Znajomi, który czytają mojego bloga pytają często: czy Twoja rodzina naprawdę "TO JE"?
Uśmiecham się wtedy i wzruszam ramionami.
Ja jem.
Z moją rodziną bywa różnie..............................................................................
...........................................................................................................................
................................................................Zdradzę Wam dziś pewną tajemnicę. Większość potraw które pojawiają się na blogu, przygotowuję dla siebie. Reszta rodziny próbuje co 5, ba co 10 danie i to po wielu groźbach, straszakch, albo drobnych kłamstewkach z mojej strony. Czasem zgadzają się łaskawie spróbować zupy z soczewicy - nazwanej przeze mnie grochową. I co ciekawe większy problem mam tu z mężem, który 30 lat żywiony konserwatywnie polską kuchnią, za nic w świecie nie spróbuje muffina otrębowego, zupełnie jakby gryzł...
Grożę mu wtedy zawałem, wrzodami żołądka w podeszłym wieku. Ględzę o prawidłowym odżywianiu jako sekrecie zdrowia.
Czasem skutkuje...
Jeśli potrawa, którą im zaserwuję spotyka się choćby z cieniem uznania serwują ją znowu i wchodzi na stałe do naszego jadłospisu.
Jeśli nie, próbuje dalej...
Dziś chciałabym przedstawić Wam pewien kompromis jaki osiągnęliśmy w dziedzinie pieczenia chleba.
Francuski chleb mieszany.
Smakuje i mężowi i córce bo jest prawie "biały", ale pieczony na samym zakwasie. Przemycam do niego siemię lniane i słonecznika. I trochę razowej mąki.
Fakt - długo wyrasta, jak to chleb bez dodatku drożdży. Ale też bardzo długo pozostaje świeży (nawet 4-5 dni), nie glinieje jak czasem się to zdarza chlebom na zakwasie.
Oryginał przepisu pochodzi z książki Małgorzaty Zielińskiej "Domowa Piekarnia"
U mnie zawsze pieczony z półtorej porcji i czasem eksperymentuję z mąkami (daję zamiast części pszennej np. orkiszową )
Podaję przepis oryginalny, w nawiasach moje uwagi i zmiany
Składniki:
na zaczyn 170g
30g zakwasu żytniego
80g mąki pszennej typ 550 lub 650
60g letniej wody
składniki wymieszać, zostawić lekko przykryte na 8-12h
(zdarza mi się że zamiast zaczynu daję do ciasta 170g zakwasu żytniego - w ten sposób udaje mi się spożytkować nadwyżkę zakwasu, która się u mnie pojawia)
150g mąki pszennej razowej
370g mąki pszennej jasnej
30g mąki żytniej razowej (najlepiej drobnej)
300g letniej wody
1,5 łyżeczki soli
(2 łyżki ziaren siemienia lnianego i łyżka ziaren słonecznika)
(czarnuszka do posypania)
Mąki wymieszać ze sobą (i z ziarnami) i z wodą. Zostawić na 20 minut. Dodać zaczyn i sól. Wyrabiać ręcznie 10 min lub mikserem 5 min (ja wyrabiam mikserem). Przełożyć do miski wysmarowanej olejem i pozostawić do wyrośnięcia około 3h (zostawiam na 2), po godzinie ciasto wyjąć, rozpłaszczyć na blacie by usunąć nadmiar gazów i ponownie włożyć do miski. Można tę czynność powtórzyć jeszcze raz po następnej godzinie (ja tego wcale nie robię)
Po upływie 3h wyjąć ciasto, uformować z niego bochenek, i ułożyć w koszyku do wyrastania dobrze wysypanym mąką (ja zamiast koszyka używam plastikowego durszlaka wyłożonego bawełnianą ściereczką obsypaną mąką)
Pozostawić do wyrośnięcia w temp pokojowej 4-5h (u mnie wyrasta około 3h, nie zostawiam dłużej bo zbyt wyrośnięty chleb opada w piekarniku i nie chce się podnieść)
Piekarnik rozgrzać do temp. 230 C. Bochenek naciąć i włożyć do naparowanego piekarnika (a piekę na standardowej blasze z piekarnika odwróconej do góry nogami. Rozgrzewam blachę razem z piekarnikiem, a potem odwracam durszlak z chlebem i delikatnie chleb wypada na blachę)
Piec 15minut w temp. 230, a potem zredukować temp. do 200C i piec 20-25 minut do zbroązowieina skórki
SMACZNEGO!
