosną". Dodaję ząbki czosnku pokrojone w plasterki, czasami papryczkę chili i rozmaryn. Mieszankę oleju i oliwy (dowolne proporcje, jak kto lubi, można dodać też olej orzechowy) podgrzewam do temp ok.80C i zalewam pomidorki. Zakręcam słoiki i odstawiam do góry dnem. Wystudzone przechowuję w piwnicy.
Smacznego !






niedziela, 18 sierpnia 2013

Jabłka prażone do słoików i ocet z obierek

Dostałam jabłka "sama ekologia". Nie pryskane, rosną z dala od drogi - ba, podobno w życiu traktora nie widziały :).
Całą reklamówkę.
Początkowo miałam zrobić z nich tylko ocet, szkoda mi jednak było marnować miąższu. Wobec powyższego ocet zrobiłam z obierek, a środki zasmażyłam na patelni i zapakowałam w słoiki. Będą super do ryżu albo do szarlotki.

Składniki na jabłka prażone:
Jabłka - dowolna ilość
cukier do smaku
szczypta kwasku cytrynowego
ewentualne przyprawy: cynamon, kardamon, imbir

Składniki na ocet jabłkowy:
obierki z jabłek
woda
1 łyżka melasy trzcinowej na każdy litr wody (melasę można zastąpić miodem albo nawet cukrem, jednak melasa nadaje octowi trochę "balsamicznego" posmaku )


Jabłka dokładnie myjemy, obieramy i usuwamy gniazda nasienne. Obierki odkładamy, jabłka kroimy na ćwiartki i wrzucamy do garnka z grubym dnem, albo na patelnię. Dolewamy trochę wody i dodajemy szczyptę kwasku. Prażymy tak długo aż zaczną się rozpadać. Jeśli zaczynają "przysychać" i przywierać do dna - możemy dolać trochę wody. Długość smażenia jest ściśle związana z odmianą jabłek. Są odmiany plackowe które szybko się rozpadają, są i takie które trzeba smażyć godzinę.
Pod koniec dodajemy cukier i ewentualnie przyprawy. Ilość cukru daję zawsze "na oko", jeśli jabłka są bardzo słodkie rezygnuję z niego zupełnie.
Gorące przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i obracamy do góry dnem. Wkładamy pod koc do całkowitego ostygnięcia.
Jabłek prażonych nie pasteryzuję. Jeszcze nigdy mi się nie zepsuły.


OCET Jabłkowy
Obierki (same skórki bez gniazd nasiennych) ciasno układamy w dużym słoiku tak do 2/3 wysokości.
Przegotowaną, gorącą wodę mieszamy z melasą trzcinową. Odstawiamy do przestygnięcia. Zalewamy skórki i przykrywamy słoik gazą. Odstawiamy na 2- 3 tygodnie, codziennie mieszając. Już po 2-3 dniach woda zaczyna się pienić i można wyczuć lekki aromat octu.
Ocet nadaje się do zlewania, kiedy pomieszamy przestaje się pienić i syczeć. Na powierzchni często lubi się utworzyć biała, albo przeźroczysta galaretka - jest to zupełnie naturalne. To zasługa pektyny, której skórki jabłek zawierają całkiem sporo. Zbieramy ją łyżką albo sitkiem
Gotowy ocet przecedzamy przez grubo złożoną gazę (a najlepiej przez kuchenną bawełnianą ściereczkę) i przelewamy znów do słoika. Odstawiamy na kolejny tydzień do klarowania.
Po tym czasie filtrujemy, uważając aby nie poruszyć osadu, który opadł w tym na dno.
Na tym etapie możemy znowu pozostawić ocet w słoiku do klarowania, albo rozlać go do butelek.
Będzie jeszcze mętny ale już zdatny do użycia
Ja przelewam go do butelek i zostawiam na około miesiąc. Potem znowu filtruję - tym razem przez papierowy filtr do kawy włożony do lejka. Nie zlewam całości, ale tylko tak 3/4,  wylewając mętną resztę.
Jest to pracochłonne zajęcie bo filtr trzeba co chwilę wymieniać. Jednak tak przecedzony ocet jest prawie przeźroczysty.
Znowu zlewam do wymytych butelek, zakręcam i ostawiam. Jeśli zajdzie potrzeba  filtruję ponownie po jakimś czasie.
Z mojej praktyki wynika, że ocet nastawiony w sierpniu, dopiero w grudniu po 3-4 kortnym przefiltrowaniu jest czysty jak sklepowy.






