Od niedawna jestem świadoma, że prawie wszystko da się przetworzyć.
Namiętnie zamykam więc w słoikach i butelkach smaki i zapachy.
I myślę sobie, że chyba jestem nienormalna. Bo nie wiem czy większą frajdę sprawia mi otwieranie słoika z dżemem w środku zimy, czy robienie tego dżemu i myślenie o tym, że będę go otwierać... :)
Dziś robię nalewkę sosnową. Z zielonych szyszek.
Myślę sobie, że wieje wiatr i pada śnieg. Jest minus 10, wracam z pracy.
Mąż mówi "dzieci znowu kaszlą".
Wyciągam nalewkę.
Daję im po łyżeczce.
Kaszel znika.
.... idę się leczyć :)
Składniki:
zielone szyszki - ilość jaka znajdziecie. U mnie około 4kg
cukier - na 4 kg szyszek około 2 kg cukru
spirytus - na 4 kg szyszek - dwie szklanki spirytusu (wychodzi mocna)
Szyszki opłukać, odciąć ogonki. Większe szyszki można przeciąć na pół. Układać w słoiku zasypując kolejne warstwy cukrem. Słoiki przykryć gazą i odstawić na 3 tygodnie.
Szyszki puszczają dużo soku.
Po tym czasie zlać syrop i wymieszać ze spirytusem. Przelać do butelek, zakręcić i odstawić do przegryzienia na co najmniej 2 miesiące. Najlepsza jest tak po 2-3 latach :)
Pozostałe szyszki można zalać wódką i pozostawić na kolejne 2 tygodnie. Uzyskamy wtedy świetną wódkę szyszkową.
W wersji dla dzieci, do 250 ml zlanego z szyszek soku dodaję kieliszek spirytusu. Mieszam i postępuję jak ze zwykłą nalewką.
Spis treści
- Dania w 15 minut (7)
- Dieta Dukana (2)
- Metoda Montignac (21)
- Pieczywo (11)
- Przetwory (17)
- Różne (2)
- Sałtaki (3)
- Słodkości (18)
- Z pełnego ziarna (20)
- Zapiekanki (5)
- na obiad (11)
- na zdrowie (7)
- niekoniecznie kuchenne (1)
- z % (5)
- zakwas (6)
- zamiast sklepowe-DOMOWE (14)
- zupy (5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na zdrowie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 czerwca 2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
Domowe mleko sojowe i batoniki z resztek (z okary i otrębów)
No dobra, gdzie tu logika?
Za rogiem mam sklep, gdzie mleko sojowe kosztuje 4,30 za karton.
Tymczasem ja mielę, mieszam gotuję. Odcedzam. I pęcznieję z dumy patrząc na swoje pierwsze w życie mleko sojowe.
Gdzie tu logika?
Otóż...należę do osób które lubią wiedzieć. Lubią umieć. Wszystko w życiu się przydaje - prędzej czy później. A jak wróci komuna i nie będzie mleka sojowego w sklepie?
To ja zrobię sobie w domu...
No dobra - soi też pewnie nie będzie w sklepie, ale co tam... Umiem robić mleko sojowe i niezmiernie się z tego cieszę :)
I jeszcze te batoniki z okary pozostałej po mleku. Dodałam do nich otręby. Wyszły super, choć jak dla mnie mało słodkie i "nie bogate". Następnym razem dodam jakiś aromat i więcej bakalii.
Składniki na mleko:
3/4 szklanki soi
4 i 1/2 szklanek wody
łyżka cukru (fruktozy)
Soję namoczyć na kilka godzin w wodzie. Następnie wodę odlać, wymieszać soję, że świeżą wodą (1 i 1/2 szklanki wody) i zmiksować.
2 szklanki wody zagotować, wlać papkę sojową i gotować 5 minut (od zawrzenia). Podczas gotowania płyn bardzo się pieni, więc polewałam pianę cienkim strumyczkiem wody. Zużyłam na to ostatnią szklankę wody.