Spis treści
- Dania w 15 minut (7)
- Dieta Dukana (2)
- Metoda Montignac (21)
- Pieczywo (11)
- Przetwory (17)
- Różne (2)
- Sałtaki (3)
- Słodkości (18)
- Z pełnego ziarna (20)
- Zapiekanki (5)
- na obiad (11)
- na zdrowie (7)
- niekoniecznie kuchenne (1)
- z % (5)
- zakwas (6)
- zamiast sklepowe-DOMOWE (14)
- zupy (5)
niedziela, 25 marca 2012
piątek, 9 marca 2012
Muffiny baaardzooo otrębowe
Wreszcie odkryłam sekret "mufinowatości" muffinów. I pewnie nowości Wam nie powiem, że chodzi o tłuszcz.
Do tej pory unikałam dodawania go w moich wypiekach, wszak chodziło o dietetyczność, a tłuszcz jak to tłuszcz w biodra lubi iść.
Ale kiedy kilka dni temu koleżanka z pracy najpierw poczęstowała mnie muffinem, a potem podała przepis, musiałam też takie upiec. W życiu nie jadłam tak pysznych otrębowych wypieków. Mooocnooo otrębowych.
Przepis trochę modyfikowany - nie to, żeby oryginalny nie był dobry, ale Monia - ja jak to ja składniki zapisałam i kartkę gdzieś posiałam. Więc co spamiętałam to dodałam, a dalej improwizowałam.
Człowiek nawet nie wyczuje jak mu się fajnie zrymuje :)
Składniki na 6 sztuk:
suche:
szklanka otrębów (u mnie po 1/4 owsianych, gryczanych, orkiszowych i pszennych)
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (dałam orkiszową)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
kilka kostek czekolady deserowej
mokre:
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki jogurtu naturalnego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki syropu z agawy /miodu
1 jajko
Czekoladę łamiemy na drobne kawałeczki. Suche składniki mieszamy ze sobą i dodajemy połamaną czekoladę. Mokre składanki mieszamy razem (najlepiej zrobić to trzepaczką, albo widelcem, bo ciężko połączyć olej z resztą) a potem dodajemy do nich suche składniki. Mieszamy szybko i masę przekładamy do form na muffinki, najlepiej wyłożonych papilotkami. Pieczemy w temp. 180C przez około 25 minut.
SmacznegO!
Do tej pory unikałam dodawania go w moich wypiekach, wszak chodziło o dietetyczność, a tłuszcz jak to tłuszcz w biodra lubi iść.
Ale kiedy kilka dni temu koleżanka z pracy najpierw poczęstowała mnie muffinem, a potem podała przepis, musiałam też takie upiec. W życiu nie jadłam tak pysznych otrębowych wypieków. Mooocnooo otrębowych.
Przepis trochę modyfikowany - nie to, żeby oryginalny nie był dobry, ale Monia - ja jak to ja składniki zapisałam i kartkę gdzieś posiałam. Więc co spamiętałam to dodałam, a dalej improwizowałam.
Człowiek nawet nie wyczuje jak mu się fajnie zrymuje :)
Składniki na 6 sztuk:
suche:
szklanka otrębów (u mnie po 1/4 owsianych, gryczanych, orkiszowych i pszennych)
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (dałam orkiszową)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
kilka kostek czekolady deserowej
mokre:
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki jogurtu naturalnego
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki syropu z agawy /miodu
1 jajko
Czekoladę łamiemy na drobne kawałeczki. Suche składniki mieszamy ze sobą i dodajemy połamaną czekoladę. Mokre składanki mieszamy razem (najlepiej zrobić to trzepaczką, albo widelcem, bo ciężko połączyć olej z resztą) a potem dodajemy do nich suche składniki. Mieszamy szybko i masę przekładamy do form na muffinki, najlepiej wyłożonych papilotkami. Pieczemy w temp. 180C przez około 25 minut.
SmacznegO!
wtorek, 6 marca 2012
Pikantny placek z ciecierzycy
Na fali odchudzania z Montignaca kupiłam mąkę z ciecierzycy. Ci co znają dietę wiedzą, że jako jedna z niewielu z powodu niskiego IG nadaje się do posiłków tłuszczowych. Miały być z niej naleśniki do mięsnego nadzienia, ale pierwsza próba skutecznie zniechęciła mnie na długi czas. Naleśniki wyszły kiepskie, smakowały surową ciecierzycą i nawet dodatek super farszu nie zrobił z nich dania, do którego chciałoby się wracać.
Mąkę odłożyłam na półkę, że może kiedyś....
To "kiedy" nastało bardzo szybko - w książce "Pizza, chleb i inne pyszności" znalazłam przepis na rzeczony w tytule pikantny placek z ciecierzycy.
Upiekłam.
I znowu smak mnie mnie powalił. Nie był ani pikantny, ani w ogóle smaczny
I wtedy mnie olśniło...
Przy kolejnej próbie dodałam do masy przyprawy do gyrosa, i kilka suszonych papryczek chili. Placek wyszedł rewelacja. I w takiej właśnie formie prezentuję go Wam dziś. I bardzo namawiam do upieczenia. Świetnie nadaje się zamiast chleba do wszelkiego rodzaju sałatek. U mnie serwowany był z sałatką z łososiem.