wtorek, 6 sierpnia 2013

Powidło śliwkowe z wodą różaną

Śliwki.
Wyglądały cudnie i mrugały do mnie ze straganowej skrzynki.
W domu okazały się ZA
ZA kwaśne, żeby je zjeść na surowo
nie ZA bardzo odchodziła pestka od miąższu
I kupiłam ich ZA dużo

Część upakowałam więc w słoiki i zalałam słodką marynatą. Już mam pomysł jak je wykorzystam - dodam zamiast korniszonów do sałatki. Będą ciekawym akcentem.
Z tego co mi zostało postanowiłam usmażyć powidło. Pod koniec smażenia dodałam wody różanej (w końcu udało mi się do czegoś wykorzystać butelkę zakupioną w Anglii)
Wyszło pyszne, słodko - kwaśne, z wyczuwalnym różanym aromatem. Idealne do pączków i rogalików zamiast marmolady.
I Kto powiedział że tylko węgierki nadają się na powidła ?

Składniki:
1 kg śliwek
szklanka cukru (jeśli śliwki są słodkie można dać mniej)
łyżeczka wody różanej

Śliwki kroimy na połowę i pestkujemy, Zasypujemy szklanką cukru i odstawiamy na kilka godzin aby puściły sok. (można na noc)
Przekładamy całość do szerokiego garnka z grubym dnem lub po prostu na patelnię. Osobiście uwielbiam smażyć powidła w woku. Nic nie przywiera, łatwo się miesza - no i można na raz usmażyć nawet z 3 kg.
Stawiamy garnek/patelnię na największym palniku i szybko doprowadzamy zawartość do wrzenia. Skręcamy płomień na najmniejszy i smażymy bez przykrycia 2-3h, często mieszając zwłaszcza pod koniec. (Gdzieś po godzinie przekładam patelnię na najmniejszy palnik i ustawiam malusieńki gaz, aby tylko czasem pyknęło - łatwiej wtedy przypilnować aby powidła się nie przypaliły)
Można też rozłożyć sobie tą pracę ma 2-3 dni. i smażyć codziennie po godzinie.
Kiedy śliwki się rozpadną  i konsystencja zaczyna robić się "sucha"  dodajemy wodę różaną. Smażymy jeszcze chwilę, aby odparować masę. (Oczywiście wodę różaną można pominąć i na tym etapie zacząć pakować powidło do słoików.)
Gorące przekładamy do wyparzonych słoików i odwracamy do góry dnem i wkładamy pod koc
aż wystygną.








środa, 26 czerwca 2013

Nalewka z zielonych orzechów włoskich

Na kłopoty żołądkowe. Przy niestrawności, rotawirusie i wzdęciach.
Dorośli - jedną "pięćdziesiątkę" czystą, nierozcieńczoną. Dzieciom podaję łyżkę nalewki wymieszaną z pół szklanki wody.
Oho, zaraz ktoś mnie posądzi, że zmuszam małoletnich do picia alkoholu ;) ale ta nalewka już kilkukrotnie pomogła moim dzieciom przy zatruciu pokarmowym.
Czas jest teraz idealny aby ją zrobić. Orzechy na drzewach są już spore, ale jeszcze miękkie i dobrze się kroją. Uważajcie tylko na ręce - krójcie w rękawiczkach bo niemiłosiernie brudzą.

Składniki
0,5kg zielonych orzechów włoskich, zerwanych z drzewa pod koniec czerwca
10 dag cukru
szklanka wódki (w wersji mocniejszej może być szklanka spirytusu)

Orzechy zrywamy z drzewa kiedy są jeszcze niedojrzałe i miękkie, tak że można je pokroić. Koniec czerwca, początek lipca to idealny czas. Orzechy płukany obficie zimną wodą i suszymy. Kroimy na ćwiartki.
Układamy w słoiku i zasypujemy cukrem. Potrząsamy aby cukier "dotarł wszędzie" i przykrywamy gazą. Już drugiego dnia orzechy puszczają dużo soku. Pozostawiamy je na 5-7 dni, mieszając codziennie. Po tym czasie dolewamy do orzechów wódkę/spirytus i pozostawiamy na 6 tygodni.
Po tym czasie nalewkę filtrujemy przez gazę i rozlewamy do butelek. Pozostawiamy jeszcze 1-2 miesiące aby "dojrzała".


