środa, 22 stycznia 2014

Pasztet z "rosołowych resztek" ze śliwką i rozmarynem

Co niedzielę pojawia się ten sam problem.
Co zrobić z rosołowymi resztkami....
Zawsze zostaje mi pietruszka, marchewka i seler.
Nie ma też chętnych ma mięso.
I wszystko ląduje w koszu
Nie lubię takiego marnotrawstwa.

Od  jakiegoś więc czasu co niedzielę rano gotuję rosół a wieczorem piekę pasztet. Wykorzystuję do jego przyrządzenia wszystkie ugotowane jarzyny (nawet kapustę włoską) i mięso.
Eksperymentuję z nowymi  smakami i dodaję różne przyprawy. Raz piekę z majerankiem albo kolendrą i żurawiną. Innym razem czysty. Jednak faworytem pozostaje pasztet z rozmarynem i śliwką. Lubię jego lekko słodkawy posmak przełamany wyrazistością rozmarynu.
Mówię Wam PYYYCHAAA.

Składniki:
ugotowane mięso z rosołu ( w mnie ok 250g)
jarzyny z rosołu - marchew, seler, pietruszka, kapusta włoska.
250g mielongo mięsa wieprzowego (łopatki, karkówki - można pominąć jeśli mięsa rosołowego jest więcej)
500g wątróbki drobiowej (dałam z indyka)
3 łyżki mielonego siemienia lnianego (ew. zmielonych otrębów, bułki tartej)
2 jajka
2 cebule
kilka gałązek świeżego rozmarynu (jeśli dajemy suszonego to ok 1/2 łyżeczki)
15 suszonych śliwek
sól, pieprz, ostra papryka

Do gotującej się wody wrzucam namoczoną wcześniej w mleku wątróbkę. Gotuję małym ogniu ok  15 minut, odcedzam i płukam z szumów (tworzy się ich dużo podczas gotowania).
Mięso mielone przesmażam na teflonowej patelni bez tłuszczu - wytapia się go sporo w trakcie smażenia.
Mięso z rosołu obieram.
Śliwki płukam na sicie ciepłą wodą i osuszam papierowym ręcznikiem.
Rozmaryn obieram na igiełki i drobno kroję.
Mięso, wątróbkę, jarzyny z rosołu i surową obraną cebulę mielę dwa razy w maszynce do mięsa.
Jeśli lubicie bardzo aksamitny pasztet można zmielić wszystko jeszcze raz, albo użyć do mielenia np. malaksera.
Mieszankę doprawiam do smaku solą, pieprzem i ostrą papryką. (próbuję smak przed dodaniem jajek). Wbijam 2 jajka, wsypuję siemię lniane i mieszam. Jeśli mieszanka jest za sucha możecie wlać kilka łyżek rosołu albo wody - powinna mieć konsystencję bardzo gęstego jogurtu, ale nie może się kruszyć.
Dodaję rozmaryn i mieszam.
Średnią keksówkę, smaruję masłem i obsypuję bułką tartą - jeśli piekę w silikonowej to pomijam ten etap i przekładam pasztet prosto do keksówki. Wciskam śliwki w pasztet i wyrównuję powierzchnię.
Wierzch pasztetu możecie posypać np. mieszanką suszonych warzyw. Ja posypałam Dekorem (mieszanka suszonych warzyw, gorczycy i papryki w płatkach).
Pasztet wstawiam do nagrzanego 190 C piekarnika i piekę godzinę. Zostawiam do ostygnięcia w uchylonym piekarniku.
Dopiero całkiem zimny wyciągam ostrożnie z formy.
Smacznego!



 

niedziela, 19 stycznia 2014

Śledzie po wiejsku

Nie mam dziś weny do pisania wstępu.
Rzeknę więc tylko, że śledzie są pyszne...
Najlepsze z jajkiem na twardo i majonezem :)

Składniki:
0,5 kg solonych śledzi z zalewy
2 duże cebule
szklanka (albo troszkę więcej)  mieszanki oliwy i oleju (pół na pół)
po 4-5 ziaren ziela angielskiego i czarnego pieprzu
2-3 liście laurowe
2 - 3 ziarna jałowca