Składniki
100g mąki z ciecierzycy
1 spora łyżeczka przyprawy "do gyrosa" (daję z Kamisu bo nie ma glutaminianu sodu)
1-2 suszone malutkie papryczki chili (mogą być też płatki chili)
200ml wody (w oryginale jest 250ml - ale wtedy ciasto było baaaardzooo rzadkie i nie chciało się upiec)
3 łyżki oliwek z oliwy
szczypta soli
Mąkę mieszamy z wodą, przyprawami, papryczkami i oliwą. Najlepiej połączyć składniki trzepaczką albo widelcem (ciasto wychodzi bardzo rzadkie). Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia o śr. 24cm wlewamy masę i skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Pieczemy około 20 minut w tem.180C. Wierzch musi się zrobić chrupiący.
SMACZNEGO!
Mąkę odłożyłam na półkę, że może kiedyś....
To "kiedy" nastało bardzo szybko - w książce "Pizza, chleb i inne pyszności" znalazłam przepis na rzeczony w tytule pikantny placek z ciecierzycy.
Upiekłam.
I znowu smak mnie mnie powalił. Nie był ani pikantny, ani w ogóle smaczny
I wtedy mnie olśniło...
Przy kolejnej próbie dodałam do masy przyprawy do gyrosa, i kilka suszonych papryczek chili. Placek wyszedł rewelacja. I w takiej właśnie formie prezentuję go Wam dziś. I bardzo namawiam do upieczenia. Świetnie nadaje się zamiast chleba do wszelkiego rodzaju sałatek. U mnie serwowany był z sałatką z łososiem.
Składniki
100g mąki z ciecierzycy
1 spora łyżeczka przyprawy "do gyrosa" (daję z Kamisu bo nie ma glutaminianu sodu)
1-2 suszone malutkie papryczki chili (mogą być też płatki chili)
200ml wody (w oryginale jest 250ml - ale wtedy ciasto było baaaardzooo rzadkie i nie chciało się upiec)
3 łyżki oliwek z oliwy
szczypta soli
Mąkę mieszamy z wodą, przyprawami, papryczkami i oliwą. Najlepiej połączyć składniki trzepaczką albo widelcem (ciasto wychodzi bardzo rzadkie). Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia o śr. 24cm wlewamy masę i skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Pieczemy około 20 minut w tem.180C. Wierzch musi się zrobić chrupiący.
SMACZNEGO!
sobota, 3 marca 2012
Razowe? Pełnoziarniste? muffiny cytrynowo-czekoladowe
Nie jestem pewna czy mąka razowa i pełnozianista to to ten sam produkt. Niby używam tych nazw zamiennie, ale jak się tak bliżej zastanowić to nie wiem. Mam nawet książkę o pieczeniu chleba, gdzie jest wyraźny podział ma "pełnoziarnistą" i "razową" mąkę. Książka niestety nie wyjaśnia na czym różnica polega.
Postanowiłam na własną rękę zgłębić temat, ale okrazało się to wcale nie proste.
Szukałam w Googlach i Wikipedi, na różnych forach. I raz wynika, że to te same mąki
a innym razem, że nie. Ile miejsc, ile pytań - tyle różnych odpowiedzi. Niedowiedziawszy się więc nic konkretnego, pytam WAS. Czy razowa i pełnoziarnista to ta sama mąka?
Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach.
Z góry bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i zapraszam na muffiny.
Razowe?
Pełnoziarniste?
Na pewno cytrynowo-czekoladowe
dietetyczne i pyszne
Składniki:
1 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (daję drobną typ 1850)
1 szklanka mąki orkiszowej pełonizarnistej (drobnej)
2 białka
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
1/4 szklanki mleka
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
3 łyżki fruktozy (można dać więcej bo wychodzą mało słodkie)
płaska łyżeczka sody
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 płaskie łyżki kakao odtłuszczonego
Suche składniki mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszamy mokre składniki. Łączymy jedne z drugimi, mieszając krótko (mogą być grudki). Foremki na muffiny wypełniamy w 3/4 masą i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 20 minut w temp. 180C
Postanowiłam na własną rękę zgłębić temat, ale okrazało się to wcale nie proste.
Szukałam w Googlach i Wikipedi, na różnych forach. I raz wynika, że to te same mąki
a innym razem, że nie. Ile miejsc, ile pytań - tyle różnych odpowiedzi. Niedowiedziawszy się więc nic konkretnego, pytam WAS. Czy razowa i pełnoziarnista to ta sama mąka?
Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach.
Z góry bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i zapraszam na muffiny.
Razowe?
Pełnoziarniste?