Płyn przecedzić przez drobne sitko, ew. przez gazę, pieluchę. Doprawić szczyptą soli, łyżką cukru, można dodać wanilii, albo aromatu jak ktoś chce mieć waniliowe mleko.
To co pozostało po odcedzeniu mleka to właśnie okara. Można ją wykorzystać i zrobić z niej kotleciki sojowe, można pasztet, albo.... moje ciasteczka
Składniki na batoniki:
350g wilgotnej ugotowanej okary
100g otrębów (dałam 60g pszennych i 40g owsianych)
30g płatków migdałowych
łyżka słonecznika
łyżka dyni
2 łyżki oliwy (lepszy były olej ale nie miałam)
2 jajka
łyżka syropu z agawy (może być miód)
3-4 łyżki fruktozy (dałam 2 i były mało słodkie)
Mieszamy suche składniki. Dodajemy do okary, wbijamy jajko i dodajemy syrop z agawy i oliwę. Wszystko mieszamy, papka wychodzi gęsta. Przekładamy na blachę do pieczenia (jeśli zwykłą to wyłożyć papierem, jeśli silikonową to nie trzeba). Pieczemy 20 minut w temp 170 C. (ja piekłam najpierw 10 minut bez termoobiegu, a potem 10 minut z )
Jeszcze ciepłe kroimy na prostokąty.
Za rogiem mam sklep, gdzie mleko sojowe kosztuje 4,30 za karton.
Tymczasem ja mielę, mieszam gotuję. Odcedzam. I pęcznieję z dumy patrząc na swoje pierwsze w życie mleko sojowe.
Gdzie tu logika?
Otóż...należę do osób które lubią wiedzieć. Lubią umieć. Wszystko w życiu się przydaje - prędzej czy później. A jak wróci komuna i nie będzie mleka sojowego w sklepie?
To ja zrobię sobie w domu...
No dobra - soi też pewnie nie będzie w sklepie, ale co tam... Umiem robić mleko sojowe i niezmiernie się z tego cieszę :)
I jeszcze te batoniki z okary pozostałej po mleku. Dodałam do nich otręby. Wyszły super, choć jak dla mnie mało słodkie i "nie bogate". Następnym razem dodam jakiś aromat i więcej bakalii.
Składniki na mleko:
3/4 szklanki soi
4 i 1/2 szklanek wody
łyżka cukru (fruktozy)
Soję namoczyć na kilka godzin w wodzie. Następnie wodę odlać, wymieszać soję, że świeżą wodą (1 i 1/2 szklanki wody) i zmiksować.
2 szklanki wody zagotować, wlać papkę sojową i gotować 5 minut (od zawrzenia). Podczas gotowania płyn bardzo się pieni, więc polewałam pianę cienkim strumyczkiem wody. Zużyłam na to ostatnią szklankę wody.
Płyn przecedzić przez drobne sitko, ew. przez gazę, pieluchę. Doprawić szczyptą soli, łyżką cukru, można dodać wanilii, albo aromatu jak ktoś chce mieć waniliowe mleko.
To co pozostało po odcedzeniu mleka to właśnie okara. Można ją wykorzystać i zrobić z niej kotleciki sojowe, można pasztet, albo.... moje ciasteczka
Składniki na batoniki:
350g wilgotnej ugotowanej okary
100g otrębów (dałam 60g pszennych i 40g owsianych)
30g płatków migdałowych
łyżka słonecznika
łyżka dyni
2 łyżki oliwy (lepszy były olej ale nie miałam)
2 jajka
łyżka syropu z agawy (może być miód)
3-4 łyżki fruktozy (dałam 2 i były mało słodkie)
Mieszamy suche składniki. Dodajemy do okary, wbijamy jajko i dodajemy syrop z agawy i oliwę. Wszystko mieszamy, papka wychodzi gęsta. Przekładamy na blachę do pieczenia (jeśli zwykłą to wyłożyć papierem, jeśli silikonową to nie trzeba). Pieczemy 20 minut w temp 170 C. (ja piekłam najpierw 10 minut bez termoobiegu, a potem 10 minut z )
Jeszcze ciepłe kroimy na prostokąty.
piątek, 6 stycznia 2012
Nalewka z głogu dla teściowej
Odgrzebałam w zamrażalniku woreczek głogu. Kupiłam go w listopadzie, wrzuciłam do zamrażalnika, żeby przemrozić i zapomniałam.