Śledzie odcedzam z  zalewy i moczę w przegotowanej zimnej wodzie kilka godzin. Zmieniam wodę 2-3 krotnie.
Wymoczone śledzie odsączam na sicie i kroję na 2-3 części w zależności od wielkości płatów.
Cebulę kroję w półplasterki
W słoiku (ok 1l pojemności) układam warstwę cebuli, wrzucam po część ziaren ziela, pieprzu i jałowca, dodaję 1 liść laurowy i pierwsza warstwę śledzi. Zalewam mieszanką oleju i oliwy. Układam kolejno warstwy cebuli z przyprawami i śledzi zalewając zalewą. I tak do wyczerpania zapasów :)
Na samej górze zostawiam warstwę cebuli. Zakręcam słoik i potrząsam nim tak aby oliwa dotarła do wszystkich zakamarków. W razie  potrzeby uzupełniam ją.
Odstawiam do lodówki na 3-4 dni do "przegryzienia".
Najlepsze z jajkiem na twardo i majonezem :)







niedziela, 15 grudnia 2013

Najprostszy chleb razowy z ziarnami, na zakwasie

Wpadłam na własnego bloga w poszukiwaniu przepisu... którego nie zdążyłam tam jeszcze umieścić :) a do którego przymierzam się od zeszłych wakacji.
Mniej więcej od tej pory piekę dwa razy w tygodniu chleb TYLKO DLA SIEBIE.
Pyszny, ziarnisty, na samym zakwasie. Bardzo prosty w przygotowaniu.
Składniki wystarczy wymieszać łyżką w misce i pozostawić w keksówce do wyrośnięcia.

Składniki:*
6 szklanek mąki żytniej chlebowej (typ 720)
2 szklanki otrębów żytnich
1 szklanka siemienia lnianego
1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka słonecznika + kilka łyżek do posypania wierzchu
4 szklanki wody
łyżka soli
2 łyżki melasy trzcinowej (można zastąpić miodem)
1 szklanka aktywnego zakwasu żytniego

Suche składniki wymieszać, dodać wodę, aktywny zakwas i melasę (można zastąpić miodem, albo zupełnie pominąć - ja jednak lubię delikatnie słodkawy smak). Wszystko wymieszać w misce, ciasto wychodzi gęste, ale nie może być za bardzo zbite - w razie potrzeby dodać łyżkę, dwie wody.
Mieszać do połączenia składników, nie ma potrzeby długiego wyrabiania.
Keksówki wysmarować masłem, przełożyć ciasto do form, a wierzch obficie posypać słonecznikiem albo innymi ziarnami (zapobiega to przyklejeniu ściereczki do ciasta kiedy chleb urośnie) . Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia - w zależności od temperatury otoczenia i aktywności zakwasu trwa do od 6 do 12h. (Zwykle mieszam ciasto wieczorem, a rano piekę chleb)
Wyrośnięty chleb włożyć do piekarnika nagrzanego do 230C. Piec na najniższym poziomie ok 10 minut, potem temperaturę zmniejszyć do 200C i piec jeszcze 50 minut.
Wyjąć z formy - jeśli spód jest miękki dopiec kolejne 5-10 min  już bez formy. Wystudzić na kratce. Kroić całkiem zimny.
SMACZNEGO!

*Podane proporcje są na dwie naprawdę duże keskówki. Zwykle robię tak, że wymieszane składniki (oczywiście bez wody, zakwasu i melasy) dzielę na 3 równe części. Jedną mieszam z 1 i 1/3 szklanki wody, łyżką melasy i kilkoma łyżkami zakwasu i piekę chleb w małej keskówce. Pozostałe części pakuję w woreczki i na kolejny raz mama gotową mieszankę.







piątek, 18 października 2013

Domowe aromaty w trzech odsłonach

Post miał się ukazać rok temu...
Ale szykowałam się na wielki koniec świata i nie publikowałam go, bo komu potrzebne aromaty na Święta których ma nie być... ;P
A tak poważnie...
Zawsze brakuje mi czasu na nowe wpisy.
Może to wina, że gotuję więcej niż powinnam, testując ,eksperymentując i wymyślając nowe potrawy.
Nie mam czasu fotografować tego co zrobię, bo nie zadawalają mnie zdjęcia kliknięte w biegu. Wszystko musi być idealne albo przynajmniej przyzwoite. Moje dążenie do ideału jest zgubne, bo chcąc być taka, poświęcam rzeczą błahym więcej uwagi niż na to zasługują...
Potem nie mam czasu na rzeczy inne.