Na pewno cytrynowo-czekoladowe
dietetyczne i pyszne
Składniki:
1 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (daję drobną typ 1850)
1 szklanka mąki orkiszowej pełonizarnistej (drobnej)
2 białka
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
1/4 szklanki mleka
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
3 łyżki fruktozy (można dać więcej bo wychodzą mało słodkie)
płaska łyżeczka sody
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 płaskie łyżki kakao odtłuszczonego
Suche składniki mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszamy mokre składniki. Łączymy jedne z drugimi, mieszając krótko (mogą być grudki). Foremki na muffiny wypełniamy w 3/4 masą i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 20 minut w temp. 180C
sobota, 25 lutego 2012
Makaron z pestkami dyni i oliwą. Parmezan i kiełki. Danie doskonałe.
Codziennie wieczorem po powrocie z pracy gotuję makaron. Prażę pestki dyni, wlewam oliwę, podsmażam kiełki. 15 minut i danie gotowe. Jest tak pyszne, że jem non-stop przez ostatni tydzień. SAMA. Na razie sama. Reszta rodziny odmówiła spróbowania. Postraszyłam dziś męża dziurą budżetową. Nie mogę wiecznie gotwoać oddzielnie 3 obiadów. Dla siebie, synusia i reszty. Obiecał, że spróbuje następnym razem. To dobrze bo następny raz będzie... jutro. Bo ja nie mam dość tego makaronu :)
Mam nadzieję, że Wy jak spróbujecie też nie bedziecie mieli dość...
Składniki:
2-3 łyżki łuskanych pestek dyni - uprażyć na patelni
3-4 ząbki czosnku
4-5 łyżek oliwy z oliwek
200g makaronu spaghetti
1/2 opakowania kiełków "na patelnię" około 100g - soi i soczewicy (wyhodowałam sama)
Spaghetti gotuję al dente.
Uprażnone na pateli pestki dyni wrzucam do małego rozdrabniacza. Dolewam oliwę i dodaję czosnek. Troszkę solę. Miskuję wszystko - wychodzi masa z drobnymi grudkami. Kiełki podsmażam na oliwie. Dodaję do ugotowanego makaronu pastę i podsmażone kiełki. Posypuję startym parmezanem.
I zajadam... zajadam...zajadam
Mam nadzieję, że Wy jak spróbujecie też nie bedziecie mieli dość...
Składniki:
2-3 łyżki łuskanych pestek dyni - uprażyć na patelni
3-4 ząbki czosnku
4-5 łyżek oliwy z oliwek
200g makaronu spaghetti
1/2 opakowania kiełków "na patelnię" około 100g - soi i soczewicy (wyhodowałam sama)
Spaghetti gotuję al dente.
Uprażnone na pateli pestki dyni wrzucam do małego rozdrabniacza. Dolewam oliwę i dodaję czosnek. Troszkę solę. Miskuję wszystko - wychodzi masa z drobnymi grudkami. Kiełki podsmażam na oliwie. Dodaję do ugotowanego makaronu pastę i podsmażone kiełki. Posypuję startym parmezanem.
I zajadam... zajadam...zajadam
wtorek, 14 lutego 2012
WyQintny placek bez pieczenia :)
Moje życie nabrało rozpędu. A raczej pędzi jak szalone. Odkąd pracuje, brakuje mi czasu na wszystko. Na sen, na spotkania ze znajomymi, na gotowanie. Nie to żebym nigdy wcześniej nie pracowała, ale nie miałam wtedy dwójki dzieci, w tym marudnego ząbkującego synusia, który teraz robi z czwórkę, albo nawet piątkę pociech. Efekt tego jest taki, że ostatnio było mi wstyd, bo miałam gości, a nie było sałatki. Nawet najprostszej nie udało mi się zrobić. No trudno. Nadrobiłam ciastem. Pysznym, bardzo wykwintnym i niezwykle łatwym do wykonania.
Nie trzeba nic piec.
W oryginale jest galaretka brzoskwiniowa i brzoskwinie w puszce wyłożone na ostatnią masę, ale ja zamiast tego dałam dżem z czarnej porzeczki i galaretkę z owoców leśnych, żeby trochę przełamać smaki. Oryginalne ciasto jest bardzo słodkie.
No i te krakersy. Można zastąpić je herbatnikami, ale słony smak nadaje ciastu charakteru.
Składniki:
2 paczki prostokątnych krakersów
mała puszka masy krówkowej
kilka łyżek płatków migdałowych
słoik dżemu z czarnej porzeczki
I masa:
2 szklanki mleka
opakowanie kokosu (100g)
pół kostki masła
2/3szklanki cukru
1/2 szklanki mąki (2 łyżki ziemniaczanej i reszta pszennej)
Gotujemy szklankę mleka z cukrem i kokosem. Drugą szklankę mieszamy z mąkami, wlewamy do gorącego mleka. Gotujemy budyń.