Będzie z niego nalewka na ciśnienie. Dla teściowej.
Co prawda teściowa daleko, ale chodzą słuchy, że zawita w rodzinne strony w czerwcu, więc będzie jak znalazł. Nalewka zdąrzy się dobrze przegryźć, bo powinna długo leżakować. Zrobiłam wersję mniej wytrawną niż podaje większość źródeł, bo oprócz właściwości zdrowotnych, liczą się także walory smakowe. Wszak nie wypada częstować trunkiem, który wykręca gębę.
Składniki:
500g owoców głogu (zebranych po pierwszych przymrozkach, albo przemrożonych z zamrażalniku około 2 tygodni)
2 szklanki spirytusu
2 szklanki wody
skórka otarta z jednej cytryny
kawałek kory cynamonu
5-6 goździków
szklanka cukru
Do spirytusu wlewamy 1/2 szklanki przegotowanej chłodnej wody. Mieszanką zalewamy głóg (jeśli był mrożony, trzeba go najpierw rozmrozić) i odstawiamy na 2 tygodnie, codziennie potrząsając słoikiem. Po tym czasie zlewamy płyn.
Wodę zagotowujemy z cukrem, cynamonem, goździkami i skórką z cytryny. Odstawiamy do wystudzenia. Wlewamy do syropu spirytus, mieszamy i przelewamy do butelki. Odstawiamy w ciemne miejsce na 3 dni. Po tym czasie nalewkę filtrujemy przez gazę i rozlewamy do butelek. Odstawiamy w ciemne miejsce, najlepiej na pół roku.
Na zdrowie !
Oryginał przepisu pochodzi stąd
Będzie z niego nalewka na ciśnienie. Dla teściowej.
Co prawda teściowa daleko, ale chodzą słuchy, że zawita w rodzinne strony w czerwcu, więc będzie jak znalazł. Nalewka zdąrzy się dobrze przegryźć, bo powinna długo leżakować. Zrobiłam wersję mniej wytrawną niż podaje większość źródeł, bo oprócz właściwości zdrowotnych, liczą się także walory smakowe. Wszak nie wypada częstować trunkiem, który wykręca gębę.
Składniki:
500g owoców głogu (zebranych po pierwszych przymrozkach, albo przemrożonych z zamrażalniku około 2 tygodni)
2 szklanki spirytusu
2 szklanki wody
skórka otarta z jednej cytryny
kawałek kory cynamonu
5-6 goździków
szklanka cukru
Do spirytusu wlewamy 1/2 szklanki przegotowanej chłodnej wody. Mieszanką zalewamy głóg (jeśli był mrożony, trzeba go najpierw rozmrozić) i odstawiamy na 2 tygodnie, codziennie potrząsając słoikiem. Po tym czasie zlewamy płyn.
Wodę zagotowujemy z cukrem, cynamonem, goździkami i skórką z cytryny. Odstawiamy do wystudzenia. Wlewamy do syropu spirytus, mieszamy i przelewamy do butelki. Odstawiamy w ciemne miejsce na 3 dni. Po tym czasie nalewkę filtrujemy przez gazę i rozlewamy do butelek. Odstawiamy w ciemne miejsce, najlepiej na pół roku.
Na zdrowie !
Oryginał przepisu pochodzi stąd
sobota, 3 grudnia 2011
Śmierć sklepowym jogurtom
Jestem zaskoczona, zachwycona i chcę jeszcze... :)
Nie sądziłam że to jest takie proste.