Zawsze gdzieś biegnę, coś gubię, albo czegoś szukam :)

Tak jak zdjęć to tego postu. Gdyby nie to, że gdzieś je zapodziałam na dysku, dawno bym Wam już napisała o tych aromatach....

Aromat waniliowy:
Laska wanilii
150 ml wódki
50 ml wody

Laskę wanilii rozkrajamy wzdłuż, nie przecinając jej jednak na 2 części. Chodzi o to, żeby nasionka zostały w środku i nie pływały nam w aromacie.
Wkładamy do słoiczka/małej karafki czy innego szczelnie zamykanego pojemnika (lepiej nie do plastikowego - alkohol może wejść w reakcję )
Zalewamy 150 ml wódki - odstawiamy na 2 tygodnie wstrząsając co jakiś czas.
Po tym czasie dodajemy do ekstraktu wodę i mieszamy. Odstawiamy na kolejne 2 tygodnie. Aromat jest gotowy do używania. Wanilię możemy zostawić w środku.

Aromat cytrynowy i pomarańczowy
1 cytryna/pomarańcza  (w właściwie skórka)
120 ml wódki
120 ml wody

Cytrynę/ pomarańcze szorujemy, sparzamy wrzątkiem i obieramy skórkę bardzo cieniutko ( używam do tego celu obieraczki do ziemniaków). Usuwamy białą błonę, jeśli została na skórkach i kroimy je w cieniutkie paseczki.
Zalewamy wódką i odstawiamy na 2 tygodnie, wstrząsając od czasu do czasu.
Po tym czasie dodajemy wody i odstawiamy na kolejne 2 tygodnie. Później aromat jest gotowy do użycia. Można przecedzić, żeby pozbyć się skórek.
SMACZNEGO :)


niedziela, 6 października 2013

Przecier pomidorowy na zimę

Przetworzyłam w tym roku chyba z tonę warzyw i owoców. Próbując kolejne przepisy, zrobiłam sosy, dżemy i powidła, ogórki, cukinię. Piwnica pęka w szwach i mąż musiał dorabiać półki bo nic się już nie mieściło. I choć wiem, że już więcej nie powinnam.....że nie mam już nawet słoików, po prostu nie potrafię przejść obojętnie obok śliwek czy pomidorów w dobrej cenie :) Wracam więc z kolejną reklamówką wypełnioną darami natury a potem ślęczę w kuchni do północy wekując to co kupiłam. I przeklinam sama siebie, że znowu uległam pokusie. Chyba powinnam iść na jakiś odwyk :)
Kupiłam wczoraj pomidory. Bardzo tanio. Śliczne to one nie były jakoś specjalnie, bardzo dojrzałe, a nawet jeszcze bardziej. Idealne na przecier.

Składniki:
3-4 kg bardzo dojrzałych pomidorów (gatunek obojętny ale najlepsze Limy)
około 1/4 szklanki wody

Pomidory porządnie myję, odkrawam szypułki (i ewentualnie uszkodzone części) i kroję wraz ze skórką na kawałki. Wrzucam do garnka z grubym dnem i wlewam wodę (zanim pomidory puszczą sok woda chroni je przed przypaleniem). Garnek przykrywam i stawiam na największym palniku na minimalnym ogniu. Gotuję około 1,5 h aż pomidory rozpadną się, co jakiś czas mieszając. Odstawiam, aż lekko przestygną i miksuję blenderem. Uzyskaną pulpę przecieram przez gęste sito (na tym etapie pozbywamy się skórek i pestek). Przelewam z powrotem do garnka i gotuję aż sok zredukuje objętość o 1/3 i stanie się gęstszy (ok 1-2 h). Wrzący przelewam do wyparzonych słoików, najlepiej jeszcze gorących (wyparzam w piekarniku). Zakręcam i odstawiam do góry dnem do ostygnięcia.
WAŻNE! Przecier można pasteryzować, ale ja tego nie robię. Czasem zepsuje  mi się jakiś słoik ale to bardzo wyjątkowo (1-2 na 30)







piątek, 4 października 2013

Filet pieczony w ziarnach (dynia, słonecznik, sezam)

To smak wesela mojej kuzynki...
Jak to na weselu, dań było dużo i wszystko pyszne. Jednak filet z kurczaka upieczony w ziarnach dyni i słonecznika zachwycił mnie do tego stopnia, że postanowiłam potrawę odtworzyć w warunkach domowych.
Wyszedł super, chrupiący i dietetyczny bo nie smażony :)
Robi się bardzo szybko, właściwie można użyć dowolnych pestek. Robiłam też wersję z polędwiczką wieprzową i samym sezamem i też było pyszne.