środa, 24 października 2012

Kiedy wina dość - sok i dżem z winogron

Co roku mam ten sam problem.
Jest koniec października, wino pyka już w balonach, a na krzakach dalej pełno winogron.
Wyrzucić szkoda, na surowo przejeść się nie da.
Słodziutkie, opadają na ziemię całymi kiściami.
Zbieram do koszyka, przywożę do domu i myślę gorączkowo co z nimi zrobić.
A może sok?
I dżem?
Przetwory?
Włączam komputer.
Wujek Gugle szybko podrzuca mi parę przepisów.

Robię więc pierwszy raz w życiu przetwory z winogron - nie licząc wina :)

Sok będzie jak znalazł do picia - moje dzieci pochłaniają hektolitry wody ze sokiem (przetestowałam już i bardzo im smakowało)
A dżem - jako, że jest delikatnie kwaskowaty, posłuży do przekładania ciast.


Sok:
ciemne winogrono
cukier (na każde 3 kg winogron - 2 kg cukru)

Winogrono opłukać i obrać.
Wrzucić do garnka, zasypać połową porcji cukru i gotować na małym ogniu 20 minut. Zmiksować blenderem i przecedzić przez durszlak (o małych oczkach).
Sok przelać do garnka, dosypać resztę cukru i "prawie zagotować"
Nalewać gorący do słoików, obrócić do góry dnem i włożyć pod koc - aż do wystygnięcia.

Dżem:
2 kg winogron
1 kg cukru
1 opakowanie pektyny (może być żelfix)

Podobnie jak w przypadku soku wrzucić do garnka, zasypać połową porcji cukru i gotować na małym ogniu 20 minut. Zmiksować blenderem i przecedzić przez durszlak (o drobnych oczkach - takich które zatrzymają pestki)
Sok przelać do garnka, dodać pektynę wymieszaną z cukrem i zagotować. Gotować kilka minut - zacznie gęstnieć.
Przelać do wyparzonych słoiczków, zakręcić i odwrócić do góry dnem.
Włożyć pod koc, po godzinie odwrócić (inaczej jak zastygnie, to dno będzie puste, a dżem "przyklejony do pokrywki).



czwartek, 18 października 2012

Papryka marynowana z okazji końca świata

Boję się końca świata który ma być w grudniu.
Nie do końca w niego wierzę, ale strach "a jeśli..." czai się gdzieś pod skórą.
Wole być przygotowana na tą ewentualność - co bedzie jak przeżyje i nie będzie co jeść?
Pójdę wtedy do piwnicy, wyciągnę słoik marynowaną papryką i zjem kanapkę z chleba, który upiekę sobie w domu.
Spory zapas mąki trzymam w szafce w przedpokoju (nie biorę pod uwage, że mogę nie mieć prądu i piekarnik nie będzie działał :P )
Na tę więc okoliczność przetwarzam, słoikuję, wekuję :) Piwnica pęka w szwach, brakuje słoików.
Sałatki, marynatki, konfiturki.
Co tylko przytargam z "budki" (tak nazywam zieleniak) do domu, od razu ładuję do słoików.

Składniki:
kolorowa papryka  - ilość dowolna

zalewa:
5 części wody
1 cześć cukru
1 część octu
sól do smaku

na każdy słoik (500ml)
kilka ziaren pieprzu
2-3 ziarna ziela angielskiego
1 liść laurowy
kilka krążków cebuli
kilka plasterków marchewki
kilkanaście (tak około pół łyżeczki) ziaren gorczycy
kawałeczek papryczki chili i ząbek czosnku (jak lubicie ostrzejszą wersję)