Kiedy masa ostygnie, miksujemy z miękkim masłem
II masa
500ml śmietany kremówki 30%
galaretka z owoców leśnych
1/2szklanki wody
Galaretką rozpuszczamy w gorącej wodzie. Śmietanę ubijamy na sztywno, na koniec delikatnie wlewamy ostudzoną galaretką (dalej miksując)
Prostokątną blachę wykładamy papierem do pieczenia. Układamy warstwę krakersów i wykładamy masę kokosową. Na to druga warstwa krakersów, a na nią masa krówkowa. Wykładamy kolejną warstwę krakersów, a na nią dżem porzeczkowy, a następnie masę śmietanową. Posypujemy uprażonymi na patelni płatkami migdałowymi (uwaga trzeba uważać bo płatki szybko się przypalają podczas prażenia)
Proste, prawda?
Nie trzeba nic piec.
W oryginale jest galaretka brzoskwiniowa i brzoskwinie w puszce wyłożone na ostatnią masę, ale ja zamiast tego dałam dżem z czarnej porzeczki i galaretkę z owoców leśnych, żeby trochę przełamać smaki. Oryginalne ciasto jest bardzo słodkie.
No i te krakersy. Można zastąpić je herbatnikami, ale słony smak nadaje ciastu charakteru.
Składniki:
2 paczki prostokątnych krakersów
mała puszka masy krówkowej
kilka łyżek płatków migdałowych
słoik dżemu z czarnej porzeczki
I masa:
2 szklanki mleka
opakowanie kokosu (100g)
pół kostki masła
2/3szklanki cukru
1/2 szklanki mąki (2 łyżki ziemniaczanej i reszta pszennej)
Gotujemy szklankę mleka z cukrem i kokosem. Drugą szklankę mieszamy z mąkami, wlewamy do gorącego mleka. Gotujemy budyń.
Kiedy masa ostygnie, miksujemy z miękkim masłem
II masa
500ml śmietany kremówki 30%
galaretka z owoców leśnych
1/2szklanki wody
Galaretką rozpuszczamy w gorącej wodzie. Śmietanę ubijamy na sztywno, na koniec delikatnie wlewamy ostudzoną galaretką (dalej miksując)
Prostokątną blachę wykładamy papierem do pieczenia. Układamy warstwę krakersów i wykładamy masę kokosową. Na to druga warstwa krakersów, a na nią masa krówkowa. Wykładamy kolejną warstwę krakersów, a na nią dżem porzeczkowy, a następnie masę śmietanową. Posypujemy uprażonymi na patelni płatkami migdałowymi (uwaga trzeba uważać bo płatki szybko się przypalają podczas prażenia)
Proste, prawda?
poniedziałek, 6 lutego 2012
Domowe mleko sojowe i batoniki z resztek (z okary i otrębów)
No dobra, gdzie tu logika?
Za rogiem mam sklep, gdzie mleko sojowe kosztuje 4,30 za karton.
Tymczasem ja mielę, mieszam gotuję. Odcedzam. I pęcznieję z dumy patrząc na swoje pierwsze w życie mleko sojowe.
Gdzie tu logika?
Otóż...należę do osób które lubią wiedzieć. Lubią umieć. Wszystko w życiu się przydaje - prędzej czy później. A jak wróci komuna i nie będzie mleka sojowego w sklepie?
To ja zrobię sobie w domu...
No dobra - soi też pewnie nie będzie w sklepie, ale co tam... Umiem robić mleko sojowe i niezmiernie się z tego cieszę :)
I jeszcze te batoniki z okary pozostałej po mleku. Dodałam do nich otręby. Wyszły super, choć jak dla mnie mało słodkie i "nie bogate". Następnym razem dodam jakiś aromat i więcej bakalii.
Składniki na mleko:
3/4 szklanki soi
4 i 1/2 szklanek wody
łyżka cukru (fruktozy)
Soję namoczyć na kilka godzin w wodzie. Następnie wodę odlać, wymieszać soję, że świeżą wodą (1 i 1/2 szklanki wody) i zmiksować.
2 szklanki wody zagotować, wlać papkę sojową i gotować 5 minut (od zawrzenia). Podczas gotowania płyn bardzo się pieni, więc polewałam pianę cienkim strumyczkiem wody. Zużyłam na to ostatnią szklankę wody.
Płyn przecedzić przez drobne sitko, ew. przez gazę, pieluchę. Doprawić szczyptą soli, łyżką cukru, można dodać wanilii, albo aromatu jak ktoś chce mieć waniliowe mleko.