Składniki:
2 pojedyncze filety z kurczaka
2-3 łyżki musztardy (można pominąć i doprawić dowolnymi przyprawami)
sól i pieprz
ulubione zioła
po 5 łyżek pestek słonecznika i dyni
3 łyżki ziaren sezamu
1 jajko + 1-2 łyżki mleka

Ziarna mieszamy w misce. Filet z kurczaka kroimy wzdłuż na pół. Każdą część doprawiamy solą i pieprzem. Smarujemy musztardą i posypujemy ziołami. Odstawiamy do lodówki co najmniej na godzinę (a najlepiej na całą noc). Jajko ubijamy z mlekiem. Moczymy w jajku kolejno każdy kawałek mięsa a następnie obtaczamy w mieszaninie ziaren mocno dociskając panierkę.
Piekarnik rozgrzewamy do temp 190C, układamy filety na kratce do pieczenia. ( ja podkładam pod spód blachę bo ziarna trochę się sypią)
Pieczemy 15-20 minut najlepiej w włączonym teromobiegiem.
SMACZNEGO!




czwartek, 3 października 2013

Suszone pomidory w oliwie i ziołach

Ah, gdyby tak dało się w naszym klimacie ususzyć pomidory na słońcu... Były by słodziutkie,
pachnące latem...
Przesadzam, wiem.
Tym suszonym w piekarniku niczego nie brakuje. Ale mam podły nastrój, czuję się wystawiona do wiatru przez pogodę i narzekam na wszystko. Jeszcze dobrze nie nacieszyłam się ciepłem i słońcem, a tu już trzeba zakładać rajstopy pod spodnie i ciepłe buty. Ranna ubieranie pociech doprowadza mnie do szaleństwa, bo czapka, bo kurtka i szalik...
Wracając jednak do suszonych na słońcu pomidorów... Włoskich...suszonych... ZE SKLEPU :P Próbowaliście ich kiedyś? Ja przyznam że zawsze robiłam pomidorki w domu i nie miałam porównania. Ale ostatniej zimy zapasy skończyły się szybko i kupiłam kilka słoików. Powiedzieć, że wypadają słabo w konfrontacji z tymi domowymi to delikatne słowo. Różnica jest kolosalna. Mniej więcej taka jak porównywanie świeżej letniej polskiej Malinówki do włoskiego pomidora z marketu w środku zimy.
Wobec tego w tym roku zakasałam rękawy i przeszłam sama siebie w ilości zrobionych słoików.





Składniki:
5 kg dojrzałych (ale nie miękkich) pomidorów - najlepsze są tu limy. Mają dużo miąższu i mało pestek
olej i oliwa
ocet winny albo inny dowolny - ok. 1 łyżki na taką ilość pomidorów
czosnek
dowolne zioła i sól


Pomidory przekrawam wzdłuż i łyżką wydrążam środek odcinając jednocześnie końcówkę szypułki. Układam pomidory skórką do dołu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia albo w suszarce do warzyw.
Jeśli suszę pomidory w suszarce - to co jakiś czas przekładam "pietra" suszarki. Pomidory na najniższym poziomie suszą się najszybciej. Cały proces trwa tak długo aż pomidory będę suche, ale nie wyschnięte na wiór. Zwykle potrzeba na to 2-3 dni. Szuszę po 3-4 h potem wyłączam suszarkę i ściągam górę żeby pomidory wystygły i odparowały. Tak naprawdę dopiero wtedy widać na jakim etapie suszenia jesteśmy.
Niestety w tym roku moja suszarka wyzionęła ducha i ostatnią partię pomidorów suszyłam w piekarniku. Poukładane na blasze pomidory wstawiłam do nagrzanego na 70 C piekarnika i lekko uchyliłam drzwiczki.
Suszyłam podobnie jak w suszarce z przerwami na ostygnięcie i odparowanie.