Z podanych składników gotujemy zalewę. Studzimy
Do wyparzonych słoików na dno wrzucamy cebulę, marchewkę, i przyprawy. Upychamy ile się da papryki - umytej oczywiście i pokrojonej w szerokie paski.
Zalewamy chłodną zalewą (papryka zachowuje wtedy chrupkość) i mocno zakręcamy słoiki.
Pasteryzujemy 15 minut i gorące wkładamy do góry dnem pod koc.
Kiedy wystygną wynosimy do piwnicy i modlimy się, żeby końca świata nie było :)

Smacznego!



niedziela, 23 września 2012

Dynia po meksykańsku

Od zawsze lubiłam czytać...
Stosy książek, od których uginają się półki.
Twarde okładki,  kolorowe zakładki...
Strony przewracane w autobusie, w poczekalni, a ostatnio najczęściej na placu zabaw.
Setki książek, które zostały w starym mieszkaniu...
I setki innych (czytaj: przyjaciółki) z których ścieram kurz w nowym (i ogromnie tęsknię)
Nie potrafię nie stanąć przed witryną księgarni i nie powzdychać do nowości wydawniczych. Tylko te ceny...
Z przyczyn praktycznych zamieniłam papierowy szelest stron na e-booka. Mieści się w torebce, i nie mam dylematów jaką książkę zabrać w drogę, bo mogę wszystkie! Ale sentyment do papieru jest.
A ostatnio dwie moje wielkie pasje zderzają się ze sobą z ogromną siłą.
Czytanie i gotowanie.
Nie mam czasu na ani jedno, ani drugie. Kradnę więc krótkie chwile między mieszaniem zupy, a siekaniem cebuli. I zaglądam do książki.. kucharskiej :)
To jedyny rodzaj książki, który wolę mieć na papierze niż elektronicznie. Bo łatwiej znaleść, bo piękne zdjęcia, bo jest na nie półeczka w kuchni...
I właśnie z ostatniego mojego nabytku pochodzi ten przepis... (Przetwory do spiżarni, Biblioteczka poradnika domowego)

I muszę Wam rzeknąć - rewelacja... :)



Składniki:
1,5 kg dyni obranej ze skórki i pokrojonej w grube słupki.
4 łyżeczki soli
główka czosnku
3 łyżeczki chili w proszku (dałam rozkruszone papryczki piri piri)
1,5 szklanki octu
8 łyżeczek oleju
3 szklanki cukru

Miąższ dyni pokrojony w słupki wymieszać z solą i odstawić na 6h. Po tym czasie dodać chili i czosnek wyciśnięty przez praskę.
Z oleju, octu i cukru ugotować zalewę. Gorącą zalać dynię i odstawić na 12h. Po tym czasie przełożyć do słoików, dolewając zalewę. Słoiki mocno zakręcić i odstawić w chłodne miejsce. Nie trzeba pasteryzować, ale ja gotuję słoiki w temp. 80 C przez około 15 minut, odwracam do góry dnem i wkładam pod koc.
A potem do piwnicy :)


wtorek, 11 września 2012

Domowy ocet z jabłek i malin

Robię namiętnie ocet.
Jak wiele przepisów i ten zawdzięczam Moni - koleżance z pracy, która co rusz przynosi nowiki kulinarno -zdrowotne.
Ocet jabłkowy jest źródłem wielu witamin, pity na czczo z wodą przyśpiesza przemianę materii, a w zimie z dodatkiem miodu - odkwasza organizm i zapobiega infekcjom.
Ten domowy jest delikatniejszy niż sklepowy. Lekko słodkawy, a z dodatkiem malin ma cudny, świeży smak.
I ten piękny różowy kolor...

Ważne jest dwie rzeczy - aby do robienia octu używać owoców niepryskanych - z babcinego sadu, działki, albo po prostu ze sprawdzonego źródła. I aby wycinać gniazda nasienne z jabłek - pestki są nie wskazane podczas fermentacji.