To co pozostało po odcedzeniu mleka to właśnie okara. Można ją wykorzystać i zrobić z niej kotleciki sojowe, można pasztet, albo.... moje ciasteczka
Składniki na batoniki:
350g wilgotnej ugotowanej okary
100g otrębów (dałam 60g pszennych i 40g owsianych)
30g płatków migdałowych
łyżka słonecznika
łyżka dyni
2 łyżki oliwy (lepszy były olej ale nie miałam)
2 jajka
łyżka syropu z agawy (może być miód)
3-4 łyżki fruktozy (dałam 2 i były mało słodkie)
Mieszamy suche składniki. Dodajemy do okary, wbijamy jajko i dodajemy syrop z agawy i oliwę. Wszystko mieszamy, papka wychodzi gęsta. Przekładamy na blachę do pieczenia (jeśli zwykłą to wyłożyć papierem, jeśli silikonową to nie trzeba). Pieczemy 20 minut w temp 170 C. (ja piekłam najpierw 10 minut bez termoobiegu, a potem 10 minut z )
Jeszcze ciepłe kroimy na prostokąty.
Za rogiem mam sklep, gdzie mleko sojowe kosztuje 4,30 za karton.
Tymczasem ja mielę, mieszam gotuję. Odcedzam. I pęcznieję z dumy patrząc na swoje pierwsze w życie mleko sojowe.
Gdzie tu logika?
Otóż...należę do osób które lubią wiedzieć. Lubią umieć. Wszystko w życiu się przydaje - prędzej czy później. A jak wróci komuna i nie będzie mleka sojowego w sklepie?
To ja zrobię sobie w domu...
No dobra - soi też pewnie nie będzie w sklepie, ale co tam... Umiem robić mleko sojowe i niezmiernie się z tego cieszę :)
I jeszcze te batoniki z okary pozostałej po mleku. Dodałam do nich otręby. Wyszły super, choć jak dla mnie mało słodkie i "nie bogate". Następnym razem dodam jakiś aromat i więcej bakalii.
Składniki na mleko:
3/4 szklanki soi
4 i 1/2 szklanek wody
łyżka cukru (fruktozy)
Soję namoczyć na kilka godzin w wodzie. Następnie wodę odlać, wymieszać soję, że świeżą wodą (1 i 1/2 szklanki wody) i zmiksować.
2 szklanki wody zagotować, wlać papkę sojową i gotować 5 minut (od zawrzenia). Podczas gotowania płyn bardzo się pieni, więc polewałam pianę cienkim strumyczkiem wody. Zużyłam na to ostatnią szklankę wody.
Płyn przecedzić przez drobne sitko, ew. przez gazę, pieluchę. Doprawić szczyptą soli, łyżką cukru, można dodać wanilii, albo aromatu jak ktoś chce mieć waniliowe mleko.
To co pozostało po odcedzeniu mleka to właśnie okara. Można ją wykorzystać i zrobić z niej kotleciki sojowe, można pasztet, albo.... moje ciasteczka
Składniki na batoniki:
350g wilgotnej ugotowanej okary
100g otrębów (dałam 60g pszennych i 40g owsianych)
30g płatków migdałowych
łyżka słonecznika
łyżka dyni
2 łyżki oliwy (lepszy były olej ale nie miałam)
2 jajka
łyżka syropu z agawy (może być miód)
3-4 łyżki fruktozy (dałam 2 i były mało słodkie)
Mieszamy suche składniki. Dodajemy do okary, wbijamy jajko i dodajemy syrop z agawy i oliwę. Wszystko mieszamy, papka wychodzi gęsta. Przekładamy na blachę do pieczenia (jeśli zwykłą to wyłożyć papierem, jeśli silikonową to nie trzeba). Pieczemy 20 minut w temp 170 C. (ja piekłam najpierw 10 minut bez termoobiegu, a potem 10 minut z )
Jeszcze ciepłe kroimy na prostokąty.
wtorek, 24 stycznia 2012
Orientalna pomidorowa z woka
Od jakiegoś czasu uwielbiam ciecierzycę. Pierwszy jej smak kojarzę z szybką sałatką jaką robiła moja przyjaciółka. Sałatka imprezowa, o ile dobrze pamiętam, składała się z 3 rodzajów fasoli (białej, czerwonej i cieciorki właśnie) dużej ilości czosnku, majonezu i keczupu. Prosto, szybko i pysznie.
Potem zaczęłam sama serwować ciecierzycę bo wiem, że zawiera dużo białka i zastępowałam nią czasem mięso.
Potem był humus - ukochana pasta kanapkowa, na którą może w końcu kiedyś podam przepis...
A potem znalazłam tą zupę...
Od tamtej chwili kocham ciecierzycę miłością bez granic...
Składniki:
3-4 ząbki czosnku (spore)
1 puszka pomidorów bez skóry
szklanka wody (w oryginalnym przepisie jest 2/3 litra bulionu, ale ja wolę jak zupa jest gęsta)
sól, pieprz, chili w proszku
łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego)
łyżeczka pasty z kolendry (albo jeszcze lepiej świeżej kolendry)
¼ łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka cukru
oliwa
Ciecierzyce namaczam na noc w dużej ilości wody i następnego dnia gotuję do miękkości. Można tez użyć ciecierzycy z puszki, wtedy odsączamy ją tylko na sicie przed wrzuceniem do zupy.