Ususzone pomidory wsypuję do miski i mieszam z solą i ziołami (bazylia, rozmaryn, oregano). Spryskuję octem i wkładam do wyparzonych małych słoików, nie bardzo ciasno bo pomidory po zalaniu oliwą "rosną". Dodaję ząbki czosnku pokrojone w plasterki, czasami papryczkę chili i rozmaryn. Mieszankę oleju i oliwy (dowolne proporcje, jak kto lubi, można dodać też olej orzechowy) podgrzewam do temp ok.80C i zalewam pomidorki. Zakręcam słoiki i odstawiam do góry dnem. Wystudzone przechowuję w piwnicy.
Smacznego !






poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Otrębowe racuchy z jabłkami - idealne

Przepis idealny.
Najlepsze racuchy jakie zrobiłam. Pulchne, chrupiące z wierzchu i mięciutkie w środku. Otręby nie są wyczuwalne, ale sama świadomość ich obecności uspokaja sumienie i sprawia że można się skusić na jeden więcej :)




Składniki:
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki otrąb pszennych
10g drożdży + 1 łyżeczka cukru + 1-2 łyżki mleka
1 szklanka mleka
2 jajka
3 jabłka
łyżeczka ekstraktu waniliowego (można zastąpić cukrem waniliowym)

Drożdże mieszamy z cukrem i mlekiem, odstawiamy do rozpuszczenia. Do miski wsypujemy mąkę i otręby, dodajemy jajka, ekstrakt waniliowy i ciepłe mleko. Wlewamy rozczyn z drożdży i zagniatamy ciasto. Ciasto wychodzi bardzo gęste, prawie chlebowe. Można je wyrobić ręcznie mieszając łyżką, albo mikserem  - końcówką z hakiem (hakami). Pod koniec wyrabiania dodajemy obrane jabłka starte na grubych oczkach i odstawiamy na 15-20 minut aby ciasto trochę podrosło.
Na patelni rozgrzewamy małą ilość oliwy (oleju) i nakładamy łyżką ciasto. Lekko rozpłaszczamy - jest to nieco trudne bo ciasto klei się do łyżki. Smażymy z obydwu stron na złoty kolor. Odsączamy na papierowym ręczniku. Podajemy posypane cukrem pudrem albo polane miodem.
SMACZNEGO!



niedziela, 18 sierpnia 2013

Jabłka prażone do słoików i ocet z obierek

Dostałam jabłka "sama ekologia". Nie pryskane, rosną z dala od drogi - ba, podobno w życiu traktora nie widziały :).
Całą reklamówkę.
Początkowo miałam zrobić z nich tylko ocet, szkoda mi jednak było marnować miąższu. Wobec powyższego ocet zrobiłam z obierek, a środki zasmażyłam na patelni i zapakowałam w słoiki. Będą super do ryżu albo do szarlotki.

Składniki na jabłka prażone:
Jabłka - dowolna ilość
cukier do smaku
szczypta kwasku cytrynowego
ewentualne przyprawy: cynamon, kardamon, imbir

Składniki na ocet jabłkowy:
obierki z jabłek
woda
1 łyżka melasy trzcinowej na każdy litr wody (melasę można zastąpić miodem albo nawet cukrem, jednak melasa nadaje octowi trochę "balsamicznego" posmaku )


Jabłka dokładnie myjemy, obieramy i usuwamy gniazda nasienne. Obierki odkładamy, jabłka kroimy na ćwiartki i wrzucamy do garnka z grubym dnem, albo na patelnię. Dolewamy trochę wody i dodajemy szczyptę kwasku. Prażymy tak długo aż zaczną się rozpadać. Jeśli zaczynają "przysychać" i przywierać do dna - możemy dolać trochę wody. Długość smażenia jest ściśle związana z odmianą jabłek. Są odmiany plackowe które szybko się rozpadają, są i takie które trzeba smażyć godzinę.
Pod koniec dodajemy cukier i ewentualnie przyprawy. Ilość cukru daję zawsze "na oko", jeśli jabłka są bardzo słodkie rezygnuję z niego zupełnie.
Gorące przekładamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i obracamy do góry dnem. Wkładamy pod koc do całkowitego ostygnięcia.
Jabłek prażonych nie pasteryzuję. Jeszcze nigdy mi się nie zepsuły.