Domowy jogurt zawsze kojarzył mi się z mnóstwem brudnych naczyń, częstym mieszaniem, podgrzewaniem, przelewaniem i pilnowaniem. Tymczasem wystarczy mleko, trochę jogurtu i termos. Całość nie zajmuje więcej niż 10 minut, a efekt końcowy wychodzi super - dużo lepszy niż sklepowy, nie kwaśny jak się czasem trafia w tych kupnych. Co to konsystencji to raczej płynny, ale można go zagęścić mlekiem w proszku.
Dodajemy owoce, posiekane bakalie, co kto lubi i pyszny zdrowy jogurt gotowy. Wiemy co jemy.
Nie kupię więcej jogurtu w sklepie.
Składniki:
300 ml mleka ( i tu spotkałam się z twierdzeniem, że mleko UHT, popularne z kartonu się nie nadaje. Otóż śpieszę donieść że użyłam właśnie takiego i mój jogurt ma się dobrze i pysznie)
50 - 100 ml jogurtu naturalnego (za pierwszym razem musimy posłużyć się tym sklepowym, potem po prostu odkładamy kilka łyżek z naszego domowego i dodajemy do następnej porcji mleka - to coś jak z zakwasem na chleb. Ważne aby ten pierwszy kupny jogurt miał w składzie jak najmiej polepszaczy i żywe kultury bakterii)
Mleko podgrzewamy do temperatury około 60 C, najlepiej sprawdzić jego ciepłotę wkładając w nie palec na 10 sekund. Jeśli pod koniec tego czasu mleko zaczyna nas parzyć, to temperatura jest ok.
Jogurt mieszamy w kilkoma łyżkami ciepłego mleka i wlewamy do pozostałego. Mieszamy raz jeszcze i przelewamy do termosu. Zakręcamy i odstawiamy na około 12h. Po tym czasie mamy gotowy jogurt, u mnie był jeszcze ciepły. Jeśli nie mamy termosu to możemy użyć zwykłego zakręcanego słoika, owinąć go szczelnie folią alu i np. kocem i ustawić w ciepłym miejscu np. koło kaloryfera. Ważne aby mleko było szczelnie zamknięte i wolno stygło.
Jeśli chcemy aby jogurt był gęstszy dodajemy do ciepłego mleka kilka łyżek mleka w proszku.
Jogurt przechowujemy w lodówce do tygodnia.
Nie sądziłam że to jest takie proste.
Domowy jogurt zawsze kojarzył mi się z mnóstwem brudnych naczyń, częstym mieszaniem, podgrzewaniem, przelewaniem i pilnowaniem. Tymczasem wystarczy mleko, trochę jogurtu i termos. Całość nie zajmuje więcej niż 10 minut, a efekt końcowy wychodzi super - dużo lepszy niż sklepowy, nie kwaśny jak się czasem trafia w tych kupnych. Co to konsystencji to raczej płynny, ale można go zagęścić mlekiem w proszku.
Dodajemy owoce, posiekane bakalie, co kto lubi i pyszny zdrowy jogurt gotowy. Wiemy co jemy.
Nie kupię więcej jogurtu w sklepie.
Składniki:
300 ml mleka ( i tu spotkałam się z twierdzeniem, że mleko UHT, popularne z kartonu się nie nadaje. Otóż śpieszę donieść że użyłam właśnie takiego i mój jogurt ma się dobrze i pysznie)
50 - 100 ml jogurtu naturalnego (za pierwszym razem musimy posłużyć się tym sklepowym, potem po prostu odkładamy kilka łyżek z naszego domowego i dodajemy do następnej porcji mleka - to coś jak z zakwasem na chleb. Ważne aby ten pierwszy kupny jogurt miał w składzie jak najmiej polepszaczy i żywe kultury bakterii)
Mleko podgrzewamy do temperatury około 60 C, najlepiej sprawdzić jego ciepłotę wkładając w nie palec na 10 sekund. Jeśli pod koniec tego czasu mleko zaczyna nas parzyć, to temperatura jest ok.