Składniki na około 0,7 octu
40 dag jabłek
15 dag malin
2-3 łyżki miodu (albo łyżki cukru)
3 szklanki wody (lub troszkę więcej aby przykryć owoce)

Jabłka płukamy, kroimy w ćwiartki ze skórką i usuwamy gniazda nasienne. Wrzucamy do słoika albo kamionkowego garnuszka. Dodajemy maliny. Wodą gotujemy i rozpuszczamy w niej miód. Ciepłą zalewamy owoce, przykrywamy ściereczką lub gazą i odstawiamy do fermentacji. Codziennie rano i wieczorem trzeba ocet mieszać, inaczej owoce spleśnieją.
Po około 3 tygodniach ocet jest gotowy (wówczas gdy podczas mieszania nie pieni się już)
Przecedzamy przez gazę (ja używam papierowych filtrów do kawy) i rozlewamy do butelek (można na tym etapie ocet zostawić jeszcze w słoiku czy garnuszku, tyle, że już bez owoców)
Butelek nie zakręcamy, tylko zakrywamy gazą lub papierowym ręcznikiem i odstawiamy na kolejne 2-3 tygodnie do klarowania. Może się na powierzchni utworzyć biały nalot.
Po tym czasie pod światło powinno być wyraźnie widać, że na dnie płyn jest mętny. Delikatnie zlewamy ocet, uważając żeby nie zlać osadu. (ja zlewam 2/3 octu, reszę wylewam). Przecedzamy przez gazę, i rozlewamy do butelek. Zakręcamy.









Przepis dodaję do akcji:

 W malinowym chruśniaku

oraz do akcji:

sobota, 8 września 2012

Maliny wykręcone do zera -sok i nalewka

Od jakiegoś czasu uważnie czytam etykiety. Kiedy sięgam na półkę po jakiś nowy produkt, zanim włożę go do koszyka wnikliwie studiuję skład. Czy nie ma konserwantów, sztucznych barwników i ton cukru.
Są jednak produkty, które kupuję "od zawsze" i do głowy by mi nie przyszło, że są inne niż myślałam..
Tymczasem...
Ostatnio na półce z sokami malinowymi, gdzie etykiety dumnie głoszą "bez konserwantów i sztucznych barwników" odkryłam same buble. Owszem, nie ma jednego czy drugiego, ale soku malinowego w soku jest 0,3 % !!!! Reszta to soki owocowe, syrop glukozowo - fruktozowy i aromaty.
I się wkurzyłam... Byłam pewna, że daję dzieciom sok malinowy, oczywiście - doprawiony cukrem, ale jednak ZROBIONY Z MALIN.
A nie z jakiś bliżej niekreślonych owoców.
Wobec powyższego, kupiłam od znajomej 9 kg malin niepryskanych i rozpoczęłam własną produkcję...
A że z czasem u mnie różnie, poszłam na "skróty" i nie tłoczę soku na gorąco. Po prostu zasypuje maliny cukrem, zlewam sok, podgrzewam i w słoiki. Wytłoczyny które zostają zalałam wodą i spirytusem, po tygodniu przecedziłam i mam nalewkę malinową - super do pączowania ciasta :)

Składniki na sok:
9 kg malin
6kg cukru

Maliny układam w 5 litrowych słoikach (potrzebne 3) i warstwami zasypuję cukrem. Ostatnią warstwę malin zasypuję grubą ilością cukru. Na każdy słoik zużywam około 1,5 kg.
Odstawiam na 4-5 dni. Po tym czasie przecedzam sok przez gazę do dużego garnka. Dosypuję resztę cukru i podgrzewam na małym ogniu "prawie do zagotowania".
 Sprawdzam temperaturę termometrem. Kiedy osiągnie 90C, zbieram pianę i rozlewam do słoików i małych buteleczek. Zakręcam, odstawiam do góry dnem i przykrywam grubym kocem. Nie pasteryzuję.
Pozostawiam do wystygnięcia i wynoszę do piwnicy.

Nalewka:
Wytłoczyny z malin, które pozostały po soku ( proporcje na maliny z 1 słoika)
1 szklanka spirytusu
2 szklanki wody + ok. 1/2 szklanki cukru (ilość zależy od tego jak słodkie mamy wytłoczyny)

Wodę gotuję z cukrem i studzę. Maliny mieszam w słoiku z wodą i dolewam spirytusu. Zakręcam słoik i pozostawiam na około 10 dni. Przecedzam przez gazę i zlewam do butelek.
Gotowe!