OCET Jabłkowy
Obierki (same skórki bez gniazd nasiennych) ciasno układamy w dużym słoiku tak do 2/3 wysokości.
Przegotowaną, gorącą wodę mieszamy z melasą trzcinową. Odstawiamy do przestygnięcia. Zalewamy skórki i przykrywamy słoik gazą. Odstawiamy na 2- 3 tygodnie, codziennie mieszając. Już po 2-3 dniach woda zaczyna się pienić i można wyczuć lekki aromat octu.
Ocet nadaje się do zlewania, kiedy pomieszamy przestaje się pienić i syczeć. Na powierzchni często lubi się utworzyć biała, albo przeźroczysta galaretka - jest to zupełnie naturalne. To zasługa pektyny, której skórki jabłek zawierają całkiem sporo. Zbieramy ją łyżką albo sitkiem
Gotowy ocet przecedzamy przez grubo złożoną gazę (a najlepiej przez kuchenną bawełnianą ściereczkę) i przelewamy znów do słoika. Odstawiamy na kolejny tydzień do klarowania.
Po tym czasie filtrujemy, uważając aby nie poruszyć osadu, który opadł w tym na dno.
Na tym etapie możemy znowu pozostawić ocet w słoiku do klarowania, albo rozlać go do butelek.
Będzie jeszcze mętny ale już zdatny do użycia
Ja przelewam go do butelek i zostawiam na około miesiąc. Potem znowu filtruję - tym razem przez papierowy filtr do kawy włożony do lejka. Nie zlewam całości, ale tylko tak 3/4,  wylewając mętną resztę.
Jest to pracochłonne zajęcie bo filtr trzeba co chwilę wymieniać. Jednak tak przecedzony ocet jest prawie przeźroczysty.
Znowu zlewam do wymytych butelek, zakręcam i ostawiam. Jeśli zajdzie potrzeba  filtruję ponownie po jakimś czasie.
Z mojej praktyki wynika, że ocet nastawiony w sierpniu, dopiero w grudniu po 3-4 kortnym przefiltrowaniu jest czysty jak sklepowy.






wtorek, 6 sierpnia 2013

Powidło śliwkowe z wodą różaną

Śliwki.
Wyglądały cudnie i mrugały do mnie ze straganowej skrzynki.
W domu okazały się ZA
ZA kwaśne, żeby je zjeść na surowo
nie ZA bardzo odchodziła pestka od miąższu
I kupiłam ich ZA dużo

Część upakowałam więc w słoiki i zalałam słodką marynatą. Już mam pomysł jak je wykorzystam - dodam zamiast korniszonów do sałatki. Będą ciekawym akcentem.
Z tego co mi zostało postanowiłam usmażyć powidło. Pod koniec smażenia dodałam wody różanej (w końcu udało mi się do czegoś wykorzystać butelkę zakupioną w Anglii)
Wyszło pyszne, słodko - kwaśne, z wyczuwalnym różanym aromatem. Idealne do pączków i rogalików zamiast marmolady.
I Kto powiedział że tylko węgierki nadają się na powidła ?

Składniki:
1 kg śliwek
szklanka cukru (jeśli śliwki są słodkie można dać mniej)
łyżeczka wody różanej

Śliwki kroimy na połowę i pestkujemy, Zasypujemy szklanką cukru i odstawiamy na kilka godzin aby puściły sok. (można na noc)
Przekładamy całość do szerokiego garnka z grubym dnem lub po prostu na patelnię. Osobiście uwielbiam smażyć powidła w woku. Nic nie przywiera, łatwo się miesza - no i można na raz usmażyć nawet z 3 kg.
Stawiamy garnek/patelnię na największym palniku i szybko doprowadzamy zawartość do wrzenia. Skręcamy płomień na najmniejszy i smażymy bez przykrycia 2-3h, często mieszając zwłaszcza pod koniec. (Gdzieś po godzinie przekładam patelnię na najmniejszy palnik i ustawiam malusieńki gaz, aby tylko czasem pyknęło - łatwiej wtedy przypilnować aby powidła się nie przypaliły)
Można też rozłożyć sobie tą pracę ma 2-3 dni. i smażyć codziennie po godzinie.
Kiedy śliwki się rozpadną  i konsystencja zaczyna robić się "sucha"  dodajemy wodę różaną. Smażymy jeszcze chwilę, aby odparować masę. (Oczywiście wodę różaną można pominąć i na tym etapie zacząć pakować powidło do słoików.)
Gorące przekładamy do wyparzonych słoików i odwracamy do góry dnem i wkładamy pod koc
aż wystygną.