Jogurt mieszamy w kilkoma łyżkami ciepłego mleka i wlewamy do pozostałego. Mieszamy raz jeszcze i przelewamy do termosu. Zakręcamy i odstawiamy na około 12h. Po tym czasie mamy gotowy jogurt, u mnie był jeszcze ciepły. Jeśli nie mamy termosu to możemy użyć zwykłego zakręcanego słoika, owinąć go szczelnie folią alu i np. kocem i ustawić w ciepłym miejscu np. koło kaloryfera. Ważne aby mleko było szczelnie zamknięte i wolno stygło.
Jeśli chcemy aby jogurt był gęstszy dodajemy do ciepłego mleka kilka łyżek mleka w proszku.
Jogurt przechowujemy w lodówce do tygodnia.
środa, 30 listopada 2011
Syrop z dzikiej róży
Wpadłam w różany amok. W czasie ostatniej bytności na targu znowu zakupiłam owoce dzikiej róży i tym razem przerobiłam je na sok. Zależało mi, aby wydobyć z nich jak najwięcej cennych składników, więc zmiksowałam je razem z pestkami ( i 2 szklankami wody) i przetarłam przez sito. Otrzymany w ten sposób gęsty krem rozmieszałam z resztą wody, podgrzałam (uwaga, żeby nie zagotować, bo tracimy wtedy witaminę C) i dosłodziłam do smaku. Nalałam do butelek po soczkach dziecięcych i odstawiłam je do góry dnem. Przykryłam kocem, żeby wolniej stygły. Nie pasteryzowałam, więc nie wiem ile się utrzymają. Ale cukier konserwuje, poza tym córcia tak chętnie pije, że daję im miesiąc.
Składniki:
500g owocu dzikiej róży
250 g cukru
łyżka soku z cytrtny
1 1/4 litra przegotowanej wody.
Zrobiłam też drugą wersję, gdzie do podgrzewanego soku dodałam kawałek kory cynamonu, ziarna kolendry i ziela angielskiego i goździki. Wyszła wersja świąteczna.
Przepis dodaję do akcji "Zwiększamy Odporność"
Składniki:
500g owocu dzikiej róży
250 g cukru
łyżka soku z cytrtny
1 1/4 litra przegotowanej wody.
Zrobiłam też drugą wersję, gdzie do podgrzewanego soku dodałam kawałek kory cynamonu, ziarna kolendry i ziela angielskiego i goździki. Wyszła wersja świąteczna.
Przepis dodaję do akcji "Zwiększamy Odporność"
czwartek, 20 października 2011
Piekielna nalewka z imbiru i czosnku. Na zdrowie :)
Bez czosnku nie wyobrażam sobie gotowania, bez miodu kanapek, bez cytryny herbaty, a bez imbiru... No cóż jeśli chodzi o imbir to nie potrafię się zdecydować czy go lubię. Zawsze zaskakuje mnie to, że jego smak jest tak daleki od zapachu. Wąchając imbir człowiek spodziewa się czegoś słodkiego a tu ZONK. Dlatego imbir jako przyprawę stosuję w kuchni niezwykle rzadko, raczej do dań słodkich. Ale dzięki swoim właściwością antybakteryjnym, imbir jest świetnym składnikiem syrpów czy nalewek zdrowotnych. I tu nie mam żadnego "ale" do imbiru :)
Składniki:
5 ząbków czosnku
2 cytryny
kawałek kłącza imbiru - ok.3cm
3 łyżki miodu
około 1/2 szklanki przegotowanej chłodnej wody
Czosnek przcisnąć przez prasę, imbir obrać i zetrzeć na drobnych oczkach. Do słoika o pojemności ok. 330 ml wrzucić czosnek i imbir. Dodać sok z cytryn i miód. Zakręcić słoik i energicznie potrząsnąć. Odstawić na 24h. Następnie przecedzić przez sitko i dolać wody, tyle, żeby słoik był pełny. Przechowywać w lodówce. Pić 1-2 łyżki 2 x dziennie. Można też nie dodawać wody i pić po łyżeczce od herbaty bo jest piekielnie ostre.