 
Przepis dodaję do akcji:
 
W malinowym chruśniaku
 
oraz do akcji:
 
W malinowym raju
 
W malinowym raju
 
 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Sałataka "gyros" z cukini i ogórków


Uprawiam działkę...
 Między pracą, a odbieraniem dzieci z przedszkola, gotowaniem i sprzątaniem, trafia się czasem chwila kiedy mogę pojechać tam sama. Rozkoszuję się wtedy widokiem moich eko-roślinek. Niczego nie pryskam, wychodzę, że założenia, że jak mam jeść pryskane to wolę kupić w sklepie. Wobec powyższego pomidory zeżarła mi jakaś zaraza, jabłka są tak robaczywe, że nadają się tylko na ocet. Mrówki obgryzły całą rzodkiewkę.
Ale cukinia rośnie :) Nic jej nie tyka, jest piękna. I jest jej tyle, że oprócz bieżącej konsumpcji, przerabiam ile się da na zimowe zapasy.
Dostałam też kilka eko-worków ogórków, dokupiłam trochę cebuli i od kilku dni robię sałatkę.
Ulubioną mojej córki...
Niby pracochłonna, ale podzielona na etapy, przez co robi się ją "przy okazji".


Składniki:
2 kg ogórków
2 kg cukinii
0,8kg cebuli
główka czosnku
2 szklanki octu
12 łyżek oliwy
5 łyżek soli
0,6 kg cukru
opakowanie "przyprawy do gyrosa" firmy Kamis

Ogórki i cukinię myjemy i kroimy w plastry (zrobiłam to malakserem). Cebulę kroimy w piórka.  Dodajemy sól, przeciśnięty przez prasę czosnek, oliwę lub olej i przyprawę do gyrosa. Mieszamy i odstawiamy na 6h. Po tym czasie  dodajemy cukier i ocet, dokładnie mieszamy ,tak aby cukier się rozpuścił i odstawiamy na 12h.
Następnie sałatkę wkładamy do umytych słoiczków, dolewając zalewę, która utworzyła się w misce.
Zakręcamy i pasteryzujemy 20 min.
Gorące słoiki kładę do góry dnem pod kocem i pozostawiam do wystygnięcia.




 

środa, 30 listopada 2011

Syrop z dzikiej róży

Wpadłam w różany amok. W czasie ostatniej bytności na targu znowu zakupiłam owoce dzikiej róży i tym razem przerobiłam je na sok. Zależało mi, aby wydobyć z nich jak najwięcej cennych składników, więc zmiksowałam je razem z pestkami ( i 2 szklankami wody) i przetarłam przez sito. Otrzymany w ten sposób gęsty krem rozmieszałam z resztą wody, podgrzałam (uwaga, żeby nie zagotować, bo tracimy wtedy witaminę C) i dosłodziłam do smaku. Nalałam do butelek po soczkach dziecięcych i odstawiłam je do góry dnem. Przykryłam kocem, żeby wolniej stygły. Nie pasteryzowałam, więc nie wiem ile się utrzymają. Ale cukier konserwuje, poza tym córcia tak chętnie pije, że daję im miesiąc.


Składniki:
500g owocu dzikiej róży
250 g cukru
łyżka soku z cytrtny
1 1/4 litra przegotowanej wody.

Zrobiłam też drugą wersję, gdzie do podgrzewanego soku dodałam kawałek kory cynamonu, ziarna kolendry i ziela angielskiego i goździki. Wyszła wersja świąteczna.
Przepis dodaję do akcji "Zwiększamy Odporność"

poniedziałek, 28 listopada 2011

Nalewka z dzikoróżano-korzenna :)

Kupiłam na targu owoce dzikiej róży. Miałam w domu resztkę spirytusu i przyprawy. Postanowiłam zrobić nalewkę. Całe wczorajsze popołudnie kopałam w internecie w poszukiwaniu przepisu idealnego. Niestety nie znalazłam. Chciałam coś co będzie w miarę proste do wykonania i nie będzie wymagało wypestkowania owoców, bo na takie poświęcenie względem nalewki nie było mnie stać :)
Na jednym z forum dla winiarzy, znalazłam sposób na pozbycie się pestek i włosków. Podeszłam sceptycznie, ale o dziwo zadziałał...
Proporcje i składniki to już moja radosna twórczość, zobaczymy co z tego wyjdzie za kilka miesięcy, ale pierwsze próby wypadły całkiem obiecująco...