Cebulę drobno siekam, czosnek przeciskam przez praskę. W woku rozgrzewam oliwę (2-3 łyżki) i wrzucam cebulę. Smażę chwilę, dodaję czosnek i przyprawy (kumin, kolendrę, cynamon, pieprz i chili). Smażę jeszcze chwilę, dorzucam pomidory i wlewam wodę. Gotuję na wolnym ogniu 20 minut, wrzucam ugotowaną ciecierzycę i doprawiam cukrem i solą.
Smacznego!
Potem zaczęłam sama serwować ciecierzycę bo wiem, że zawiera dużo białka i zastępowałam nią czasem mięso.
Potem był humus - ukochana pasta kanapkowa, na którą może w końcu kiedyś podam przepis...
A potem znalazłam tą zupę...
Od tamtej chwili kocham ciecierzycę miłością bez granic...
Składniki:
ok. 150 g ciecierzycy (suchych ziaren)
1 spora cebula3-4 ząbki czosnku (spore)
1 puszka pomidorów bez skóry
szklanka wody (w oryginalnym przepisie jest 2/3 litra bulionu, ale ja wolę jak zupa jest gęsta)
sól, pieprz, chili w proszku
łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego)
łyżeczka pasty z kolendry (albo jeszcze lepiej świeżej kolendry)
¼ łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka cukru
oliwa
Ciecierzyce namaczam na noc w dużej ilości wody i następnego dnia gotuję do miękkości. Można tez użyć ciecierzycy z puszki, wtedy odsączamy ją tylko na sicie przed wrzuceniem do zupy.
Cebulę drobno siekam, czosnek przeciskam przez praskę. W woku rozgrzewam oliwę (2-3 łyżki) i wrzucam cebulę. Smażę chwilę, dodaję czosnek i przyprawy (kumin, kolendrę, cynamon, pieprz i chili). Smażę jeszcze chwilę, dorzucam pomidory i wlewam wodę. Gotuję na wolnym ogniu 20 minut, wrzucam ugotowaną ciecierzycę i doprawiam cukrem i solą.
Smacznego!
sobota, 21 stycznia 2012
Domowe batoniki musli z otrębami
Zegarek znowu zadzwonił za wcześnie. Schowałam głowę w poduszkę.... Jeszcze 5 minut.
Minęło. Głos męża "nie wstajesz?". Rzut oka na zegarek. 7.30. Cholera spóźnię się...
W takie dni, nie mam czasu szykować śniadania. A moja żelazna zasada brzmi :nie wychodź z domu bez śniadania.
Zbiegając więc z córką po schodach porwałam 2 batoniki. Dobrze, że je wczoraj upiekłam...
Składniki:
150g otrębów (daję pół na pół owsiane i pszenne)
70g masła
4-5 łyżek syropu z agawy / miodu / syropu klonowego
3/4 szklanki miękkich bakalii (suszonych śliwek, rodzynek, suszonych moreli)
1/2 szklanki twardych bakalii (orzechy włoskie, płatki migdałowe, orzech laskowe)
3 łyżki wiórków kokosowych
2 jajka
Masło roztapiamy z syropem (miodem) i mieszamy. W misce łączymy otręby i wiórki kokosowe, Dodajemy rodzynki i pokrojone w kostkę śliwki i morele. Orzechy siekamy drobno a płatki łamiemy. Wszystko razem mieszamy, dodajemy masło i jajka. ponownie mieszamy i wykładamy cienką warstwą na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (ew. na silikonową). Pieczemy 20-25 min w temp. 170C
Jeszcze ciepłe kroimy na kawałki i zostawiamy na kratce od ostygnięcia.
SMACZNEGO!
Przepis znaleziony tu
Minęło. Głos męża "nie wstajesz?". Rzut oka na zegarek. 7.30. Cholera spóźnię się...
W takie dni, nie mam czasu szykować śniadania. A moja żelazna zasada brzmi :nie wychodź z domu bez śniadania.
Zbiegając więc z córką po schodach porwałam 2 batoniki. Dobrze, że je wczoraj upiekłam...
Składniki:
150g otrębów (daję pół na pół owsiane i pszenne)
70g masła
4-5 łyżek syropu z agawy / miodu / syropu klonowego
3/4 szklanki miękkich bakalii (suszonych śliwek, rodzynek, suszonych moreli)
1/2 szklanki twardych bakalii (orzechy włoskie, płatki migdałowe, orzech laskowe)
3 łyżki wiórków kokosowych
2 jajka
Masło roztapiamy z syropem (miodem) i mieszamy. W misce łączymy otręby i wiórki kokosowe, Dodajemy rodzynki i pokrojone w kostkę śliwki i morele. Orzechy siekamy drobno a płatki łamiemy. Wszystko razem mieszamy, dodajemy masło i jajka. ponownie mieszamy i wykładamy cienką warstwą na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (ew. na silikonową). Pieczemy 20-25 min w temp. 170C
Jeszcze ciepłe kroimy na kawałki i zostawiamy na kratce od ostygnięcia.