Przepis dodaję do akcji ZWIĘKSZAMY ODPORNOŚĆ.
Składniki:
5 ząbków czosnku
2 cytryny
kawałek kłącza imbiru - ok.3cm
3 łyżki miodu
około 1/2 szklanki przegotowanej chłodnej wody
Czosnek przcisnąć przez prasę, imbir obrać i zetrzeć na drobnych oczkach. Do słoika o pojemności ok. 330 ml wrzucić czosnek i imbir. Dodać sok z cytryn i miód. Zakręcić słoik i energicznie potrząsnąć. Odstawić na 24h. Następnie przecedzić przez sitko i dolać wody, tyle, żeby słoik był pełny. Przechowywać w lodówce. Pić 1-2 łyżki 2 x dziennie. Można też nie dodawać wody i pić po łyżeczce od herbaty bo jest piekielnie ostre.
Przepis dodaję do akcji ZWIĘKSZAMY ODPORNOŚĆ.
piątek, 16 września 2011
Oliwa ziołowa i chili, czili nie mam dziś weny...
Dziś będzie którko - po prostu przepis. Bo po to jest właściwie blog kulinarny, prawda?
Składniki na oliwę ziołową:
250 ml oliwy
3 gałązki miety
5 gałązek oregano
kilka liści bazyli
2 ząbki czosnku
Zioła płuczemy i osuszamy. Wkładamy do słoika albo butelki, dodajemy pokrojony w plasterki czosnek i zalewamy oliwą. Odstawiamy na ok 2 tygodnie w chłodne miejsce, potrząsając codziennie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a zioła wyrzucamy. Trzymamy w szklanym naczyniu, w chłodnym miejscu.
Składniki na oliwę chili
250 ml oliwy
4-5 małych papryczek chili
Oliwę podgrzewamy (tak aby dało się do niej włożyć palec bez poparzenia - chodzi o to, żeby papryczki zalać ciepłą oliwą, a nie gorącą - bo wtedy zaczną się smażyć) Papryczki myjemy i osuszamy, wkładamy w całości do słoika bądź butelki, zalewamy ciepłą oliwą i odstawiamy na 2 tygodnie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a papryczki wyrzucamy (bądź zużywamy do czegoś).

Przepis dodaję do akcji kulinarnej Pluskotki
Składniki na oliwę ziołową:
250 ml oliwy
3 gałązki miety
5 gałązek oregano
kilka liści bazyli
2 ząbki czosnku
Zioła płuczemy i osuszamy. Wkładamy do słoika albo butelki, dodajemy pokrojony w plasterki czosnek i zalewamy oliwą. Odstawiamy na ok 2 tygodnie w chłodne miejsce, potrząsając codziennie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a zioła wyrzucamy. Trzymamy w szklanym naczyniu, w chłodnym miejscu.
Składniki na oliwę chili
250 ml oliwy
4-5 małych papryczek chili
Oliwę podgrzewamy (tak aby dało się do niej włożyć palec bez poparzenia - chodzi o to, żeby papryczki zalać ciepłą oliwą, a nie gorącą - bo wtedy zaczną się smażyć) Papryczki myjemy i osuszamy, wkładamy w całości do słoika bądź butelki, zalewamy ciepłą oliwą i odstawiamy na 2 tygodnie. Po tym czasie przecedzamy przez gazę, a papryczki wyrzucamy (bądź zużywamy do czegoś).
Przepis dodaję do akcji kulinarnej Pluskotki
Subskrybuj:
Posty (Atom)