Składniki:
20 dag owoców dzikiej róży
1/2 litra wody
40 dag cukru
skórka otarta z 1 cytryny
pół szklanki spirytusu
pół szklanki wódki czystej
przyprawy: 3 ziela angielskie, 5 goździków, kawałek kory cynamonu

Owoce zalać szklanką przegotowanej chłodnej wody i zmiksować. Miksowanie nie uszkadza pestek, a pozwala oddzielić je od miąszu. Dolać drugą szklankę wody (nie dajemy od razu bo wtedy nie zawsze uda się zmiksować wszystkie owoce) i wymieszać. Powstałą masę przetrzeć przez sito. Masa powinna mieć konsystencję ciasta naleśnikowego, w razie potrzeby dolać troszkę więcej wody. Wlać do garnka i dosypać cukier i przyprawy, gotować na małym ogniu - ale pilnować, żeby nie zawrzało (wtedy nie będzie tyle piany). Jeśli pojawi się piana, zebrać ją łyżką. Wywar ostudzić i dolać do niego wódkę i spirytus. Wymieszać i zamknąć w szczelnym słoju czy butelce i odstawić na około 2-3 tygodnie. Po tym czasie nalewkę przefiltrować - najlepiej przez filtr do kawy. Odstawić do ponownego sklarowania - jeśli nalewka jest mętna to czynność potwórzyć 2-3 razy w dwutygoniowych. Nalewka powinna leżakować około 3-4 miesiące, aby nabrać bukietu.

niedziela, 18 września 2011

Ocet malinowy

Zaproponowałam Wam sałatkę z łososia z różowym dressingiem, do którego użyłam octu malinowego. Teraz zachęcam Was do zrobienia takiego octu. Przepis jest prosty, a ocet wychodzi bardzo aromatyczny i doskonale nadaje się nie tylko do sałatek, ale także do mięs, albo nawet deserów.
Moja pierwsza próba octowa wypadła tak pomyślnie, że postanowiłam póki są jeszcze maliny, zrobić go po raz drugi. Co by mi go w zimie nie brakło...



Składniki:
250 ml winnego octu jabłkowego
300g malin
sporo gałązek miety (jeśli ktoś woli, może dodać inne zioła)
płaska łyżeczka nasion kolendry
1 łyżeczka fruktozy (albo cukru)

Ocet zagotowujemy z fruktozą. W słoiku układamy maliny, na nich liście mięty, i wsypujemy kolendrę. Zalewamy gorącym octem. Słoik przykrywamy ściereczką, albo gazą (nie wolno słoika zakręcać)
Po 2 dniach maliny rozgniatamy widelcem i mieszamy. Odstwiwiamy na 10 -14 dni. Codziennie mieszamy. Po upływie tego czasu, ocet przecedzamy przez gazę, dobrze odciskając maliny. Przelewamy do butelki i zakręcamy.

piątek, 16 września 2011

Oliwa ziołowa i chili, czili nie mam dziś weny...

Dziś będzie którko - po prostu przepis. Bo po to jest właściwie blog kulinarny, prawda?

Składniki na oliwę ziołową:
250 ml oliwy
3 gałązki miety
5 gałązek oregano
kilka liści bazyli
2 ząbki czosnku

Zioła płuczemy i osuszamy. Wkładamy do słoika albo butelki, dodajemy pokrojony w plasterki czosnek i zalewamy oliwą. Odstawiamy na ok 2 tygodnie w chłodne miejsce, potrząsając codziennie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a zioła wyrzucamy. Trzymamy w szklanym naczyniu, w chłodnym miejscu.

Składniki na oliwę chili
250 ml oliwy
4-5 małych papryczek chili

Oliwę podgrzewamy (tak aby dało się do niej włożyć palec bez poparzenia - chodzi o to, żeby papryczki zalać ciepłą oliwą, a nie gorącą - bo wtedy zaczną się smażyć) Papryczki myjemy i osuszamy, wkładamy w całości do słoika bądź butelki, zalewamy ciepłą oliwą i odstawiamy na 2 tygodnie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a papryczki wyrzucamy (bądź zużywamy do czegoś).




Przepis dodaję do akcji kulinarnej Pluskotki

Zielnik Kuchenny 2011