SMACZNEGO!
Przepis znaleziony tu
środa, 18 stycznia 2012
Razowe pizzerinki
Kiedy mam wolny dzień prawie nie wychodzę z kuchni. Nadrabiam kulinarne zaległości i sprawia mi to niesłychaną radość. Piekę, gotuję, sprzątam. I uśmiecham się do siebie.
Dziś (a właściwie już wczoraj) był taki dzień. Upiekłam 2 chleby, zrobiłam ciasteczka otrębowe (przepis niebawem) i razowe pizzerinki. Wyszły pyszne. Nic więcej już na ich temat nie napiszę, bo padam z nóg. Cud wielki jak uda mi się przepis podać w całości :)
Składniki na ciasto:
350g mąki orkiszowej razowej (daję drobną ) - można zastąpić pszenną razową
150g mąki pszennej razowej (też daję drobną)
30g drożdży
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
250ml wody
Sos pomidorowy:
2 ząbki czosnku
pół słoiczka koncentratu pomidorowego
2 łyżki oliwy
troszkę wody gdyby sos był za gęsty
łyżeczka ziół prowansalskich
Farsz:
12 pieczarek (poddusiłam trochę na patelni)
4 łyżki czarnych oliwek
2 łyżki kaparów
150 gram twardego sera - u mnie parmezan
150g wędzonego łososia sałatkowego
2-3 cebule
Drożdże zasypujemy cukrem i czekamy aż się rozpuszczą. Mąki mieszamy ze sobą i solą. Dodajemy wodę do drożdży, mieszamy do rozpuszczenia i wlewamy do mąki, dodajemy oliwę i wyrabiamy ciasto. Ja robię to mikserem z hakiem.
Ciasto powinno być miękkie, ale nie lepić się bardzo. Odstawiamy do wyrośnięcia na 2-3h. (Można też dodać połowę porcji drożdży i wstawić na noc do lodówki.)
Dobrze jest ciasto w czasie wyrastania dwukrotnie odgazować.
Ciasto rozwałkowujemy cieniutko i wycinamy szklanką koła (u mnie była szklanka do martini). Zawijamy brzegi, smarujemy sosem pomidorowym i dajemy dodatki w konfiguracji jak lubimy. Posypujmy startym parmezanem i ziołami. Układamy na blasze do pieczenia - najlepiej gorącej. Pieczemy w piekarniku 220C około 10-15 minut w zależności jakie ciasto lubimy :).
Smacznego!
Dziś (a właściwie już wczoraj) był taki dzień. Upiekłam 2 chleby, zrobiłam ciasteczka otrębowe (przepis niebawem) i razowe pizzerinki. Wyszły pyszne. Nic więcej już na ich temat nie napiszę, bo padam z nóg. Cud wielki jak uda mi się przepis podać w całości :)
Składniki na ciasto:
350g mąki orkiszowej razowej (daję drobną ) - można zastąpić pszenną razową
150g mąki pszennej razowej (też daję drobną)
30g drożdży
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
250ml wody
Sos pomidorowy:
2 ząbki czosnku
pół słoiczka koncentratu pomidorowego
2 łyżki oliwy
troszkę wody gdyby sos był za gęsty
łyżeczka ziół prowansalskich
Farsz:
12 pieczarek (poddusiłam trochę na patelni)
4 łyżki czarnych oliwek
2 łyżki kaparów
150 gram twardego sera - u mnie parmezan
150g wędzonego łososia sałatkowego
2-3 cebule
Drożdże zasypujemy cukrem i czekamy aż się rozpuszczą. Mąki mieszamy ze sobą i solą. Dodajemy wodę do drożdży, mieszamy do rozpuszczenia i wlewamy do mąki, dodajemy oliwę i wyrabiamy ciasto. Ja robię to mikserem z hakiem.
Ciasto powinno być miękkie, ale nie lepić się bardzo. Odstawiamy do wyrośnięcia na 2-3h. (Można też dodać połowę porcji drożdży i wstawić na noc do lodówki.)
Dobrze jest ciasto w czasie wyrastania dwukrotnie odgazować.
Ciasto rozwałkowujemy cieniutko i wycinamy szklanką koła (u mnie była szklanka do martini). Zawijamy brzegi, smarujemy sosem pomidorowym i dajemy dodatki w konfiguracji jak lubimy. Posypujmy startym parmezanem i ziołami. Układamy na blasze do pieczenia - najlepiej gorącej. Pieczemy w piekarniku 220C około 10-15 minut w zależności jakie ciasto lubimy :).
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)